Ahmed Meddeb: Branża w turystyczna w Tunezji to mistrzowie zarządzania kryzysowego

Ahmed Meddeb, dyrektor Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki w Polsce
Ahmed Meddeb, dyrektor Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki w Polsce

Tunezja nie wprowadziła testów PCR dla klientów polskich biur podróży, licząc na to, że wystarczą odpowiednie procedury sanitarne. Od wznowienia lotów do końca września kraj odwiedziło 15 tys. turystów z Polski. Strategia kryzysowa się sprawdziła – uważa Ahmed Meddeb, dyrektor Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki w Polsce.

Marzena Markowska: Jak zły był ten sezon w Tunezji? W trójstopniowej skali: zły – bardzo zły – fatalny?

Ahmed Meddeb: Tylko bardzo zły. W całościowym ujęciu odnotowaliśmy 80 proc. spadku. Ta liczba dotyczy przyjazdów ze wszystkich naszych rynków.

Gdy zaczął się ten kryzys, stworzyliśmy trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji. Pierwszy zakładał, że turystyka ruszy w czerwcu bądź lipcu, drugi: że ruszy pod koniec sezonu. Trzeci, najgorszy rozwój wydarzeń ziściłby się wtedy, gdyby nie rozpoczęła się wcale i gdyby cały rok nie otwarto granic. Ziścił się ten drugi, umiarkowany scenariusz.

MM: A czy są już dane dotyczące liczby turystów z Polski, którzy w tym sezonie odwiedzili Tunezję?

AM: Do końca września Polaków było ich 15 tys. To jest liczba Polaków, którzy polecieli na wakacje do Tunezji w ciągu sześciu tygodni od 13 sierpnia, kiedy ruszyły loty, do końca września. Obecnie z Polski do Tunezji klientów wysyła ośmiu touroperatorów: Itaka TUI Poland, Sun&Fun, Exim, Coral, Rainbow, Oasis i Prima Holiday. Itaka i TUI Poland mają swoje własne połączenia lotnicze, reszta touroperatorów ma wspólne, łączone czartery. Wszyscy zaczęli od realistycznego poziomu podaży, którego nie musieli obniżać. Nawet na początku września dodano jeden czarter z Katowic. W sumie spodziewamy się, że do końca sezonu będzie ok. 20 tys. klientów.

Widać, że warto było włożyć dużo pracy w protokół sanitarny, który opracowaliśmy bardzo dokładnie i przyłożyliśmy do niego dużą wagę. Wiedzieliśmy, że turystyka nie przyczyni się do roznoszenia wirusa, jeśli zostaną wdrożone odpowiednie procedury. To okazało się sukcesem. Znieśliśmy więc obowiązkowe testy PCR dla klientów biur podróży między innymi z Polski, wiedząc, że oni będą przestrzegali protokołu i że touroperatorzy będą tego pilnowali. Ci turyści nie mieli problemu z zakażeniami wirusem. Uważam, że dobre procedury to lepsze rozwiązanie niż np. test PCR po przylocie – takie rozwiązanie raczej zniechęca do podróżowania.

MM: Jak Polacy zareagowali na to, co dzieje się w końcówce sezonu w turystyce? Chodzi mi o brak pewności i poczucia bezpieczeństwa podróży, ciągłe zmiany restrykcji, zamykanie krajów, wprowadzanie testów z dnia na dzień… Czy to odbiło się na popycie na wyjazdy do Tunezji?

AM: Z jednej strony ludzie dopytują się o restrykcje, ograniczenia w podróży, a z drugiej właśnie teraz chcą podróżować. Chcą jeszcze zdążyć zażyć wypoczynku u słońca zanim zacznie się ewentualny drugi lockdown.

Kryzysowy plan dla Tunezji jako dla kierunku turystycznego był realistyczny, nie wprowadzamy do niego żadnych zmian. Reakcja polskich touroperatorów na wiadomość o otwarciu się Tunezji była bardzo sprawna. Dzięki niej już 15 dni po ogłoszeniu otwarcia ruszyły pierwsze wyloty. W najlepszym momencie było 10 połączeń tygodniowo: na Dżerbę i do Monastyru.

MM: Jak ten kryzys zmienił obraz rynku turystyki przyjazdowej do Tunezji? W jaki sposób zmieniła się mapa Waszych rynków źródłowych?

AM: Na prowadzenie wyszli Polacy i Czesi, całkowicie zamarł ruch z Rosji i Ukrainy, które są na tzw. czerwonej liście i rząd tunezyjski wymaga, aby obywatele tych krajów przed przylotem wykonywali testy PCR. Prawie nie ma też turystów z Niemiec, również ze względu na restrykcje, ale po ich stronie.

MM: Jak Polacy zareagowali na to, co zastali w Tunezji po przylocie? Czy były problemy z jakością usług?

AM: Touroperatorzy nie zgłaszali związanych z tym problemów. Śledzimy też opinie i fora w internecie, komentarze klientów wskazują na to, że są raczej zadowoleni. Pogoda, jakość hotelu i bezpieczne, bezproblemowe transfery – to są dla klientów najważniejsze rzeczy, składające się na satysfakcję i wyjazdu. I na to nie ma skarg. W tym sezonie widzimy wzrost popularności Dżerby, szczególnie teraz pod koniec sezonu turyście doceniają tamtejszą dobrą pogodę.

MM: Czy wzrost liczby zakażeń w Polsce może przyczynić się do tego, że powrócą restrykcje dla turystów z Polski?

AM: Dane o zarażonych w Polsce, w odniesieniu do liczebności populacji i w porównaniu do innych krajów, nie są tragiczne, szczególnie zważywszy na porę roku. Ludzie byli nieco gotowi na to, że druga fala nadejdzie, zresztą od razu wprowadzone zostały restrykcje sanitarne. Mam więc nadzieję, że będą te liczby spadały.

Latem wszyscy robili co chcieli, wychodzili, spotykali się, spędzali dużo czasu poza domem. Sądzę, że zimą liczba kontaktów międzyludzkich siłą rzeczy spadnie. Zresztą, Tunezja też reaguje na wzrost liczby zakażeń: wprowadzono ograniczenie godzin otwarcia obiektów restauracyjnych, obowiązek noszenia masek na ulicy. Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy tego efekt. Teraz wszyscy muszą o siebie dbać i pamiętać o tym, że zima nadchodzi.

MM: Jakie są Wasze plany na okres zimowy? Ograniczycie działania promocyjne czy wręcz przeciwnie?

AM: Kontynuujemy pracę, zrealizowaliśmy i planujemy kolejne fam tripy z agentami, w sumie odbędzie się ich 6-7 w tym sezonie. Zaplanowaliśmy też działania z organizatorami turystyki, prezentacje produktu w listopadzie.

Planujemy też kampanie marketingowe z touroperatorami. Będziemy promowali zimę na Dżerbie i południu Tunezji, gdzie dystans społeczny jest czymś naturalnym, bo jest to obszar bardzo mało zaludniony.

MM: A przyszły rok? Myślicie już o nim?

AM: Tak, czynimy pewne przygotowania do sezonu 2021. Analogicznie jak w tym roku, zakładamy kilka scenariuszy. Najbardziej, średnio i najmniej optymistyczny.

Ten pierwszy zakłada, że na rynku pojawia się szczepionka i sezon rozpoczyna się normalnie. Oczywiście, wiadomo, że nie da się od razu wszystkich zaszczepić, ale to raczej czynnik psychologiczny, sprzyjający myśleniu o podróżowaniu.

W drugim wariancie przewidujemy, że dopiero pod koniec kwietnia rusza sprzedaż, a faktyczne wyjazdy stają się możliwe późną wiosną. W najgorszym scenariuszu zaś druga fala zakażeń kończy się późno – w maju czy czerwcu i turystyka rusza dopiero w środku lata.

Oczywiście, liczymy na pierwszy scenariusz. On pozwoliłby na normalną aktywność i planowanie na takim poziomie, z jakim mieliśmy do czynienia np. w sezonie 2019.

MM: W jakiej kondycji jest tunezyjska branża turystyczna?

AM: W Tunezji w branży turystycznej jesteśmy mistrzami zarządzania kryzysowego. Można powiedzieć, że w ciągu ostatnich 10 lat zostaliśmy zaszczepieni na kryzysy. Ten czas jest oczywiście trudny, ale firmy mądrze zarządzają tą sytuacją. Dostały pomoc od rządu, oferty kredytów, wsparcie w utrzymaniu miejsc pracy.

Hotelarze po zakończeniu sezonu będą po części zamknięte i wykorzystają ten czas by przygotować się na przyszły sezon, który może przebiegać już z mniejszym oddziaływaniem koronawirusa. Część hotelarzy remontuje swoje obiekty, część będzie działała cały rok.

Wszyscy na świecie odczuli ten kryzys i wszyscy chcą wrócić do biznesu, więc jeśli tylko będzie to możliwe, sądzę, że powrót na dobre tory pójdzie szybko.

Chciałbym też podkreślić, że w minionym sezonie to dzięki wszystkim naszym partnerom mogliśmy wrócić do sprzedaży. Polscy touroperatorzy działali naprawdę sprawnie i reagowali na sytuację. Sprawiliśmy, że ludzie znowu podróżowali, byli szczęśliwi, wracali do pracy wypoczęci, z „naładowanymi bateriami”. To ważne, że pobudziliśmy marzenie o podróży.

Od środy nowy zakaz lotów. Gruzja wciąż na liście