Perły czeskiego Kraju Pardubickiego

Pardubice prócz hipodromu szczycą się przepięknym rynkiem. /fot. Mieczysław Pawłowicz
Pardubice prócz hipodromu szczycą się przepięknym rynkiem. /fot. Mieczysław Pawłowicz

Kraj Pardubicki, czyli województwo pardubickie wszyscy znamy z tranzytów na południe Europy lub do Pragi. Czasem warto zjechać z autostrady lub wyskoczyć tuż za granice Polski, aby poznać atrakcje Wschodnich Czech.

Konia z rzędem temu kto nie słyszał o wielkiej gonitwie na torze w Pardubicach. Odbywająca się co roku, w drugą niedzielę października Wielka Pardubicka jest jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie wyścigów konnych. Nie wiem czy koniarze udają się wprost na hipodrom czy mają czas na zwiedzenie miasta. Warto zobaczyć imponujący rynek. Szczególnie efektownie wygląda od strony Zielonej Bramy. Tym bardziej, że tuż obok niej, w zaułku jest umiejscowiona klimatyczna kawiarnia Bajer z wystrojem sprzed ponad 100 lat. Co trzeba zamówić do filiżanki małej czarnej? Pardubice słyną z pierników. W kawiarni dostaniemy różnego rodzaju piernikowe przekładańce, ale w sklepie w rynku bez trudu kupimy słodkie serduszka dla ukochanych. Już miałem pisać, że Pardubice to taki czeski Toruń, ale przy wyjeździe zobaczyłem odnowione młyny niczym w… Bydgoszczy. U nas legendarna jest rywalizacji tych dwóch miast. W Czechach mamy dwa w jednym.

W Muzeum Staroczeskim znajdziemy wybór dawnych czasopism i fotografii./fot. Mieczysław Pawłowicz
W Muzeum Staroczeskim znajdziemy wybór dawnych czasopism i fotografii./fot. Mieczysław Pawłowicz

Muzeum Staroczeskie Trusnov

Lubię ludzi pozytywnie zakręconych. Państwo Jitka Kudrnová i Josef Kudrna z Trusnova są bardziej niż pozytywnie zakręceni. W starej chacie sprzed ponad stu lat zaczęli zbierać różne stare przedmioty z okolicznych gospodarstw. Często gospodarstwa przejęte po dziadkach to składowisko mniej lub bardziej przydatnych rupieci. Tutaj wszystko ma swoje miejsce. Na strychu zrekonstruowano szkolną klasę. Raczej dla dzieci nauczania początkowego: ja nawet nie próbowałem się wcisnąć do szkolnej ławki. Tuż obok mały teatrzyk lalek, z których słyną nasi południowi sąsiedzi. Gospoda górnicza latem zmienia się w scenografię dla szopki betlejemskiej zimą. Kolegów rajcował chyba stuletni citroen, który ponoć jeździ – nie mieliśmy aż tyle czasu, żeby przetestować. Ja dłuższą chwilę spędziłem przy starych albumach i czasopismach. Ech, jaką drogą przeszła fotografia od odbitek ze szklanych negatywów do natychmiastowych zdjęć w telefonie.

Jedenaście lat w wieży Polička

Jakich znacie słynnych kompozytorów czeskich? Bez pomocy Google’a? Ja potrafiłem wymienić tylko Dvořáka i Smetanę. Ale okazuje się, że najczęściej wykonywanym artystą za naszej południowo-zachodniej granicy jest Bohuslav Martinů. Jednak bardziej od jego muzyki ciekawa jest historia dzieciństwa. Pierwsze dziesięć czy jedenaście lat, koniec XIX wieku spędził w kościelnej wieży. Jego ojciec, Ferdynand, pełnił służbę w kościele św. Jakuba jako strażnik, dzwonnik i sygnalista zagrożeń pożarowych. Mały Boguś nie tylko urodził się ok. 80 metrów nad ziemią, ale i spędził tam całe dzieciństwo. Bo kto bym tam chciał bez potrzeby schodzić (i wchodzić) po 192 stopniach? Nic dziwnego, że brak ruchu sprawiał, że był on słaby fizycznie. Do tego stopnia, że ojciec musiał go znosić do szkoły na barana. Ale za to widoki z małego pokoiku mieli doprawdy obłędne. A my dziś możemy oglądać zrekonstruowany pokój rodzinny kompozytora.

Moravská Trebová to także jeden z najpięknieszych arkadowych dziedzińców. /fot. Mieczysław Pawłowicz
Moravská Trebová to także jeden z najpięknieszych arkadowych dziedzińców. /fot. Mieczysław Pawłowicz

Moravská Trebová – od renesansu po barok

Moravská Trzebova to jedna z tych miejscowości niemal wprost przecinana przez trasę szybkiego ruchu. Być może kierowców do zatrzymania zniechęca widok cmentarza, który mamy tuż nad trasą. Ale tuż obok ukryta jest barokowa droga krzyżowa. Okres baroku w Europie zbiegł się z zajęciem Ziemi Świętej przez muzułmanów. Wszędzie powstawały więc Kalwarie symbolizujące jerozolimskie wzgórze. Teraz prócz znaczenia religijnego jest to także ważny element szlak kulturowego od renesansu do baroku. Gdy wyjdziemy ponad jedną z czterech zbudowanych kapliczek zobaczymy w dole przepiękną panoramę miasteczka. Ale trzeba zejść, żeby zobaczyć jeden z najpiękniejszych renesansowych arkadowych dziedzińców. I to nie tylko w okolicy. Na mnie zrobił duże wrażenie. Może dlatego, że się nie spodziewałem takiej perełki tuż przy drodze szybkiego ruchu. A może zaintrygowała mnie historia alchemika Bonaciny, który warzył tu eliksir wiecznej młodości zwany ,,płynnym złotem”.

Widok na Králiky z Góry Matki Bożej. /fot. Mieczysław Pawłowicz
Widok na Králiky z Góry Matki Bożej. /fot. Mieczysław Pawłowicz

Na Górze Matki Bożej w Králikach

To sanktuarium znajduje się tuż za granicami Polski. Z góry widzimy nawet Śnieżnik. Teraz to miejsce absolutnego wyciszenia i spokoju. Jednak jak to na pograniczu – nie zawsze było spokojnie. Od lat chodzili tędy przemytnicy próbując celników przechytrzyć. Lub przekupić. Często właśnie płynnym złotem, czyli wyśmienitym czeskim piwem. Zaraz po drugiej wojnie światowej to miejsce było więzieniem i obozem pracy dla około 500 zakonników. O dość makabrycznej nazwie: Klasztor Centralizacyjny. Dobrze, że te czasy już minęły. Na górę można wejść pieszo pielgrzymując lipową Drogą Krzyżowa z miasteczka Králiky albo wjechać wygodnie samochodem. Na terenie klasztoru jest replika tzw. Świętych Schodów symbolizujących drogę Chrystusa na sąd u Piłata. Na te schody wierni mogą wejść jedynie na kolanach. Ale nawet jeśli nie jesteśmy pielgrzymami, to warto zanocować w pobliskim Domu Pielgrzyma. O zachodzie słońca i przy dobrej pogodzie to miejsce jest magiczne.

Kopia Wielkiej Księgi w Žamberku. /fot. Mieczysław Pawłowicz
Kopia Wielkiej Księgi w Žamberku. /fot. Mieczysław Pawłowicz

Diabelska księga w Žamberku

Równie magiczne jest powstanie tzw. Księgi Diabła chociaż Codex Gigas oznacza Wielką Księgę. I jest rzeczywiście olbrzymia. To największy manuskrypt średniowieczny napisany przez jedną osobę. Księga ma 90 cm wysokości, i przy 320 kartach wykonanych ze zwierzęcej skóry waży aż 75 kg. Treścią jest oczywiście Biblia ale też kilka dzieł raczej świeckich. Największą zagadką jest pojawienie się w bogato zdobionej księdze wizerunku diabła. To zapoczątkowało legendy, że rękopis powstał jednej nocy przy udziale mocy piekielnych. Codex Gigas napisał mnich benedyktyński w nieistniejącym już klasztorze w Podlazicach. W regionalnym muzeum w Žamberku prezentowana jest jego kopia. Oryginał skradli Szwedzi w czasie wojny trzydziestoletniej.

W Czechach Wschodnich byliśmy na zaproszenie Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego w Polsce oraz Kraju Pardubickiego