Skoro można iść na wesele, czemu nie można wyjechać za granicę? Walka o turystykę trwa

Paweł Niewiadomski PIT
Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki / fot. materiały prasowe

Ukazało się rozporządzenie, umożliwiające organizowanie wyjazdów i oprowadzanie turystów. Jednak „odmrożenie” turystyki zorganizowanej w kraju nie poszło w parze z przedstawieniem planu otwarcia granic. O tym, jak wyglądał lobbing na rzecz branży i co jeszcze zostało do zrobienia rozmawiamy z Pawłem Niewiadomskim, prezesem Polskiej Izby Turystyki.

Marzena Markowska: Kilka dni temu na branżowym forum na Facebooku zamieściłeś post, w którym tłumaczyłeś, że nie jesteś pracownikiem ministerstwa. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek przedtem miała miejsce taka sytuacja.

Paweł Niewiadomski: To prawda. Nie bardzo wiedziałem, jak się odnieść do zarzutów osoby z branży, która uznała mnie za urzędnika. Wydaje się, że w turystyce raczej wszyscy rozumieją, czym jest Polska Izba Turystyki. Wzięcie mnie za pracownika administracji bardzo mnie zaskoczyło. Zacząłem się zastanawiać, czy stosowana przeze mnie komunikacja jest prawidłowa. Może sprawiam wrażenie, że jestem urzędnikiem?

MM: I do jakich doszedłeś wniosków?

PN: Na czas kryzysu zmieniliśmy w izbie formę komunikacji i sądzę, że jest pod tym względem lepiej. Teraz nie docieramy wyłącznie do członków izby, otworzyliśmy się na branżę. Mimo to zakładam, że osoby, które nie są na bieżąco z naszymi działaniami, mogą nie wiedzieć, czym jest PIT i kto jest jej prezesem. Może nasza dotychczasowa aktywność była zbyt mała. Teraz testujemy nową formułę, skupioną na mediach społecznościowych.

Mamy już pozytywny odzew od członków izby, ale nie tylko od nich. Obserwujemy wzrost liczby składanych aplikacji członkowskich. W ostatnich tygodniach wpłynęło ponad 20 wniosków, a kilka osób zgłosiło się bez dopełnienia formalności.

Rola PIT w kryzysie wykracza poza działania skierowane jedynie do naszych członków. Pomocy trzeba udzielić całej branży. A więc niezależnie od tego, ile procent podmiotów turystycznych nie należy do żadnej organizacji, walczymy o przetrwanie wszystkich. Masowe upadłości i związany z nimi negatywny przekaz o całej turystyce uderzyłby we wszystkie firmy.

MM: Ale duża część branży jest zniechęcona do instytucji takich jak PIT. Uważa je za nieskuteczne, powolne, zbyt łagodne wobec strony rządowej, a wręcz za bardzo z nią związane. Sporo osób uważa też, że spóźniliście się z reakcją na kryzys.

PN: Odnośnie do tego ostatniego zarzutu, przyznaję, że nasza pierwsza reakcja medialna była zbyt późna. Nie jest jednak prawdą, że przed pojawieniem się komunikatów izba nic nie robiła. Praca związana z lobbingiem przebiega na wielu płaszczyznach. Nie polegała na „PR-owym tańcu” w mediach i kanałach komunikacyjnych.

Być może niektórzy są zniechęceni do zrzeszania się, ale ten kryzys pokazuje, że gdyby branża była zjednoczona, to byłaby też silniejsza i lepiej słyszana. Teraz ludzie oczekują od izb i organizacji pomocy. Może dostrzegą, że zrzeszanie się jest ważne? Bez silnego samorządu efekty lobbingu nie zadowolą wszystkich uczestników rynku.

Co do zarzutu o zbytnią przychylność wobec rządu, to pod tym względem dopasowujemy środki do sytuacji. Przypominam, że nasze relacje z departamentem turystyki i ministerstwem nie zawsze były różowe. Na początku poprzedniej kadencji Ministerstwa Sportu i Turystyki izba wielokrotnie mocno krytykowała resort publicznie i w mediach.

MM: Co w takim razie robiła izba, gdy zaczął się kryzys i kiedy zaczęliście działania związane z wpływem epidemii na branżę?

PN: Po konsultacji ze stowarzyszeniami działającymi w innych krajach UE opracowaliśmy strategię złożoną z czterech punktów. Założyliśmy już na samym początku, że kryzys jest tak poważny, iż mniej ważne są działania PR i publicznie wystosowywane apele. Kluczowe są dobrze przygotowane merytoryczne rozwiązania: nie roszczeniowe i możliwe do wprowadzenia.

Dlatego też publicznie zabraliśmy głos tak późno. Podstawą było przygotowanie się pod kątem prawnym i nad tym pracowała komisja ds. organizatorów turystyki pod przewodnictwem mecenasa Leszka Miłosza. Najważniejsze było jak najszybsze udzielenie naszym członkom porady prawnej. 26 lutego zaczęły się pierwsze nieformalne spotkania z departamentem turystyki. Działaliśmy, nie informując publicznie o wszystkim, co robiliśmy.

Dostrzegliśmy jednak złość branży na to opóźnienie w komunikacji. Należało rzeczywiście szybciej poinformować, jakie prowadzimy rozmowy i czego one dotyczą. Przyczyną, dla której to nie nastąpiło było to, że rzuciliśmy się wszyscy w nieznaną sytuację kryzysową i że nie zatrudniamy obecnie rzecznika prasowego.

Oczywiście, zawsze można poprawić np. komunikację z mediami, wysyłać więcej bieżących komunikatów. Pod tym względem może trzeba działać szybciej. Jednak dziś wydaje się, że nasza komunikacja jest prawidłowa, oczywiście na miarę naszych możliwości.

MM: Przez prawie trzy lata byłam rzeczniczką prasową PIT. Czuję się dość dziwacznie przeprowadzając ten wywiad, bo mam zbyt dużą wiedzę o tym, jak wygląda działalność w tej organizacji. Gdy zaczął się ten kryzys, pomyślałam o tym, co musi dziać się w izbie. Nie ogarnęłam tego wyobraźnią…

PN: W porównaniu ze zwyczajnym trybem naszej pracy sporo się zmieniło. Wszyscy członkowie prezydium są cały czas „na pokładzie”. Przyznaję, że rzadko udaje mi się spokojnie spać w nocy. Nie jest to prosta sytuacja, ale ograniczyliśmy sporo rzeczy, które przedtem nas blokowały. Przyspieszyliśmy wewnętrzne procedury, zrezygnowaliśmy z wielostopniowej autoryzacji wszystkiego, na przykład protokołowania posiedzeń prezydiów. Teraz odbywają się one na zoomie i są po prostu nagrywane. Wirus pewne rzeczy nam usprawnił, nie mamy czasu na papierologię.

MM: Ile osób zajmuje się na teraz, w kryzysie, aktywną działalnością w PIT? Nie chodzi mi o sporadyczne działania raz na kilka dni, tygodni, tylko o regularną codzienną pracę? I ile z tych osób to społecznicy, pracujący za darmo?

PN: Pięć osób w prezydium izby pracuje na co dzień, inni członkowie doradzają, pracują w komisjach, odpowiadają na pytania, udzielają bieżących informacji. To jest praca społeczna, bez wynagrodzenia. Opłacamy dwóch prawników i dwóch doradców podatkowych, ale ta współpraca jest doraźna. W sumie w cyklu stałym, codziennym, pracuje około 10 osób.

Ale nie chcę nikogo pomijać, bo w wymianie myśli, konsultacjach, bierze udział dużo więcej ludzi.

MM: Wielokrotnie padają pytania o to, co tak naprawdę konkretnego osiągnęliście. A zatem: oprócz 180 dni na zwrot pieniędzy, negocjacji z PFR w sprawie VAT marży, załatwienia problemu biur agencyjnych w galeriach handlowych, doprowadzenia do publikacji wytycznych sanitarnych dla turystyki młodzieżowej, co właściwie PIT załatwił dla branży?

PN: Dziś uwzględniono nasze postulaty dotyczące “odmrożenia” turystyki grupowej i możliwości oprowadzania turystów. Pracujemy jeszcze nad wytycznymi bezpieczeństwa zdrowotnego dla pilotów i przewodników, procedur sanitarnych dla turystyki wyjazdowej, lotniczej i autokarowej. Zajmujemy się aktualizacją wytycznych dla organizatorów wypoczynku dzieci i młodzieży.

Jeszcze na początku kryzysu doprowadziliśmy do zmiany rozporządzenia w sprawie minimalnych sum gwarancji ubezpieczeniowej. Dzięki temu touroperatorzy, odnawiając umowy, muszą opłacić gwarancję obliczoną na podstawie 30 proc. obrotu, nie zaś na podstawie całego.

Izba nie może sobie przypisywać zasług związanych z rozwiązaniami ogólnogospodarczymi, ale w tym zakresie również bardzo aktywnie działaliśmy i zwracaliśmy uwagę na konieczność rozszerzenia zakresu działania “tarcz”.

Są też rzeczy niemierzalne, takie jak stały kontakt z przedsiębiorcami – nie tylko członkami PIT – udzielanie porad, jak mają odzyskiwać pieniądze od kontrahentów w poszczególnych krajach. Tej pracy nie da się wycenić.

Niektóre rozwiązania, które załatwiliśmy, nie są w oczywisty sposób korzystne dla wszystkich w branży. Na przykład – 180 dni na zwrot pieniędzy dla klienta. Agenci turystyczni uważają, że to rozwiązanie przynosi same problemy. To agent musi rozmawiać z klientem i tłumaczyć mu sytuację, przepada mu prowizja.

Jednak, gdyby nie przepis o 180 dniach, to jest prawdopodobne, a nawet pewne, że nastąpiłyby lawinowe bankructwa biur podróży. Scenariuszem realnym mogły być upadłości, bardzo duża konsolidacja na rynku, dominacja dużych podmiotów z obcym kapitałem, a w konsekwencji – eliminacja agentów z rynku.

MM: Co ze sprawą Komisji Europejskiej, która miała zakwestionować to rozwiązanie?

PN: KE prowadzi dialog w sprawie zaleceń dotyczących voucherów, wydawanych przez linie lotnicze, organizatorów turystyki i innych usługodawców. Do 28 maja kraje członkowskie miały czas na odpowiedź. Mam nadzieję, że kraje będą broniły organizatorów turystyki w sprawie voucherów.

Biorąc pod uwagę procedury obowiązujące w UE i zakładając, że Polska się nie wycofa, obrona tego stanowiska może bardzo długo potrwać. W grę wchodzi tryb postępowania, który może doprowadzić nawet do skierowania sprawy do TSUE.

MM: Czyli anulowanie prawa przedłużającego zwrot o 180 dni potrwa dłużej niż 180 dni?

PN: Tak.

MM: Ale odsunięcie w czasie zwrotów nie rozwiązuje problemów finansowych agentów i touroperatorów.

PN: Oczywiście. Nadal nie wiemy, co będzie, gdy te 180 dni miną. Cały czas zwracamy decydentom uwagę, że branży potrzebna jest pomoc specjalnie dla niej przeznaczona. Każdy, kto słyszy to sformułowanie uznaje, że chcemy, aby ktoś nam dał pieniądze. Ale przede wszystkim chodzi o stworzenie warunków ich pozyskania. Na przykład na wzór Danii, gdzie fundusz turystyczny kredytuje touroperatorów, aby ci mogli zwrócić klientom środki. A u nas nadal jest problem z uzyskaniem kredytu w banku. Turystyka została wykluczona z możliwości wzięcia pożyczki komercyjnej. Mamy więc nadal nadzieję, że decydenci dostrzegą, iż turystyce potrzebna jest pomoc dedykowana.

MM: Co do pomocy dla touroperatorów – czy wiadomo, jakie są losy reklamacji składanych w PFR?

PN: Jak dotąd nie, choć wczoraj mieliśmy dostać w tej sprawie informacje.

MM: Odnośnie do roli PIT jako przekaźnika informacji z PFR. Czy nie uważasz, że przynajmniej początkowo „przestrzeliliście” z informowaniem branży? Pojawiały się komunikaty PIT, że system już działa i jest sprawny, firmy składały wnioski, a te znowu były odrzucane.

PN: Zaznaczmy jedną rzecz: my nie jesteśmy operatorem tego systemu. Staraliśmy się pomóc branży i PFR-owi w zdiagnozowaniu problemu. Informacje, które wypuszczaliśmy na zewnątrz nie były nasze, lecz pochodziły prosto z PFR-u.

To jest taki mechanizm. Gdy ogłaszam coś publicznie, nazywa się mnie pracownikiem ministerstwa, bo ludziom wydaje się, że mam moc sprawczą, że to ja jestem decydentem. A ja jedynie staram się pomóc. Do momentu nawiązania przez nas kontaktu PFR w ogóle nie wiedział, o co chodzi ani na czym polega problem.

W tej sprawie osiągnęliśmy przynajmniej to, że skróciliśmy znacznie proces przyznania środków. Firmy dostały na konto środki – w wielu przypadkach zaniżone, ale jednak.

MM: Pojawiły się jednak głosy, że chcieliście się pokazać jako „zbawcy branży.” Że postawiliście na marketing własny.

PN: Nie dziwią mnie te opinie. My robimy swoje.

Wiadomo, że prowadzimy również politykę informacyjną i działalność marketingową. Ale w tym przypadku po prostu informowaliśmy o tym, co zrobiliśmy.

Przekazywanie tych informacji było też naciskiem na sam PFR, żeby rozwiązał problem. Choć to jeszcze w pełni nie nastąpiło, to dzięki wzmożonej komunikacji, wszyscy w PFR wiedzą, co to jest VAT marża. Mają wewnętrzny „alert” związany z tym tematem.

Oczywiście, można powiedzieć, że przedsiębiorcy i bez pomocy PIT dostaliby pieniądze. Tylko że nastąpiłoby to dużo później. My pomagamy przy konkretnych fazach składania wniosków.

MM: Dziś “odmrożono” turystykę zorganizowaną. Jeszcze wczoraj były wątpliwości, czy można oprowadzać grupy. Na czym one polegały? O co właściwie postulowała izba?

PN: Kwestia dotycząca zgromadzeń była mylnie interpretowana. W poprzednich rozporządzeniach była mowa o zgromadzeniach, ale to nie dotyczyło grup turystycznych. Problemem był paragraf 13 rozporządzenia, który zakazywał organizowania imprez jakiegokolwiek typu. W projekcie rozporządzenia to się zmieniło, ale nadal nie na korzyść branży.

Wątpliwość pojawiały się w związku z paragrafem 15 ust. 8 nowoprojektowanego rozporządzenia. Ono zakazywało organizowania imprez niezależnie od ich rodzaju. Powstał więc problem interpretacyjny, czy można organizować imprezy turystyczne z zastrzeżeniem reżimu sanitarnego dla poszczególnych usług turystycznych oraz czy pilot i przewodnik faktycznie może oprowadzać taką „imprezę”.

Kilka tygodni temu GIS był przeciwny, aby imprezy turystyczne były organizowane. W przeświadczeniu inspektoratu, grupy turystyczne są bardziej narażone na transmisję wirusa, bo bawią się, przebywają ze sobą w luźnej atmosferze. Ale my zwróciliśmy uwagę, że przecież chcemy spełniać wszystkie warunki sanitarne.

Dziś okazało się, że nasze postulaty zostały uwzględnione, można oprowadzać grupy i organizować imprezy. Co więcej, zniesiono wymogi dotyczące obłożenia miejsc w autokarze. To jest bardzo ważne, bo autokary to swoisty „krwiobieg” turystyki. Był przedmiotem naszego intensywnego lobbingu.

MM: Wydaje się jednak, kończy się cierpliwość w branży turystyki wyjazdowej. W niektórych krajach biura podróży już jakiś czas temu wyszły na ulice. Czy jest możliwe, że PIT zmieni swoją politykę i zacznie reagować ostrzej na to, co się dzieje?

PN: Mogę powiedzieć tyle, że izba jest zwolennikiem partnerskiej współpracy. Ona już teraz jest trudna. Jeśli w przyszłości nie będzie możliwa, to podejmiemy inne formy działalności.

Zauważmy, że został już podany jakiś termin otwarcia granic. Jeszcze parę dni temu nie pojawiał się w wypowiedziach przedstawicieli rządu. Dzisiaj pada i czekamy na dalsze informacje.

Oczywiście, jesteśmy zniecierpliwieni brakiem jednoznacznego harmonogramu. Nie rozumiemy, czemu niektóre gałęzie gospodarki można w różnym zakresie w jasny sposób „odmrozić”, a turystyki wyjazdowej nie można. „Jesteśmy zniecierpliwieni” – to jest dyplomatyczne określenie.

Potrzebny jest bardzo szybki harmonogram odmrażania turystyki wyjazdowej i przyjazdowej. Skoro sytuacja w wielu krajach Europy jest lepsza niż w Polsce, nie rozumiemy, czemu nie mogłyby być organizowane wyjazdy do tych krajów.

Wesela są tutaj dość ważnym punktem odniesienia. Nikt mi nie wmówi, że większe jest ryzyko zachowującego wszystkie rygory sanitarne wyjazdu do Chorwacji czy innego kraju, gdzie epidemia jest bardziej opanowana niż w Polsce, niż uczestnictwo w 150-osobowym weselu, w zamkniętym pomieszczeniu.

MM: A może po prostu wesela miały lepszy lobbing?

PN: Być może tak, ale zarządzanie państwem i odmrażanie gospodarki nie powinno być oparte na tym, kto ma lepszy lobbing, tylko na logice i rozsądku.

MM: Ale pojawiają się głosy, że w działaniach lobbingowych w turystyce nierówno traktowane są poszczególne segmenty branży. Turystyka wyjazdowa czuje się pozostawiona na lodzie. Są ostatni w kolejce do odmrożenia. 

PN: Coś jednak wiadomo. Transport lotniczy ma być uruchamiany, jednak z wolnymi miejscami na pokładzie samolotu. Pojawiła się wypowiedź wiceministra aktywów państwowych, że od 15 czerwca mają być otwierane granice. Miałyby to być na początek kraje bałtyckie, grupa V4 i kraje bałkańskie.

Faktycznie, nie ma jasnego przekazu dotyczącego połączeń czarterowych i nadal nie wiadomo, czy będzie możliwe organizowanie zagranicznych imprez turystycznych. W tym zakresie prosimy Ministerstwo Rozwoju o przekazanie jasnych, precyzyjnych informacji. Nie widzimy podstaw, by nie otwierać granic – w szerokim znaczeniu – do krajów, w których sytuacja epidemiczna jest zbliżona lub lepsza niż w Polsce. Zwracamy też uwagę na turystykę przyjazdową. Są kraje, takie jak Niemcy, kraje Skandynawii, z których turyści chcieliby przyjechać do Polski. A ci klienci zostawiają u nas trzy razy więcej pieniędzy niż Polacy.

Polska w szczycie sezonu turystyka ma i tak prawie 100 proc. obłożenie, więc sezon letni i tak będzie wykorzystany. On się zresztą w tym roku przesunie na wrzesień i październik.

MM: Jednak również optymizm w turystyce krajowej nieco spadł. Okazuje się, że być może nie będzie bonu wakacyjnego. Rzecznik rządu powiedział, że rozważane są inne formy pomocy dla turystyki.

PN: Chcę podkreślić, że bon wakacyjny to nie jest pomoc dla branży, lecz program socjalny, popularyzujący turystykę.

Co do wystąpienia rzecznika – nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi. Ono jest bardzo dziwne. Nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą z jakiegoś projektu zadowoleni. Zawsze ktoś będzie poszkodowany. Ale z punktu widzenia turystyki krajowej ten bon jest po prostu potrzebny.

Pewnie gdyby Polska była bogatsza, to wprowadziłaby inny mechanizm albo nie potrzebowałaby bonów. Nie widziałem tak naprawdę projektu ustawy ani założeń, więc ciężko jest go oceniać, ale z punktu widzenia polskiej gospodarki to jest na pewno dobry pomysł.

MM: Z tym że rzecznik rządu wskazał na fakt, że taka pomoc nie trafiłaby do wszystkich firm, które jej potrzebują.

PN: To są dwie osobne sprawy. Na pewno jest potrzebna specjalna pomoc dla turystyki i ciągle to podkreślamy. Ale to nie znaczy, że nie można wprowadzić bonu wakacyjnego, jako formy promocji turystyki. Jednocześnie pamiętając o pomocy dla innych gałęzi branży.

Chciałbym mocno podkreślić, że Komisja Europejska zaleca wprowadzenie specjalnej pomocy dla branży organizatorów turystyki i agentów turystycznych. Zatwierdziła np. pomoc rządu Łotwy dla biur podróży, w wysokości 800 tys. euro w formie dotacji bezpośrednich.

MM: W Polsce, w tych warunkach politycznych, które mamy, liczenie na więcej form pomocy dla turystyki, może być złudne. Mimo to od rzecznika rządu usłyszeliśmy o tym, że rozważane jest wsparcie firm będących w największej potrzebie. To chyba dobrze?

PN: Nie za bardzo mogę komentować wypowiedzi medialne. Chciałbym mieć jakiś konkret, projekt, czy choćby szkic pomysłu. Niestety nie potrafię zgłębiać myśli osób, które się wypowiadają. Jeżeli w wypowiedzi, że pomoc ma trafić do firm, które jej najbardziej potrzebują chodzi o specjalną pomoc dla agentów i organizatorów, to przejdę pieszo do Warszawy z Łodzi w podziękowaniu. Nie na klęczkach, ale przejdę.

MM: Być może ktoś z decydentów będzie chciał to zobaczyć, to by pomogło sprawie. Jednak branża oczekuje konkretów. Co PIT zamierza zrobić w sprawie turystyki wyjazdowej?

PN: Na dziś mogę jedynie powiedzieć, że izba, w tym we współpracy z PZOT, rozmawia o odmrożeniu turystyki wyjazdowej na różnych płaszczyznach.

MM: Tylko z Ministerstwem Rozwoju, czy również z innymi resortami?

PN: Tak jak powiedziałem – na wielu płaszczyznach.

MM: Gdyby sprawdziło się to, co wiceminister Artur Soboń mówi o otwarciu granic, czego jeszcze potrzeba by pod względem prawnym do pełnego „uruchomienia” turystyki?

PN: Pytanie brzmi, czy potrzebne są wytyczne dla pilotów i przewodników. Wydaje się, że tak – kwestie zdrowotne są tutaj ważne. Potrzebne są procedury, a nad nimi pracuje Ministerstwo Rozwoju.

Dla turystyki zagranicznej ważne będzie zniesienie kwarantanny, otwarcie granic, jego harmonogram oraz szczegółowe zasady. Jacy turyści będą wpuszczani do poszczególnych krajów, kto będzie mógł przyjeżdżać bez przeszkód do Polski. Czy można będzie wyjechać tylko w określonych kierunkach? Na razie nie znamy zasad gry.

Brakować będzie zapewne klientów, przynajmniej w okresie rozruchowym. Ale myślę, że z tym firmy sobie poradzą. I tyle, reszta już jest.

MM: Sam prowadzisz firmę touroperatorską. Ile czasu zajmie Ci powrót do działalności?

PN: Na razie nie znam odpowiedzi na to pytanie. Dzisiaj po raz pierwszy od dwóch i pół miesięcy sprzedałem bilety lotnicze. Trudno mi powiedzieć, ile potrwa rozruch. Ale jest duża grupa klientów, którzy pytają, kiedy będzie coś wiadomo. Ale specyfika mojej firmy to są biznesmeni, typowi turyści opierają swoje decyzje na innych przesłankach.

Ludzie będą na pewno mówili, że chcą wypocząć, ale w kraju, który jest bezpieczny. W moim przypadku to będą Tajlandia i Wietnam. Pytanie, czy te kraje będą chciały wpuścić Polaków? Nie potrafię więc powiedzieć, jak długo to potrwa. Ale są klienci, którzy czekają w blokach startowych, aż ruszy turystyka.

MM: Co z władzami Polskiej Izby Turystyki? W tym roku mija ich kadencja, wiosną powinno było odbyć się walne zgromadzenie sprawozdawczo-wyborcze…

PN: Walne musimy zrobić do 30 września. Analizujemy, jak miałoby to wyglądać.

PN: Będziesz kandydował?

Nie chciałbym teraz o tym mówić. Jeszcze nie powiem ani tak ani nie, ponieważ nie podjąłem tej decyzji. Będę mógł to zrobić, gdy już będzie konkretny plan działania w izbie. A przez obecną sytuację takich rozmów jeszcze w izbie nie było.

Nie jest to łatwa praca, ale nie mogę powiedzieć, że nie sprawia mi ona satysfakcji.

MM: A czy kryzys wpłynął na Twój stosunek do niej? Odnoszę wrażenie, że zanim zaczęła się epidemia, aktywność PIT spadła.

PN: Ja też mam takie wrażenie, graniczące z pewnością. Teraz mam być może trochę więcej czasu na działalność, bo w firmie nie było sprzedaży.

Pracy w izbie na pewno będzie sporo. Jeszcze nie dostrzegamy tego, jak bardzo ten rynek się zmieni. Również w kontekście funkcjonowania samorządu gospodarczego. Będzie trzeba zmienić plan zarządzania składkami, finansami. To będą trudne decyzje, bo kryzys w branży będzie dość poważny.

Marzena Markowska

Zastępczyni redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY