Potrzebne wsparcie dla turystyki. Histeria wywołana koronawirusem bije w przedsiębiorców

koronawirus turystyka biznes
fot. Macau Photo Agency / Unsplash

Napędzana przez media i wspomagana przez polityków panika na tle koronawirusa wymyka się spod kontroli. Cierpią kolejne gałęzie gospodarki, a turystyka jest jedną z branż, w które zjawisko to uderza najbardziej. Przedsiębiorcy apelują o pomoc w postaci doraźnych zmian prawnych i uwolnienia środków z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego.

O ile jeszcze w styczniu opinie branży o tym, jak koronawirus wpłynie na sytuację w biznesie turystycznym były umiarkowane, o tyle dziś już wiadomo, że sytuacja jest fatalna. Masowa histeria napędzana przez media sięga zenitu i mocno bije w cały sektor turystyczny. Spadki sprzedaży sięgają 75 proc. z tygodnia na tydzień, likwidowane są kolejne połączenia lotnicze, odwoływane są wyjazdy. Klienci chcą rezygnować ze wszystkiego – również z wycieczek do krajów, w których nie zanotowano przypadków koronawirusa. Pytają o możliwości rezygnacji nawet z wyjazdów wykupionych na koniec lata 2020.

Histeria, jakiej dotąd nie doświadczyliśmy

Sytuacja jest poważna we wszystkich segmentach rynku. Cierpi turystyka przyjazdowa, głównie z powodu odwoływania grup z Chin, Włoch i Izraela. Minister edukacji tego ostatniego państwa wstrzymał wyjazdy grup młodzieżowych do Polski, oficjalnie z powodu koronawirusa. Niejasne jest, czemu zakaz dotyczy naszego kraju, niedotkniętego jeszcze epidemią. Ale odwoływanych jest dużo przyjazdów grup młodzieżowych, również z innych krajów.

„Zaczyna się poważna fala anulacji, dzisiaj otrzymałem od jednego z kontrahentów informację o rezygnacji od 12 do 15 grup. Chodzi właśnie o przyjazdy młodzieży z Francji – informuje Grzegorz Soszyński, prezes Jan-Pola.

„Takiej histerii nie przerabialiśmy jeszcze w turystyce. Z rozrzewnieniem wspominam kryzys związany z zamknięciem połączeń lotniczych z powodu pyłu wulkanicznego na Islandii, nie ma porównania z tym, co dzieje się teraz. Jeśli nie zostanie to opanowane w skali globalnej, nie pojawią się informacje uspokajające, to będzie wszystkim bardzo ciężko. Dodatkowo, odwołanie ITB Berlin zaszkodziło branży wizerunkowo. Skoro sami nie pojechaliśmy na największe targi turystyczne, to jak mamy przekonać ludzi, że podróżowanie jest bezpieczne?” – pyta Grzegorz Soszyński.

Czytaj także: Koronawirus pokonał nawet ITB Berlin

Klienci z Włoch i Azji niemile widziani

Sprawie nie pomaga postawa części hotelarzy, którzy – jak się dowiadujemy – odmawiają przyjmowania turystów z Chin i Włoch, obawiając się o reakcje pozostałych klientów. Wątpliwości branży budzi także komunikat zamieszczony na stronie Muzeum Auschwitz-Birkenau:

„W Polsce nie ma potwierdzonego przypadku koronawirusa (na dzień 26.02.2020 r.). Do tej pory nie zaobserwowaliśmy żadnych niepokojących sytuacji, ale Muzeum na bieżąco monitoruje tę kwestię. Informujemy, że Muzeum zaleciło biurom podróży i organizatorom wyjazdów do Miejsca Pamięci rezygnację z przyjazdów osób z miejsc, w których stwierdzono zakażenie.”

Z danych płynących z rynku wynika, że Kraków notuje około 30 proc. spadek przyjazdów. Hotelarze informują, że zmniejszyła się liczba turystów z Azji i z Włoch, turyści i touroperatorzy żądają zwrotu wpłaconych środków. Jeśli chodzi o rynek chiński, wstrzymane są przyjazdy do końca marca. Podobnie jak miesiąc temu, w fatalnej sytuacji są firmy transportowe, część z nich już jest w stanie upadłości.

Przewoźnicy na skraju wytrzymałości przez koronawirusa

„Minimum 500 polskich autokarów stoi bezczynnych. W przypadku tych kontraktów terminy płatności były odroczone na 60-90 dni po realizacji usługi, przeważnie są przedłużane, tworzą się zatory finansowe” – wyjaśnia Rafał Marek, wiceprezes Krakowskiej Izby Turystyki.

Organizacja zwołała dziś specjalne posiedzenie z udziałem urzędników miejskich, przedstawicieli regionu oraz stowarzyszeń branżowych.


Rozmawiano o kryzysie w branży turystycznej i szukano sposobów, by pomóc przedsiębiorcom. Pokłosiem spotkania było pismo wysłane do premiera RP Mateusza Morawieckiego. Skupiono się w nim na sytuacji w turystyce wyjazdowej – klienci masowo bowiem rezygnują z wykupionych wycieczek, powołując się na ustawę o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych.

UOKiK przypomina, że wycieczkę można odwołać

2 marca głos w sprawie koronawirusa w turystyce zabrał prezes UOKiK, który powołał się na ustawę o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Przypomniał, a jego komunikat powieliły media, że „podróżny może bezpłatnie odstąpić od umowy o udział w wycieczce lub wczasach w przypadku wystąpienia nieuniknionych i nadzwyczajnych okoliczności, które mają znaczący wpływ na realizację imprezy turystycznej lub przewóz podróżnych do miejsca docelowego.”

„W przypadku każdego wniosku o odstąpienie od umowy biuro podróży musi sprawdzić, czy zaszły przesłanki do takiego odstąpienia. Innymi słowy, czy w miejscu, do którego konsument planował lecieć, istnieje realne zagrożenie jego zdrowia. Jeżeli tak, biuro ma obowiązek uznać roszczenie podróżnego. W przypadku szacowania ryzyka kraju destynacji pomocne są informacje dostarczane przez Głównego Inspektora Sanitarnego, Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Światową Organizację Zdrowia (WHO)” – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Sytuacja, której nie przewidział ustawodawca

Do zapisów ustawowych umożliwiających klientom rezygnację z wyjazdów odniosła się Krakowska Izba Turystyki.

„Sytuacja przedsiębiorców jest bardzo trudna m.in. w sektorze turystyki wyjazdowej w związku z art. 47 pkt. 4 ustawy z dnia 24 listopada 2017 o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Wg interpretacji wielu klientów i urzędników artykuł ten ma zastosowanie w przypadku obecnej epidemii koronawirusa COVID-19 i może dotyczyć wszystkich imprez turystycznych organizowanych do krajów, które na swoim terytorium zanotowały zachorowania. W obecnej sytuacji dotyczy to niemal całego świata i ustawodawca najwyraźniej nie przewidział takiej sytuacji” – czytamy w piśmie KIT.

Potrzebna pomoc prawna i finansowa

Sygnatariusze listu domagają się w związku z tym pilnego „doprecyzowania, uchylenia lub zawieszenia w całości artykułu 47 pkt 4 wspomnianej ustawy w przypadkach dotyczących odwołania realizacji imprez turystycznych związanych z koronawirusem COVID-19.” Proponują też, aby rząd zmienił rozporządzenie do ustawy tak, aby klientom, którzy anulowali wyjazdy, można było wypłacać środki z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego.

„Ustawodawca biorąc się za temat TFG działał wyłącznie reaktywnie, nie analizował kolejnych potencjalnych problemów. Sytuacje nadzwyczajne powtarzają się w turystyce co parę lat i będą się powtarzać. Żaden przedsiębiorca nie jest w stanie w przypadku okoliczności losowych takich jak epidemie, wojny, zamieszki itd. oddać pieniędzy klientom i jednocześnie, zgodnie z prawem, wpłacić ich do kontrahentów zagranicznych (czyli wydać dwa razy)” – komentuje Krzysztof Wroński, wiceprezes Wygoda Travel.

„W tej chwili nie występuje taka sytuacja, w większości biur nie ma możliwości rezygnacji bezkosztowych. Jeżeli jednak zostałby ogłoszony oficjalnie stan klęski, to sytuacja zmieniłaby się diametralnie. Nie łudźmy się jednak, nawet gdyby taka pomoc była potrzebna, nawet przy wiedzy o tym, jak duże środki zostały zgromadzone na TFG, to nie zostanie ona udzielona. Państwo nie jest na to gotowe, a branża turystyczna nie ma znaczenia w grach politycznych” – dodaje.

Biura podróży dostaną zwrot składek na TFG

Jak do tej pory rządzący nie odnieśli się do pomysłu branży. Dotychczas rząd poszedł na rękę przedsiębiorcom jedynie w tym zakresie, że składając projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, przewidział możliwość, aby za anulowane imprezy biura podróży otrzymywały zwrot wpłaconych na TFG składek.

To jednak kropla w morzu potrzeb, biorąc pod uwagę skalę kryzysu. W turystyce wyjazdowej problem dzieli się na trzy obszary: anulowanie wyjazdów do Azji Wschodniej i Włoch, spadek sprzedaży sięgający 50-75 proc. z tygodnia na tydzień oraz roszczenia klientów, chcących odwoływać wyjazdy do różnych krajów, w terminach aż do września.

Chaos informacyjny i strach przed wyjazdami

„Klienci, którzy już się zapisali na wyjazdy i założyli rezerwacje, dzwonią intensywnie na infolinię i dowiadując się o możliwości odwołania wyjazdów. Zdecydowanie zmniejszyło się zainteresowanie zakupem, w szczególności wyjazdów marcowych” – potwierdza Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

„W marcu tniemy ofertę, ile się da, bo już nie ma jak ratować sprzedaży i patrzymy, co będzie dalej. Marzec miał być ostatnim miesiącem promocji letniej, tymczasem zamiast zwiększyć obroty, spodziewamy się spadków. Tam, gdzie jest to możliwe, idziemy klientom na rękę. W marcu anulowaliśmy czartery do Tajlandii, z wyjazdów do Chin zrezygnowaliśmy jeszcze w lutym, odwołaliśmy wczasy narciarskie we Włoszech. Ale zadawane nam pytania dotyczą wszystkich kierunków i terminów, widać, że panuje całkowity chaos i strach” – dodaje.

Nawet jeśli są klienci, to nie ma połączeń

Mniejsi organizatorzy również są w patowej sytuacji i dotyczy to przede wszystkim biur wyspecjalizowanych w konkretnych segmentach turystyki. Nie dość, że mierzą się z falami rezygnacji ze strony klientów, to zmuszeni są odwoływać imprezy ze względu na kasowanie połączeń przez linie lotnicze. Wizz Air zmniejszył o 60 proc. liczbę połączeń do Włoch – a na nich bazowały biura organizujące wyjazdy. Hotelarze są gotowi przyjmować gości, ale biura nie mają ich jak tam wysłać, więc zmuszeni są odwoływać imprezy i zwracać klientom pieniądze. Nieco lepiej wygląda sytuacja w przypadku imprez realizowanych transportem drogowym, choć z nich też rezygnują klienci.

„Wszystkie wyjazdy autokarowe i na dojazd własny realizowane są planowo choć część ludzi rezygnuje. Jeżeli nic się nie zmieni, to tak będzie do końca sezonu” – informuje Krzysztof Wroński. Zapytany o bieżące zapotrzebowanie na imprezy turystyczne odpowiada: „Sprzedają się, choć wolniej, Austria i Francja. Na Włochy są zakładane pojedyncze rezerwacje. Generalnie obserwujemy duże wyhamowanie, co nie dziwi przy tym poziomie paniki” – dodaje.

Dla przedsiębiorców dodatkowym problemem jest system fiskalny, w którym biura podróży są zobowiązane do płacenia VAT od pobieranych zaliczek. Choć wpłaty muszą zwrócić, VAT nadal płacą, co dodatkowo nadwyręża budżety już nadwątlone spadkiem sprzedaży i anulowaniem wielu wyjazdów.

ECTAA apeluje o pomoc do KE

W związku z sytuacją w branży turystycznej specjalny komunikat wydała Europejska Organizacja Związków Biur Podróży Unii Europejskiej:

„Biorąc pod uwagę globalny zasięg tego problemu, nieprzewidywalną ekspansję wirusa COVID-19 oraz wolumen podróży wewnątrzeuropejskich, ECTAA wzywa władze na wszystkich szczeblach do współpracy ze sobą, a także z branżą turystyczną, w celu zminimalizowania szkód i strat, jakie poniesie branża turystyczna i rynek przewozów pasażerskich” – komentuje Paweł Niewiadomski, prezes ECTAA.

Organizacja wzywa Komisję Europejską do powołania oficjalnej grupy roboczej z przedstawicielami branży turystycznej w sprawie wirusa COVID-19. Według ECTAA, grupa ta, łącząca doświadczenie ekspertów z różnych dziedzin, w tym także przedstawicieli krajowych resortów zdrowia oraz przedstawicieli WHO, powinna przyjąć holistyczne podejście do problemu, opracować scenariusze rozwoju wypadków, przygotować wachlarz środków pomocowych dla firm z branży turystycznej najmocniej dotkniętych tą sytuacją, oraz stworzyć warunki dla szybkiej poprawy kondycji branży.

„W tym trudnym momencie najważniejsze jest wsparcie udzielane międzynarodowym i europejskim instytucjom naukowym, oraz ścisła współpraca ze społecznościami i krajami dotkniętymi tym kryzysem zdrowotnym. Jednak należy również pamiętać, że nakładanie ograniczeń na podróżowanie, wykraczających poza zakres konieczny dla kontroli rozprzestrzeniania się wirusa, może skutkować niepotrzebnymi ograniczeniami podróży międzynarodowych” – mówi Paweł Niewiadomski.

Grypy nikt w mediach nie śledzi

Warto przypomnieć, że wywołujący od kilku tygodni na całym świecie panikę koronawirus statystycznie rzecz ujmując jest mniej groźny niż grypa. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia rocznie różne mutacje wirusa grypy powodują śmierć nawet 650 tysięcy osób rocznie.

W Polsce od 1 września ubiegłego roku do końca lutego odnotowano 2,8 mln zachorowań lub podejrzeń zachorowań na grypę. Zmarły 15 osoby. Największą śmiertelność (143 osoby) w wyniku zachorowania na grypę odnotowano w Polsce w okresie od 1 września 2018  do 7 kwietnia 2019.

Do tej pory nie odnotowano w Polsce przypadku zachorowania na koronawirusa.

Marzena Markowska

Zastępczyni redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY