„A z którego internetu jesteście?” – słyszeli. Portal NadMorze.pl kończy 20 lat

Witold Markow Nadmorze.pl
Witold Markow, jeden z założycieli portalu Nadmorze.pl, z fryzurą sprzed przed lat…

20 lat temu najtrudniejsze było przekonanie klientów do wagi internetu. Niektórzy traktowali go jak gazetę. Bardzo często w początkach naszej działalności pierwszym pytaniem do nas było: „Skąd jesteście, z którego internetu? Bo ja już w trzech internetach mam reklamę” – opowiada specjalnie dla portalu WaszaTurystyka.pl, Witold Markow, jeden z trzech założycieli i współwłaścicieli portalu NadMorze.pl.

Adam Gąsior, Marzena Markowska: Opowiedz, jak to się zaczęło. Dwadzieścia lat temu byłeś jeszcze na studniach i nagle stałeś się biznesmenem?

Witold Markow: Dwadzieścia lat temu istniały już portale rezerwacyjne czy raczej ich zalążki, bo to bardziej były portale informacyjne. My w trójkę (Dominik Janas, Paweł Majewski i Witold Markow) znaliśmy się jeszcze z czasów licealnych. Kiedy byliśmy na trzecim roku wydziałów informatyki, szukaliśmy przed wakacjami w internecie miejsc nad Bałtykiem, do których moglibyśmy wyjechać. Nie znaleźliśmy żadnego zadowalającego banku kwater i pomyśleliśmy, że może to my stworzymy odpowiedni program informatyczny, a potem stronę informacyjną.

Pomysłodawcą był Paweł Majewski, a projekt nabrał realnych kształtów podczas wielu godzin rozmów. Wizja byłą taka: stworzyć stronę, na której można będzie znaleźć miejsca noclegowe nad polskim morzem, przeczytać najważniejsze informacje, obejrzeć zdjęcia.

AG, MM: I zarejestrowaliście domenę?

WM: Tak równo 20 lat temu, 2 kwietnia 2001 oku zarejestrowana została domena NadMorze.pl. Proces rejestracji domeny trwał wtedy nawet do 14 dni i był realizowany ręcznie. Wniosek o rejestrację domeny wysłaliśmy do NASK faksem 25 marca, wniosek został rozpatrzony 2 kwietnia, zaś w rejestrze DNS domena ma datę utworzenia 3. kwietnia 2001 r.

AG, MM: A jak zdobywaliście klientów, właścicieli obiektów noclegowych?

WM: Jeździliśmy po kwaterach prywatnych, chodziliśmy od drzwi do drzwi. Wygląd strony pokazywaliśmy na kolorowych wydrukach. O laptopach nikt chyba wtedy nie myślał, a nawet jeśli, to nie było nas na nie stać.

Pierwszych dwóch klientów zdobyliśmy dając im roczną reklamę za darmo. Do lata 2001 mieliśmy już setkę klientów. Łatwo nie było, bo zainwestowaliśmy w firmę całe nasze „kieszonkowe”. Pieniądze poszły na rejestrację, opłatę domeny, benzynę do samochodu na podróże do klientów. Bardzo poważnym zakupem był aparat cyfrowy do robienia zdjęć obiektów (zewnątrz i wewnątrz). To był Sony Mavica CD300 (3Mpix z zapisem na płytach miniCD). Potężna, jak na owe czasy, inwestycja, ale zwróciła się nam przed upływem miesiąca.

AG, MM: W których rejonach znaleźli się pierwsi klienci?

WM: Do czerwca mieliśmy klientów tylko z Pomorza Zachodniego. Potem szybko, w zasadzie już w sierpniu, zaczęliśmy zdobywać chętnych również z Pomorza Gdańskiego.

AG, MM: Co było najtrudniejsze na początku?

WM: Przekonanie klientów do wagi internetu. My jako studenci informatyki byliśmy pewni, że taki portal jak nasz to przyszłość turystyki. Ale wielu ludzi było na przykład zrażonych do dotychczasowej reklamy w internecie. Nic im nie dała albo dana strona kiepsko funkcjonowała.

Inni traktowali internet jak gazetę. Bardzo często w początkach naszej działalności pierwszym pytaniem do nas było: „Skąd jesteście, z którego internetu? Bo ja już w trzech internetach mam reklamę”. Często też, kiedy dowiadywali się, że jesteśmy firmą ze Szczecina, mówili, że przecież ludzie ze Szczecina do nich nie przyjeżdżają.

Przez pierwsze miesiące spotykaliśmy się również z opinią “Reklama w internecie nic nie daje”, “Tylko Telegazeta i ogłoszenia drobne w Wyborczej dają efekt”. Chcieliśmy to podejście zmienić i dość szybko się to udało.

Łatwiej było prowadzić rozmowy z właścicielami kwater prywatnych, bo od początku rozmawialiśmy z właściwą osobą. Kiedy wchodziliśmy do ośrodka wczasowego, zaczynały się schody: osoby odpowiedzialnej akurat nie było, ktoś czegoś nie wiedział, ktoś był zajęty itd.

AG, MM: Jakie opłaty pobieraliście od klientów?

WM: Od początku założyliśmy, że wszystkie obiekty, niezależnie od wielkości, będą płacić tyle samo. To znaczy opłata podstawowa była i jest taka sama. Obiekty mogą oczywiście dopłacić za więcej informacji dodanych do opisu, więcej zdjęć, pozycję na stronie głównej itp.

AG, MM: A skąd o Waszej ofercie, a co za tym idzie – ofercie Waszych klientów, dowiadywali się klienci szukający noclegów?

WM: Głównie z katalogów internetowych. Istniało wtedy mnóstwo portali, które zajmowały się katalogowaniem stron. Wyszukiwanie po haśle „turystyka” wiele nie dawało, większość kwaterodawców reklamowało się w ogłoszeniach drobnych. My dość szybko byliśmy dobrze pozycjonowani, więc jeśli ktoś szukał kwater na morzem lub wypoczynku nad morzem, od razu trafiał na nasz portal.

Oczywiście musieliśmy też reklamować się w Telegazecie i w ogłoszeniach drobnych w turystycznym dodatku do Gazety Wyborczej, a także prasie lokalnej w wielu regionach. Od 2002 roku zaczęliśmy regularnie pojawiać się na targach turystycznych.

Kolejne miesiące i lata to szybki rozwój bazy. Musieliśmy znajdować czas na studia równocześnie z rozwojem projektu NadMorze.pl. Ale muszę się pochwalić, że już w pierwszym roku działalności byliśmy bardzo dobrze oceniani, zarówno przez obiekty: za wspaniałe zdjęcia i skuteczną sprzedaż oferty, jak i przez wczasowiczów, którzy szybko wykupywali dostępne na portalu miejsca.

AG, MM: Ile obiektów obecnie znajduje się na Waszym portalu?

WM: Ponad tysiąc i ta liczba wciąż rośnie.

AG, MM: Nie mieliście chwili zwątpienia prze te lata? Chęci zajęcia się czymś innym?

WM: Nie. Pamiętajmy, że przy takim portalu, jak nasz, ciągle jest coś do robienia, coś do wymyślania. Praktycznie z portalu NadMorze.pl, sprzed dwudziestu lat już nic poza nazwą nie pozostało. Przez wszystkie lata śledzimy trendy, obserwujemy konkurencję, słuchamy klientów, wprowadzamy zmiany. Mimo, że wielu nie wróżyło na sukcesu, wytrwaliśmy.

AG, MM: A czy nie mieliście kłopotów z występującymi od czasu do czasu oszustami oferującymi nieistniejące obiekty noclegowe? Czy po nagłośnieniu afer z takimi incydentami nie następował kryzys zaufania do kwater prywatnych?

WM: Takich wypadków, że ktoś pojechał do kwatery, a na miejscu okazało się, że pod danym adresem nie ma żadnego domu, było zaledwie kilka. Ale takie oszustwa pojawiają się coraz rzadziej.

AG, MM: Kto robi zdjęcia na Waszą stronę?

WM: Od początku zaznaczamy na fotografiach, które są naszego autorstwa, a które pochodzą od gospodarzy obiektów. Przyznam, że część kwaterodawców nie do końca rozumie rolę fotografii. Zdarzają się fotografie sprzed piętnastu lat, na których widać starego typu telewizory, co nieco szokuje szukających noclegów.

AG, MM: A jak się sprawdził w przypadku Waszych klientów bon turystyczny?

WM: W ubiegłym roku bon turystyczny zepsuł ruch w lipcu. Kiedy rząd ogłosił, że bon będzie obowiązywał od sierpnia, wiele osób zrezygnowało z rezerwacji lipcowych i przeniosło je na sierpień. Prze to lipiec był bardzo słaby. W sierpniu wszystko już funkcjonowało dobrze. Przyznam też, że dużo kwaterodawców z nieufnością podchodziło do idei bonu, do tego, żeby pieniądze „szły” przez ZUS. Przyjęli postawę wyczekującą, na zasadzie „zobaczymy, jak to zadziała”.

AG, MM; Jaskie największe zmiany zaobserwowałeś podczas 20 lat istnienia portalu?

WM: Oczywiście nastąpiły wielkie zmiany techniczne i technologiczne – rozwój internetu, pojawienie się szybkich wyszukiwarek, mediów społecznościowych, urządzeń mobilnych itp. W samych obiektach – wyposażenie, przed wszystkim pojawienie się łazienek w każdym pokoju. Kiedyś standardem była jedna łazienka na kilka pokojów, dzisiaj, to prawdziwa rzadkość.

AG, MM: Czy rynek noclegów domkach, pensjonatach nad Bałtykiem, przetrwa?

WM: Ten rynek się rozrasta. Obserwujemy rosnącą liczbę inwestycji: apartamentów, domków. Również zainteresowanie wypoczynkiem nad polskim morzem rośnie z roku na rok. Rosną też wymagania turystów, stąd na rynku coraz mniej jest obiektów nieremontowanych od lat lub pochodzących z lat 70. ubiegłego wieku. Coraz bardziej liczy się standard pokojów, ale i inne atrakcje, na przykład baseny. Wielką popularnością cieszą się nowe i nowoczesne apartamentowce, na przykład w Świnoujściu czy Kołobrzegu. Również domki, ale to są zupełnie inne domki niż dwadzieścia lat temu.

AG, MM: A jakie nadzieje wiążesz z najbliższym sezonem?

WM: Chciałbym, żeby był udany, przynajmniej tak jak ubiegłoroczny. Wierzę, że masowe szczepienia jednak odniosą skutek, a sytuacja epidemiologiczna zaś na tyle się poprawi, że obostrzenia zostaną poluzowane zostaną przed majówką. W tym roku powinien też dużo lepiej zadziałać bon turystyczny, z którego będzie można korzystać od początku sezonu. Dobrze byłoby, żeby rząd mocno popracował nad promocją bonu.

NadMorze.pl: domki nad morzem idą jak świeże bułeczki

Marzena Markowska

Zastępca redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY

Privacy Preference Center