Zaledwie 90 km od Cieszyna kryje się przyrodniczy fenomen. Jego głębokość wciąż pozostaje zagadką

fot. materiały prasowe

Polski nurek pomógł odkryć jej niezwykłą głębokość, ale nawet podwodny robot nie dotarł do dna jaskini. Zaledwie 90 km od Cieszyna, w niewielkim czeskim mieście Hranice, kryje się jedno z najbardziej zagadkowych miejsc w regionie. To jednak niejedyny powód, aby odwiedzić ten zakątek Moraw. Znajdziemy tu także niezwykłe jaskinie, monumentalny średniowieczny zamek i historyczne centrum, które najlepiej odkrywać spacerując bez pośpiechu.

Czeskie Hranice – po polsku „granice” – nie leżą, co akurat w Czechach nie powinno nikogo dziwić, na żadnej granicy, lecz w sercu Moraw. To właśnie tutaj, zaledwie 90 kilometrów od Cieszyna, przesuwają się granice naszej wiedzy o podziemnym świecie. W niewielkim morawskim mieście i jego najbliższej okolicy znajduje się najgłębsza znana zalana wodą jaskinia na świecie. A cała historia ma również mocny polski wątek.

Hranice – miasteczko idealne na spacer

Klasyczne czeskie historyczne centrum, renesansowy pałac z wyjątkowym przeszklonym dziedzińcem, przez który prowadzi przejście pasażem, zabytkowa synagoga i malownicza okolica – wszystko to sprawia, że Hranice świetnie nadają się na niespieszny spacer.

Do tego stacja kolejowa, na której zatrzymują się wszystkie pociągi jadące z Polski w kierunku Pragi i Wiednia. To czyni Hranice świetnym punktem wypadowym do odkrywania tej części Moraw.

Polskich wątków nie ma tu wiele, ale jeden jest ciekawy. Od połowy XIX wieku przez około sto lat działała w Hranicach słynna szkoła wojskowa. To właśnie tutejsza akademia pojawia się również w historii opisanej przez Josepha Rotha w powieści „Marsz Radetzky’ego”. W czasach Austro-Węgier do podobnych szkół trafiali kandydaci na oficerów z całego imperium – także z Galicji.

Jaskinie, w których zawsze jest około 14 stopni

W urokliwym podmiejskim uzdrowisku Teplice nad Bečvou znajdują się Zbrašovskie Jaskinie Aragonitowe – wyjątkowy system jaskiń powstałych przy udziale ciepłych wód mineralnych i dwutlenku węgla.

W 2026 roku mija dokładnie 100 lat od udostępnienia jaskiń turystom. Z tej okazji do końca października można zobaczyć specjalną instalację świetlną „Pod hladinou” („Pod taflą wody”). To świetny dodatkowy powód, żeby wybrać się w te strony właśnie teraz!

I warto pamiętać o jednej rzeczy: niezależnie od pogody na powierzchni i zmian klimatycznych, pod ziemią temperatura utrzymuje się zawsze w okolicach 14°C.

Helfštýn – zamek, którego nie da się przeoczyć

Monumentalne ruiny średniowiecznego Helfštýna górują nad Bramą Morawską – wąską równiną otoczoną górami. Charakterystyczną sylwetkę zamku można dostrzec już z głównej trasy prowadzącej przez tę część Moraw.

Rozległy kompleks i potężne, surowe mury mogą polskiemu turyście przywodzić na myśl Krzyżtopór. Z góry rozciąga się imponujący widok na morawskie równiny, wzgórza i góry otaczające Bramę Morawską.

Jest jednak zasadnicza różnica: Helfštýn to ruiny zamku, którym pozwolono wejść w XXI w.

W ostatnich latach historyczne mury wzbogacono o odważne, nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Ocalałe fragmenty starego świata przeplatają się dziś z nowoczesnymi konstrukcjami, kładkami i schodami. Ta śmiała ingerencja wzbudziła w Czechach sporo emocji, ale została również doceniona przez środowisko architektoniczne. W 2021 roku projekt renowacji zdobył kilka prestiżowych nagród, w tym Czech Architecture Award i Dezeen Awards.

Dzięki temu Helfštýn jest dziś nie tylko zabytkiem, ale też ciekawym przykładem na to, że można udostępniać ruiny i przywracać je do życia, nie udając, że nowe elementy mają kilkaset lat.

Najgłębsza zalana jaskinia świata – z polskim śladem

Kilka kilometrów dalej, w pobliżu Zbrašovskich Jaskiń Aragonitowych, po drugiej stronie rzeki Bečvy, znajduje się Hranická propast, czyli Przepaść Hranicka. To najgłębsza znana zalana wodą jaskinia na świecie.

I właśnie tutaj pojawia się najbardziej spektakularny polski wątek tej wycieczki. W 2016 roku polski nurek Krzysztof Starnawski, współpracując z czeskimi badaczami, wykorzystał zdalnie sterowany pojazd podwodny do zbadania zalanej części przepaści. Urządzenie dotarło na głębokość 404 metrów, ale nawet tam nie natrafiło na dno.

Późniejsze badania geofizyczne wskazały, że system może sięgać znacznie głębiej. Jego rzeczywista głębokość wciąż pozostaje zagadką. Krążą legendy, że nie ma dna. I może właśnie to jest najlepszy powód, żeby pojechać do Hranic. Bo stojąc nad przepaścią, patrzymy w głąb miejsca, którego człowiek wciąż nie potrafi do końca zmierzyć. A skoro od dziesięciu lat wiemy, że nawet zaawansowane urządzenia nie dotarły do jego dna, pozostaje czekać na kolejne badania i następny polsko-czeski zespół, który spróbuje przesunąć granice naszej wiedzy jeszcze głębiej.