Primum non nocere, czyli jak jesteśmy ratowani przed zagrożeniem

fot. pixabay

„Operacja się udała, pacjent zmarł” – ta stara anegdota jeszcze nigdy nie była tak trafiona. Jedną z zasad, którą kierują się lekarze, jest „przede wszystkim nie szkodzić”. W jakim stanie byłoby dziś państwo, gdyby do tej zasady stosował się cały rząd w okresie pandemii? Turystyka już chyba zna odpowiedź: w niewiele gorszej, a być może lepszej.

Cykl życia w nadziei na powrót turystyki w Polsce do jakiejkolwiek, szczątkowej choćby formy przetrwalnikowej działalności, wygląda następująco.

Od konferencji do konferencji

Wyczekujemy którejś z kolei konferencji prasowej, na której premier bądź minister zdrowia oznajmią milionom osób, jaki będzie ich los. Dowiadujemy się, że spełniły się najgorsze przeczucia, złorzeczymy, komentujemy. Organizacje branżowe apelują, wystosowują, zaklinają, błagają, grożą. Przypominają, uświadamiają, domagają się. Pomoc nadchodzi lub nie. Nawet jeśli przychodzi, okazuje się, że kolejne grupy firm są „za burtą”.

Następnie przychodzi czas na rozmowy, zapewnienia, negocjacje, live’y, zoomy, projekty. Słyszymy deklaracje i obietnice, rząd się pochyla, rozważa, łączy w bólu. Pojawia się nadzieja, są pierwsze „przecieki”: tym razem już nas otworzą. Tu jeden wywiad w radio, tam skrawek wypowiedzi w telewizji. Rzecznik rządu, minister, ekspert. Może już coś będzie wolno, a może jeszcze się boimy, być może maj, a może już luty? Być może hotele, ale tylko na ćwierć gwizdka? Wkrótce się dowiemy, wyczekujemy konferencji. Przychodzi ten dzień: niebieskie tło, a na nim wysoki rangą urzędnik państwowy z powagą oznajmia milionom ich los. Potwierdzają się najgorsze obawy, złorzeczymy, komentujemy…

Dziś właśnie rozpoczęliśmy na nowo ten cykl. Czekamy do 14 lutego. A potem do marca, a potem…

Lekarstwo gorsze niż choroba?

Żyjemy tak od wiosny, z niedługą przerwą wakacyjną. W tym czasie w Polsce nastąpiły: zapaść biznesu turystycznego, anihilacja branży MICE, zubożenie samorządów, zadłużenie społeczeństwa, wzrost inflacji, krach budżetowy, kompletne załamanie się systemu opieki zdrowotnej. W 2020 roku zmarło w Polsce o 82 tys. osób więcej niż wyniosła średnia liczba zgonów w latach 2016-2019. Czyli na każdy milion mieszkańców zmarło o dwa tys. więcej osób niż średnio w latach ubiegłych. Pod tym względem zajmujemy drugie miejsce w UE, zaraz za Bułgarią.

Warto dodać, że narodowy program szczepień idzie tak dobrze, że nie ma już wolnych terminów na szczepienia (z powodu braku dawek oczywiście). Nie mamy pewności, że cykl szczepień pozwoli na uporanie się z epidemią zanim wygaśnie odporność tych, których zaczęliśmy szczepić w grudniu i że nie trzeba będzie rozpoczynać całej operacji od nowa. Tym samym na włosku wisi nadzieja turystyki i innych zamkniętych branż na powrót do gry w jakimkolwiek realnym terminie.

Koszty rządowej „pomocy” udzielanej przedsiębiorcom przekroczyły już z górką 300 mld zł. Wiosną były to typowe „helicopter money”, środki które losowo trafiły do przypadkowych firm, po części do tych właściwych, a po części pominęły tych najbardziej potrzebujących. Dziś niewiele się pod tym względem zmienia, oprócz tego, że rozrzucamy już nie tak hojnie.

Czy w wyniku akcji ratującej nas przed epidemią pacjent przeżył? Czuje się lepiej? Czy zachowano zasadę „przede wszystkim nie szkodzić”?

Krajobraz po terapii

Co by było, gdyby zamiast zamykać na oślep a to lasy a to stoki narciarskie a to lodowiska a to hotele, a potem rozrzucać wokół siebie pieniądze na „wsparcie”, od razu wiosną przeznaczono 300 mld zł na przygotowanie służby zdrowia do walki z pandemią, na testy, na badania nad lekami na Covid-19, a jednocześnie wprowadzono reżim sanitarny w przestrzeni publicznej i chroniono najsłabszych, najbardziej narażonych na powikłania? Czy również mielibyśmy największą od czasów II wojny światowej nadwyżkę zgonów i krach gospodarczy na karku?

Odpowiedzi na te pytania już nie poznamy, możemy się jedynie pocieszać, że w swojej strategii naśladujemy kraje Europy Zachodniej. Które jednakowoż stać na dłuższy okres trzymania gospodarki „pod kroplówką”, niż nas.

W tym wszystkim jedynym promyczkiem nadziei dla turystyki jest niegasnący popyt na usługi. Chęć do podróżowania nie zmalała, a wręcz rośnie z każdym dniem przedłużającego się zamknięcia w czterech ścianach.

Jednak odbudowa profesjonalnego sektora usług w turystyce – wypoczynkowej, biznesowej i przemyśle spotkań – to będą lata. Mieliśmy profesjonalistów, obiekty, pojazdy. Nadal jeszcze po części mamy, ale już widać, jak wszystko się rozpada. Najbardziej ucierpi poziom usług – odpływ fachowców z naszej branży to katastrofa, przed którą nie uchroni nas już żadna tarcza.

Aforyzm „primum non nocere” powinien być zobowiązaniem nie tylko w medycynie. I przyświecać decydentom szczególnie w tym okresie, w którym teoretycznie podporządkowujemy całą strategię krajową właśnie ochronie przed chorobą…

Hotele i restauracje zamknięte do 14 lutego, od 1 lutego otwarte muzea i sklepy w galeriach handlowych

Marzena Markowska

Zastępca redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY

Privacy Preference Center