Oprocentowany kredyt rządowy dla części firm to nie jest „pomoc dla turystyki” [WYWIAD]

Ogromna część firm turystycznych jest wyjęta poza nawias znowelizowanej ustawy antykryzysowej, którą rządzący często określają mianem „pomocy dla branży turystycznej” bądź „mikro-tarczą dla turystyki”. O pominiętych przedsiębiorcach rozmawiamy z Aliną Dybaś, prezes Turystycznej Organizacji Otwartej i dyrektor Premio Travel w Polsce.

Marzena Markowska: Wprowadzona ostatnio nowelizacja specustawy wprowadzająca niektóre narzędzia pomocowe dla firm wzbudza ogromne emocje w branży turystycznej…

Alina Dybaś: Ministerstwo Rozwoju występuje w mediach z mocnym przekazem, według którego turystyka otrzymała dużą pomoc. Tymczasem specustawa duża pomocą nie jest. Wprowadzony jej zapisami Turystyczny Fundusz Zwrotów, mający pomóc w wypłaceniu klientom pieniędzy za niezrealizowane z powodu koronawirusa wyjazdy, to de facto oprocentowany kredyt. To jest pożyczka, którą organizator będzie musiał zwrócić. Dlatego nie podoba mi się mówienie o pomocy państwa. Mówmy o kredycie, pożyczce, branża musi za to zapłacić z własnej kieszeni.

Starając się o środki z TFZ trzeba wnieść przedpłatę w wysokości 7 proc. wnioskowanej kwoty oraz od 2,5 do 4 proc. opłaty do tzw. funduszu kryzysowego. Czyli organizator, który musi np. pożyczyć 2 mln zł na dzień dobry, musi wpłacić 10 proc. tej kwoty, 200 tys. zł. A to jest przecież niemało – to jest koszt utrzymania biura wraz z pracownikami przez kilka miesięcy.

MM: Jednak część firm jest zadowolona z takiego rozwiązania. Banki bowiem nie udzielą firmom z branży komercyjnych kredytów, PKD turystyczne nadal jest na „czarnej liście” podmiotów, którym nie udziela się pożyczek.

AD: Żeby było jasne, nie mówię, że to, co zrobiono, jest fatalne i nie niesie ze sobą żadnych korzyści. Dla dużych touroperatorów było to absolutnie konieczne i oni musieli otrzymać takie rozwiązanie. Ale nie można mówić, że oni dostają pomoc od państwa. Podkreślajmy – to jest pożyczka i to oprocentowana.

MM: A mali organizatorzy?

AD: Wielu z nich już jakiś czas temu zwróciło klientom pieniądze z własnych środków. Mniejsze firmy nie mają aż takich sztywnych kontraktów jak duzi gracze, nie mają ogromnych środków „uwięzionych” na kontach linii lotniczych. Mogły więc sięgnąć do swoich zasobów. Co prawda nie muszą zapłacić 4 proc. dodatkowo za kredyt, ale za to zostały całkowicie pozbawione wsparcia.

Po wejściu ustawy w życie przy każdej sprzedanej imprezie organizatorzy będą objęci dodatkową składką, która podniesie koszt produktu. W momencie, gdy na rynku trwa bezpardonowa walka cenowa, może to być spore obciążenie.

MM: Czy wiadomo już coś więcej o tzw. funduszu klęskowym, który tworzony jest tą ustawą?

AD: W tej sprawie czekamy na przepisy wykonawcze, które podobno mają znaleźć się w osobnym rozporządzeniu. Opłata ma wynosić minimum 30 zł. Pamiętając o tym, że na TFG płacimy już ok. 15 zł, będziemy mieli około 45 zł dodatkowych kosztów przy każdej sprzedanej imprezie turystycznej. Albo klient za to zapłaci albo organizator odejmie tę kwotę ze swojej i tak już niewielkiej prowizji.

MM: Ideą stworzenia tego funduszu jest jednak zabezpieczenie branży na przyszłość przed podobnymi sytuacjami…

AD: Żeby była jasność – problem nie leży w tym, żeby płacić na ten cel. Ale nie chcemy, żeby to były środki, które będą mogły być łatwo wykorzystane do np. załatania dziury budżetowej. Wolelibyśmy wpłacać np. na otwarte konto bankowe, jako zabezpieczenie dla siebie, dla swojej firmy. Jednym słowem, chcemy wiedzieć, gdzie będą przechowywane pieniądze zgromadzone w funduszu klęskowym.

Kolejny duży problem, który wiążę się z funduszem zwrotów, dotyka firmy sprzedające imprezy np. starszym osobom. Mianowicie, z wprowadzonego rozwiązania skorzystać mogą tylko ci, którzy pobrali opłatę bezgotówkową – kartą, przelewem bądź inną formą płatności online. Tymczasem w gronie klientów 50 plus, pięciu na sześciu płaci za wyjazdy gotówką. Na przykład u nas w firmie wpłaty bezgotówkowe stanowią około 40 proc. wszystkich, które przyjmujemy.

MM: Jakie mogły być intencje stojące za wprowadzeniem takiego rozwiązania?

AD: Chodziło zapewne o to, żeby przepływ środków był transparentny. Ale przecież wpłaty gotówkowe to sprzedaż zaksięgowana, jest wystawiany paragon fiskalny. Nie ma tutaj miejsca na jakiekolwiek nieprawidłowości, każda firma może przedstawić paragony i dokumentację księgową.

W poprawkach do ustawy zgłaszaliśmy, że szalenie istotne jest uwzględnienie w TFZ również wpłat gotówkowych, niestety, bezskutecznie. Uważam, że jest to niesprawiedliwość, a wręcz pewnego rodzaju wykluczenie. Przecież wypłata z tego funduszu nie jest wydaniem komuś gotówki, tylko udzieleniem pożyczki. I to takiej, która nie wpływa na konto danego podmiotu, lecz bezpośrednio na konto klienta. Po co organizatorzy mieliby w tym zakresie oszukiwać?

MM: Wiele mówi się też o pomocy dla agentów turystycznych. Na co mogą oni tak naprawdę liczyć?

AD: Mogą otrzymać zwolnienie z ZUS od lipca do września 2020 roku. W katalogu firm, którym przysługuje ta ulga, ujęci są agenci turystyczni. Ale przychód za pierwszy miesiąc, za który wnioskowane jest zwolnienie musi być o co najmniej 75 proc. niższy niż w tym samym miesiącu roku 2019.

MM: W pierwotnej wersji ustawy zapisano, że ulga ma przysługiwać od czerwca do sierpnia. Zmienił to Senat, z którym poprawki uzgadniała część organizacji branżowych. Jaki był cel tej zmiany?

AD: Nie potrafię powiedzieć, dlaczego czerwiec „wypadł” z ustawy, a okres zwolnienia został przesunięty o miesiąc. W poprawkach branży czerwiec był ujęty, zresztą my postulowaliśmy wręcz przedłużenie zwolnienia do grudnia. Sądzę, że to, co się stało, to kwestia analizy finansowej, ponieważ zmiana jest niekorzystna dla branży. Gdyby czerwiec został ujęty w ustawie, o wiele więcej firm by na tym skorzystało. Tak rozkłada się ruch klientów w biurach podróży – w czerwcu firmom łatwiej byłoby wykazać spadki niż we wrześniu. Raczej tutaj szukałabym tutaj klucza do tego, dlaczego przyjęto tę poprawkę.

MM: Laik mógłby zapytać, czemu firmy turystyczne chcą być zwolnione z ZUS do grudnia, przecież lockdown się skończył…

AD: Branża postulowała wydłużenie zwolnienia z opłat do grudnia, bo wszelkie ruchy rządu świadczą o tym, że będziemy mieli problemy z zarabianiem pieniędzy. Blokowanie regularnych połączeń lotniczych do popularnych krajów turystycznych zabija małych touroperatorów, którzy korzystają głównie z takich rejsów. Nam np. odpadła cała Malta, innym Hiszpania.

To tak jak wynająć komuś mieszkanie, wziąć za to pieniądze i kazać mu mieszkać w przedpokoju. Nie jesteśmy w stanie realizować sprzedaży – bezpośrednio przez nakładane przez rząd obostrzenia dotyczące lotów. Jest to tym bardziej absurdalne, że ludzie często podróżujący i przyzwyczajeni do tego, i tak wyjadą do tych krajów, tylko że polecą z Niemiec – mowa tutaj o całej Polsce zachodniej. Na przykład lotnisko wrocławskie latami bardzo ciężko pracowało nad tym, żeby ludzie zaczęli latać stamtąd, a nie z Niemiec. Teraz to zostanie zniweczone. Klienci polecą sobie na przykład na Maltę, ale nie zostawią pieniędzy w Polsce. To jest strzelanie sobie w kostkę, już nawet nie w kolano.

Gdybyśmy mieli możliwość zarobkowania, to byśmy sobie poradzili, tymczasem przychody niektórych agentów turystycznych są na poziomie dosłownie zerowym. Co z tego, że agent coś już teraz sprzedał, skoro wypłatę dostanie latem 2021, dopiero wtedy, gdy klient wyleci na wakacje?

MM: Często mówi się o tym, że agenci turystyczni dostaną postojowe. To tylko częściowo prawda…

AD: Chodzi jedynie o tych agentów, którzy jeszcze nie dostali postojowego w pierwszej wersji „tarczy”, ponieważ zawiesili swoją działalność, albo ze względu na konstrukcję swojej umowy. Postojowe przysługuje też przewodnikom, którzy zawiesili działalność i nie mieli z tego tytułu prawa do postojowego w marcu. Ale piloci, którzy odprowadzali podatki uczciwie cały czas, nie dostali nic.

Podkreślmy jasno: piloci, przewodnicy, organizatorzy i agenci turystyczni, którzy wcześniej otrzymali postojowe, nie dostali go na kolejne miesiące. A pamiętajmy, że nadal nie mogą wykonywać swoich obowiązków zawodowych.

MM: To kto z branży w ogóle skorzysta na tej ustawie?

AD: Nie można powiedzieć, że wszystko jest w niej złe. Na pewno dobre jest to, że choć pożyczka z TFZ jest nieopłacalna, organizatorzy mogą z niej skorzystać. Dobre jest na pewno to, że sezonowi piloci dostali postojowe, że niektóre firmy skorzystają ze zwolnienia z ZUS

Ale znalazły się w tej ustawie PKD, które nie rozumiemy skąd się wzięły i dlaczego je tam wpisano. Na przykład: dzierżawa maszyn. W turystyce co to konkretnie oznacza? Albo firmy wspomagające organizowanie wydarzeń artystycznych…

MM: Ten ostatni postulat pochodzi zapewne ze środowiska organizatorów wydarzeń.

AD: Rozumiem, ale jeżeli wstawiamy do ustawy taką działalność, to czemu nie zwalniamy z ZUS organizatorów turystycznych? To, że oni nie dostali zwolnienia z ZUS jest wybitnie krzywdzące. Niektórzy z nich wydali swoje oszczędności na zwroty dla klientów i nie dostaną więcej pomocy. Ci, którzy nie potrzebują linii kredytowej na zwroty dla klientów, zostali z niczym.

A przecież to touroperator daje pracę transportowi, pilotowi, agentowi. Dobrze, że chociaż agenci dostali zwolnienie z ZUS, ale oni nie przetrwają bez produktu, czyli bez touroperatora. Udzielając wywiadów Pani Emilewicz mówi nieprawdę: organizatorzy turystyki nie dostaną pomocy, tylko wysoko oprocentowaną pożyczkę. Nawet nie są zwolnieni z ZUS. Za to stoki narciarskie są.

W ogóle bardzo szkodliwe jest to, że określając, komu należy się pomoc, patrzymy na PKD. My chcieliśmy, aby warunkiem jej przyznania, było albo odpowiednie wiodące PKD albo wykazanie, że co najmniej 50 proc. przychodów danej firmy pochodzi z turystyki.

Agenci turystyczni często są zarejestrowani jako portale albo jako sprzedaż ubezpieczeń i nie zmienili swojego PKD, zmieniając rodzaj działalności. Na przykład: Pan Nowak ma firmę ubezpieczeniową i wszedł w turystykę, z której teraz ma 90 proc. przychodów. Ale przekwalifikowując się nie zmienił PKD, więc pomocy nie otrzyma. A przecież mógłby wykazać, że ma przychody głównie z działalności turystycznej. W tej ustawie takiej możliwości nie ma.

MM: Być może chodziło o uproszczenie procedur? Mówi się, że skuteczna pomoc to taka, której można udzielić szybko i łatwo…

AD: Ale procedury weryfikacyjne nie byłyby wcale skomplikowane ani czasochłonne. Przecież rząd już dawno wprowadził jednolity plik kontrolny, więc aby sprawdzić wszystko, wystarczy zajrzeć do faktur albo wymagać od firmy oświadczenia i prowadzić wyrywkową kontrolę. Rząd sam stworzył narzędzia kontrolne, teraz mógłby je wykorzystać, aby pomóc przedsiębiorcom.

MM: Co dalej? Część branży już rezygnuje, ludzie zatrudniają się w kawiarniach, sklepach…

AD: TOO i inne organizacje mają w przyszłym tygodniu naradę. Będziemy próbowali podjąć rozmowy z rządem, ale też z sejmikami wojewódzkimi, lokalnymi władzami. Przygotowujemy do tego cały plan. Mamy nadzieję na nowelizację ustawy i dopisanie do niej naszych postulatów.

Bezwzględnie potrzebujemy pomocy finansowej już teraz. Rozumiem, że pieniędzy na to nie ma.

Ale może zatem niech Ministerstwo Finansów zweryfikuje pomoc wypłaconą już wiosną firmom, które dzięki koronawirusowi „fajnie się odkuły”. Takie sformułowania słyszałam osobiście. Wystarczyło wykazać w łatwy sposób małe spadki przychodów. To, że duże środki poszły na konta firm, które w ogóle nie potrzebowały pomocy, jest dla turystyki, która nie ma na chleb, bardzo krzywdzące.

Przez retorykę i politykę rządzących straciliśmy środki do życia. W bardzo wielu biurach podróży ludzie sami proponują obniżenie swoich niewysokich wynagrodzeń, by utrzymać firmę i miejsca pracy. Poziom frustracji wśród małych agentów i organizatorów obecnie tak wysoki, że my nie odpuścimy. Będziemy walczyć o swoje.

Wyjęci poza nawias pomocy. Małe firmy wykluczone ze wsparcia antykryzysowego

Marzena Markowska

Zastępczyni redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY

Privacy Preference Center