A co jeśli Szumowski ma rację?

Redaktor naczelny portalu WaszaTurystyka.pl
Adam Gąsior/fot. Marzena Markowska

Media masowe cytowały przez cały wtorek wypowiedź ministra zdrowia, Łukasza Szumowskiego, w której stwierdził m.in.: „O takich wakacjach, jakie mieliśmy do tej pory, możemy zapomnieć. Możemy zakładać, że w wakacje nie będzie kolonii, nie będzie obozów.”

Całą branża turystyczna zapałała na te słowa świętym oburzeniem na ministra. Prezes PIT powiedział, że “minister musiał się pomylić”, Turystyczna Organizacja Otwarta zaapelowała do premiera i ministra rozwoju o sprostowanie słów Szumowskiego. Na social mediach zaroiło się od słów oburzenia, oskarżeń, że “minister zabija polską turystykę”, “jest nieodpowiedzialny”, “zabrał nadzieję branży”.

Jest źle czy dobrze?

Jednocześnie na tych samych social mediach codziennie przeczytać można oskarżenia pod adresem rządu, że fałszuje raporty o liczbie zakażonych koronawirusem i liczbie zmarłych z jego powodu. Czyli większość z nas podejrzewa (“wie na pewno”), że jest gorzej, niż to wynika z oficjalnej propagandy. A to oznacza, że nie ma co liczyć na to, że apogeum pandemii nastąpi za dwa tygodnie, a sama pandemia skończy się pod koniec czerwca i wakacje będą uratowane.

A gdyby nawet liczba zarażeń była tak niska, jak podają to oficjalne źródła, oznaczałoby to, że walka z epidemią potrwa dłużej, niż w krajach, w których krzywa „poszybowała” błyskawicznie w górę. Metoda walki polegająca na utrzymywaniu epidemii w ryzach, a liczby zachorowań na niskim poziomie, ma według dostępnych modeli matematycznych trwać dłużej niż szybsze „przechorowanie” wirusa.

Matematyka przeciw sercu

Matematycy z firmy Alphamoon zaprezentowali trzy warianty rozwoju epidemii. W pierwszym z nich lockdown zostaje utrzymany. Wtedy w najbliższej przyszłości najprawdopodobniej liczba przypadków będzie systematycznie rosła.

„Dodatkowo, korzystając z modelu możemy wyliczyć, że przy tych założeniach prawdopodobieństwo, że epidemia wygaśnie do końca maja wynosi ~7.5 proc. […] Silne zachowanie dystansu społecznego powoduje rozciągnięcie epidemii w czasie, jednocześnie przenosząc pik zachorowań na jesień” – czytamy w opracowaniu.

Według wyliczeń matematycznych najskuteczniejsze byłoby utrzymanie „lockdown” oraz jednoczesne testowanie społeczeństwa na szeroką skalę, tak jak dzieje się to w Niemczech. Trzeba by osiągnąć stan, w którym mniej niż 20 proc. osób zakażonych pozostało niezdiagnozowanych i niewyizolowanych. Jak pokazują modele matematyczne, w takim scenariuszu prawdopodobieństwo zakończenia epidemii do końca maja wynosiłoby ~44 proc., a do końca lipca już 78 proc. Wyraźne zahamowanie powinno być widoczne już w połowie kwietnia.

O taki optymistyczny wariant wydarzeń sam się modlę codziennie I życzę go gorąco całej branży. Jednak jednocześnie zastanawiam się i psychicznie przygotowuję, na wariant nieco bardziej pesymistyczny.

A jeśli latem nie będzie lepiej?

Co jeśli Szumowski ma rację i zagrożenie nie minie do końca czerwca? Co jeśli kuratoria nie wydadzą zgody na organizację obozów i kolonii, ośrodki wypoczynkowe nie będą otwarte a podróże zagraniczne nie będą jeszcze dozwolone we wszystkich kierunkach?

Co wtedy stanie z wpłatami rodziców, którzy nie ulegli złej propagandzie Szumowskiego? Co z turystyka krajową? Co z branżą, która – przyznajmy to sobie – trochę życzeniowo myśli o uratowaniu sezonu letniego.

Branżo kochana. Pięknie będzie, jeśli turystyka ruszy (powoli, ostrożnie i krajowo) w czerwcu. Sami – jako portal WaszaTurystyka.pl – przenieśliśmy termin VII Forum Promocji Turystycznej we Wrocławiu na 17 czerwca. Ludzie potrzebują wyrwać się ze swoich domów, więc kiedy tylko będzie można wyjadą choćby na kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów. Sam o tym marzę. Ale jednocześnie z dużym strachem i odpowiedzialnością szykuję plan B. Na wypadek złego rozwoju sytuacji.

Czeka nas długa walka

Nie ma co zaklinać rzeczywistości i marzyć, jak to wrócimy do gry już tego lata. Trzeba być przygotowanym na walkę o przetrwanie jesienią, zimą, wiosną. Być może poszukać nowych pomysłów rozwoju, dodatkowych źródeł przychodów. Może warto zawalczyć, by wakacje – niezależnie od daty ich rozpoczęcia trwały dwa miesiące. Może wprowadzić ruchome daty wakacji dla poszczególnych regionów Polski.

Jeszcze większego sensu obecnie nabiera solidarność branży. Wspólne naciski na rząd o pomoc – nie tę doraźną, ale tę obliczoną na wielomiesięczny kryzys. Turystyka jest jednością i o taką musimy dbać, pamiętając na każdym kroku o branżowej solidarności oraz o zwykłej przyzwoitości. Równie ważna może okazać się solidarność branży i klientów. O to jest o wiele trudniej, więc tym bardziej dbajmy o wzajemne relacje. Dobre czasy kiedyś nadejdą, a wtedy znowu będziemy sobie nawzajem potrzebni. Obie strony muszą o tym dzisiaj pamiętać.

Najważniejsze według mnie jest, by trwać razem, ale ze świadomością, że to walka na długie miesiące a nie “byle do wakacji”. Bo wakacje mogą przyjść bardzo późno.

Adam Gąsior

Redaktor naczelny portalu branżowego WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY