Jędrzejczak dla WaszejTurystyki: z ustawą czekamy na dyrektywę

MZ

W pierwszym wywiadzie przeprowadzonym na żywo z Tomaszem Jędrzejczakiem, nowym podsekretarzem stanu ds. turystyki, redakcja WaszejTurystyki pyta o konkretne plany działania na rzecz branży turystycznej: o nową ustawę o usługach turystycznych, lobbing w strukturach rządowych i nową ustawę o POT.

Redakcja WaszejTurystyki jako pierwsza miała okazję osobiście porozmawiać z nowym podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Niestety, w związku z ograniczeniem czasowym (rozmowa trwała niecałe pół godziny), nie zdążyliśmy poruszyć wszystkich nurtujących branżę kwestii. Trzymamy Pana Ministra za słowo, że już niedługo nadrobimy te braki w bardziej wyczerpującym wywiadzie.

Adam Gąsior: Skąd się Pan wziął w turystyce?

Tomasz Jędrzejczak: Gdy pracowałem jako przedsiębiorca, organizowałem różnego rodzaju szkolenia i konferencje. Wiedzę turystyczną nabywam w szybkim tempie. To jest branża, która rządzi się prawami ekonomicznymi. Byłem i przedsiębiorcą, urzędnikiem niższego i wyższego szczebla, a także sekretarzem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wszystkie te doświadczenia pomagają mi zarządzać polską turystyką.

AG: Jak zamierza Pan lobbować na rzecz turystyki w Rządzie i Sejmie? Do tej pory siła przebicia turystyki była słaba. Andrzej Biernat zapominał prawie przy każdej okazji, że jest ministrem dwuczłonowego resortu…

TJ: Chciałbym zaprotestować! Andrzej Biernat raz tylko zapomniał o turystyce, Panie Redaktorze.

AG: Tym niemniej, turystyka jest traktowana w rządzie po macoszemu, zapomina się o drugim członie nazwy Pana Resortu, ciągle mówi się tylko o „ministerstwie sportu”. Nawet strona internetowa MSiT ma adres msport.gov,pl, oficjalny fanpage na Facebooku jest przekierowany na profil byłej rzeczniczki MSiT. Podobnie jest z Twitterem. Pan mocno korzysta ze społecznościowych mediów, więc jest nadzieja, że lekceważenie tych spraw się skończy.

TJ: Niestety się z Państwem zgadzam. Z Panią Anią Mytko, rzeczniczką MSiT, rozmawialiśmy już o zmianie naszego Facebooka i Twittera. Jeśli chodzi o lobbing, to mamy pierwsze sukcesy: w piątek odbyło się duże noworoczne spotkanie z mediami w Ministerstwie Gospodarki. Akredytowanych było na nim 450 redakcji lokalnych i regionalnych, nie wiem czy Państwo tam byli?

Marzena Zarzycka: Nie byliśmy, ale znamy to stowarzyszenie… (chodzi o Stowarzyszenie Mediów Polskich, którego prezesem jest Marek Traczyk – przyp. red.).

TJ: Spotkania nie organizowało stowarzyszenie, tylko Ministerstwo Gospodarki. Miałem tam jedno z wystąpień, w których pokazywaliśmy, jak ważna jest rola turystyki w polskiej gospodarce.

W marcu obędzie się duża konferencja pt. „Turystyka w gospodarce”, którą organizujemy wspólnie z Ministerstwem Gospodarki. Turystyka ma ponad 6 proc. udziału w PKB, a na przykład dla całej Unii Europejskiej średnia wynosi 5 proc. To jest naprawdę znaczące.

Wczoraj miałem też prezentację „Turystyka versus rozwój ekonomiczny” na forum Europa – Ukraina. Gdy otrzymałem od organizatorów plakietkę „Ministry of Sport”, powiedziałem, że tego nie założę, bo jestem z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Walczę więc jak mogę z tą sytuacją. Nie ma w Polsce resortu o nazwie „ministerstwo sportu”. Mówię to wszystkim. Jest Ministerstwo Sportu i Turystyki i za każdym razem reagujemy, gdy pojawia się ten błąd.

MZ: Czy oprócz tego typu działań wizerunkowych, jest Pan w stanie podjąć jakieś kroki, których efektem będzie podniesienie rangi turystyki wewnątrz rządu i uświadomienie Pana przełożonym, jakie jest jej znaczenie dla gospodarki? Bo tej świadomości na szczytach władzy brakuje. Na przykład, były premier Donald Tusk powiedział kilka lat temu, że nie dba szczególnie o los biur podróży, gdyż one nie mają znaczenia dla polskiej gospodarki. Czy Pan jest w stanie lobować na rzecz branży tak, aby uzupełnić tę niewiedzę naszych decydentów?

TJ: To już się dzieje. Na przykład, premier Janusz Piechociński pisze do wszystkich hoteli w Polsce list z podziękowaniem za 20 lat współudziału w polskiej transformacji i budowania polskiego kapitalizmu. Mamy 2250 hoteli. W ostatnich siedmiu latach nastąpił rozwój bazy hotelowej prawie o 50 proc.

Tak jak Pani zauważyła, najważniejsza jest ta symboliczna zmiana, żeby nie podchodzić do turystyki jako do zbytkownej dziedziny życia. Dam przykład z mojej gminy, Biała Rawska. W szczerym polu powstał kilkusetmetrowej długości hotel, który ma obłożenie. Moim zadaniem jest pokazanie, na konkretnych przykładach, co się w polskiej turystyce zmienia.

Mamy już infrastrukturę, teraz resort będzie się skupiał na jakości i na wykreowaniu „magnesów promocyjnych” dla Polski. Jak Państwo świetnie wiedzą, motywacja do podróży najczęściej jest pochodną rekomendacji.

MZ: Przejdźmy może do konkretów. Jak to będzie z ustawą o usługach turystycznych? Czy ten Pański lobbing przełoży się na przyspieszenie prac nad nową ustawą?

TJ: Pyta Pani o małą nowelizację ustawy, czy o całkowitą?

MZ: Nie, nie chodzi tylko o ten jeden punkt mówiący obowiązkach marszałków w razie ogłoszenia upadłości przez organizatora turystyki. Branża pyta o całą ustawę. Chodzi nam o konkrety i terminy.

TJ: Skupimy się przede wszystkim na Białej Księdze Usług Turystycznych, z prostego powodu. Jak Państwo dobrze wiedzą, trwają obecnie prace nad wdrożeniem nowej dyrektywy unijnej o usługach turystycznych. My nie chcemy wychodzić przed szereg. Chcemy uwzględnić zmiany, które zaszły w ostatnich latach, przede wszystkim dzięki rozpowszechnieniu dostępu do internetu. Chodzi na przykład o zakupy grupowe i tzw. pakiety dynamiczne.

Łotwa jako kraj pełniący prezydencję w UE zobowiązała się, że w tym półroczu zostanie wprowadzona nowa dyrektywa o usługach turystycznych. Kibicujemy temu, polska strona popiera działania Komisji Europejskiej. Chcemy dołączyć Białej Księgi ewentualne zmiany, które zostaną uwzględnione w dyrektywie i dopiero na tej podstawie zrobić jedną, wielką i gruntowną nowelizację, a w zasadzie napisać ustawę o usługach turystycznych zupełnie od nowa.

MZ: Skoro już wspomnieliśmy o małej nowelizacji – skąd się ona wzięła? To jest bardzo jednostkowa i wybiórcza zmiana w ustawie.

TJ: Konieczność tej nowelizacji wzięła się stąd, że marszałkowie prosili o wskazanie konkretnego przepisu, który nakłada na nich obowiązek sprowadzania do kraju klientów upadłych biur podróży.

MZ: Czy nie prosili jednocześnie o stworzenie takiego systemu, który pozwoli to sprowadzanie turystów w pełni finansować?

TJ: Pełna zgoda, tylko to że musimy pracować już na nowym systemie: wprowadzić turystyczny fundusz gwarancyjny, albo inne rozwiązanie. Tymczasem Państwo doskonale wiedzą, co się stało z turystycznym funduszem gwarancyjnym.

MSiT nie jest oderwane od innych resortów. Jesteśmy zobligowani to tego, żeby zmienić prawo na tyle, na ile się da, bez denerwowania kogokolwiek. A jesteśmy w stanie przeprowadzić właśnie małą nowelizację ustawy, która wskazuje marszałka jako tego, który ewentualnie ściąga turystów.

Jednocześnie chciałbym podkreślić, że od maja 2013 funkcjonuje nowe rozporządzenie podnoszące minimalne sumy gwarancji ubezpieczeniowych i bankowych.

MZ: To miało być swego czasu rozwiązanie tymczasowe…

TJ: Dobrze, tylko że widzi Pani, co ono zmieniło. W 2012 padło siedem biur podróży, a od tamtej pory nie było znaczących bankructw.

MZ: To że wtedy padło tak wiele biur, było konsekwencją złych warunków makroekonomicznych i kilku różnych czynników. Branża zbierała żniwa kryzysu i arabskiej wiosny…. Pan powiedział, że to rozporządzenie sprawiło, że biura już nie upadają. To nie jest prawda, nie ma tutaj zależności przyczynowo-skutkowej.

TJ: Niech Pani spojrzy na to troszeczkę inaczej. Rzeczywiście, problem 2012 roku był problemem kryzysu walutowego, paliwowego, rewolucji w krajach arabskich. Jednak zestaw tych zagrożeń się nie zmienił. Nadal jest możliwość wybuchu wojny, są epidemie. Nie da się wszystkiego przewidzieć i zabezpieczyć na 100 proc. Gdybyśmy chcieli tak zrobić, to żaden ubezpieczyciel nie znalazłby asekuracji, a podróż kosztowałaby Panią bardzo dużo.

MZ: Zakładamy też dobrą wolę wszystkich przedsiębiorców.

TJ: Właśnie!

MZ: W 2012 niestety upadło biuro, którego właściciel okazał się malwersantem i wykorzystał luki w systemie.

TJ: Oczywiście, że tak.

MZ: No właśnie, a obecny system nadal nie jest w stanie zapobiec takim sytuacjom.

TJ: Jeśli Pani mówi, że chce Pani założyć biuro podróży, to ja nie mam prawa Pani nie uwierzyć. Oczywiście, zdarzają się lepsi i gorsi przedsiębiorcy. Czasem któremuś powinie się noga nie z jego winy. Ale jeśli ktoś przyszedł do branży, żeby oszukać ludzi…

MZ: To się niestety czasami zdarza.

TJ: Zauważmy jednak, że rozporządzenie podnoszące minimalne sumy gwarancji w pełni objęło rynek dopiero od sezonu 2014/2015, czyli teraz.

MZ: Ale z symulacji finansowych wynika, że nawet gdyby nowe rozporządzenie obowiązywało w 2012 roku, to i tak nie pokryłoby wszystkich roszczeń klientów upadłych biur podróży.

TJ: A skąd Pani ma te symulacje? Ja ich nie znam. Kto jest ich autorem? Przykładowo, PZOT mówi, że rozporządzenie jest dobre i że ono reguluje rynek. A które inne stowarzyszenie skupia większą liczbę dużych touroperatorów, organizujących turystykę czarterową? Prezes Krzysztof Piątek twierdził w rozmowie ze mną, że rozporządzenie jest krokiem w dobrym kierunku.

Ale też my nie jesteśmy przeciwni Turystycznemu Funduszowi Gwarancyjnemu. To przecież nasz resort napisał projekt tej ustawy. To jest nasze „dziecko”. Tylko że to dziecko nie zostało „zaadoptowane”.

MZ: Tylko że ono nie zostało zaadoptowane z powodu niezrozumienia tego projektu przez Kancelarię Premiera. A symulacje, o których wspominam, to wyliczenia, na które powoływał się prawnik MSiT w swoim piśmie do Sekretarza Rady Ministrów, uzasadniającym konieczność wprowadzenia Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Z obliczeń wynika, że w 2012 roku łączna suma roszczeń klientów biur, które upadły, wynosić może ponad 21 milionów złotych. Tych pieniędzy zabrakłoby nawet gdyby obowiązywały obecne przepisy.

TJ: Ja nie twierdziłem ani przez chwilę, że to rozporządzenie zabezpiecza klientów biur podróży w 100 proc., bo tego nie wiemy. Turystyka to bardzo delikatna branża, na biznes ten ma wpływ bardzo wiele czynników. Nie da się w pełni zabezpieczyć tej działalności.

MZ: Ale polski rząd ma taki obowiązek, nałożony na nas przez unijną dyrektywę 90/314.

TJ: Znowelizowane w 2013 roku rozporządzenie jest bardzo dobre i cieszę się po fakcie, że ono powstało. Ono rzeczywiście wyregulowało rynek. To nie oznacza, że jest to zabezpieczenie 100 – procentowe. Obecnie zastanawiamy się nad ubezpieczeniowym funduszem gwarancyjnym i jeszcze innym projektem. Analizujemy dostępne możliwości, a jednocześnie przygotowujemy Białą Księgę. Czekamy też na to, co będzie w nowej dyrektywie, żebyśmy mogli przystąpić do procesu legislacyjnego raz a dobrze, i aby uniknąć kolejnych małych nowelizacji.

AG: Kiedy w takim razie prace nad Białą Księgą zostaną ukończone?

TJ: Nie podejmę się wskazania konkretnego terminu, bo proszę zauważyć, że za osiem miesięcy będziemy mieli w Polsce wybory. Nie sądzę, żeby Łotysze uporali się z nową dyrektywą w pierwszym kwartale. Nie chcę tutaj nic deklarować, bo Pan będzie mnie potem z tego rozliczał. Mówię o tym, że pracujemy bardzo mocno i ani przez minutę Ministerstwo Sportu i Turystyki ani żadna z agend, np. POT, nie działa przeciwko branży.

W zmianach prawnych chodzi o wyregulowanie pewnych procesów, a tych naprawdę jest dużo. Gdybyśmy mieli gotowe rozwiązania z Zachodu, które można byłoby w sposób fajny przenieść na polski grunt, to byśmy zrobili to już dawno. Np. fundusz jest przyjęty przez większość krajów zachodnich. Wiemy o tym, tylko projekt ustawy nie został dobrze przyjęty przez radę ministrów. Dlatego musimy przygotować taki pomysł, który zostanie zaakceptowany przez rząd.

MZ: Może trzeba lepiej wytłumaczyć decydentom, na czym polega ten projekt…

TJ: To nie jest tak, że po drugiej stronie są ludzie pozbawieni inteligencji. Być może lobbing był za słaby, może tu był pies pogrzebany. Ale nie ma co zasypiać gruszek w popiele. Nie płaczemy nad tym, że się nie udało, tylko pracujemy dalej.

MZ: Czyli Pan nie wyklucza dalszych prac nad ustawą o turystycznym funduszu gwarancyjnym?

TJ: Na pewno nie ma już tematu turystycznego funduszu gwarancyjnego. Ubezpieczeniowy fundusz gwarancyjny – ten temat nadal jest opracowywany. Mało tego, mamy pomysł na inne rozwiązanie, o którym nie chcę jeszcze mówić. To nie jest tak, że nasi urzędnicy siedzą z założonymi rękoma.

Ten rok jest bardzo specyficzny, bo mamy wybory. W wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów znajduje się nowelizacja ustawy o usługach turystycznych, w zakresie właśnie wskazania marszałków jako podmioty odpowiedzialne za sprowadzanie turystów biur, które zbankrutowały. My robimy wszystko, żeby to załatwić jeszcze przed sezonem.

AG: Zmieńmy trochę temat. Jak wiadomo system promocji turystycznej Polski jest ułomny i trzeba go zmienić. Jak Pan chce tego dokonać? Czy i kiedy będzie nowa ustawa o POT? System komunikacji między POT, ROT a LOT i branżą jest fatalny, co potwierdzili chociażby uczestnicy zorganizowanej przez nas dyskusji redakcyjnej.

TJ: Ostatnio POT zmienił regulamin działania. Na przykład, nie ma już POIT-ów, a w zamian powstały zagraniczne ośrodki POT. To jest bardzo ważne, bo część osób myślała, że POIT to jest informacja turystyczna. A one są czymś troszkę więcej.

Na Forum Turystyki Przyjazdowej wspólnie doszliśmy do pewnego wniosku. Niektóre ROT-y promują i pokazują swój region bardzo ładnie, ale kto ma to kupić? Jak sprzedajemy produkt? Ja to porównałem do pięknego sklepu z ładną witryną, w którym nie ma kasy fiskalnej i sprzedawcy. Chcę się skupić na tym, żeby zmienić to, co można w systemie prawnym, który obowiązuje obecnie. Będę promował dobre praktyki, które pokazują jak powinno się sprzedawać region czy produkt regionalny.

AG: Za pięć lat skończą się unijne fundusze dla ROT. Skąd regiony wezmą pieniądze na promocję?

TJ: To jest kwestia budżetu marszałka danego województwa, Państwo nie może w to wnikać. Udało się nam pozyskać ze środków unijnych dodatkowe 100 milionów na rozwój Polski Wschodniej i na kluczowe duże projekty w tych województwach. Te pieniądze zostaną przeznaczone na turystykę, mimo że Unia postanowiła turystyki już nie dotować.

Zarówno LOT, jak i ROT powinny nauczyć się współpracować z tymi, którzy sprzedają produkt, czyli z biurami turystyki przyjazdowej. Bo co z tego, że mamy piękne reklamowe foldery, skoro do regionu nie przyjedzie żaden turysta?

Musimy pomagać produktowo sprzedawać poszczególne regiony, miasta, imprezy, festiwale. Takie miejsca jak Wieliczka, Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Historii Żydów Polskich. Musimy zejść na poziom produktowy, sprzedażowy.

Chcemy też pomóc ROT-om przekazywać innym dobre praktyki. Zamierzam zachęcać, żeby ROT-y naśladowały te organizacje, które działają najlepiej.

Nie zgadzam się z tym, że Polska była źle promowana w ostatnich latach. Uważam, że musimy więcej projektów konsultować w różnych instytucjach, żeby nie było braku koordynacji działań.

AG: Nie chce Pan zmieniać ustawy o POT?

TJ: Nie w tej kadencji. Ja byłem przedsiębiorcą i dla mnie destabilizacja prawa nie była nigdy korzystna. Na razie mówię o tym, co trzeba zmienić w pierwszej kolejności.

Rozmawiali: Adam Gąsior, Marzena Zarzycka

PS: Wywiad został przeprowadzony w budynku Ministerstwa Sportu i Turystyki i nagrany. Do dzisiaj do godziny 15.30 nie uzyskaliśmy autoryzacji. Jako że Redakcja uważa wywiad za ważny dla branży turystycznej, postanowiliśmy opublikować dokładną treśc rozmowy (poza wyczyszczonymi, nieistotnymi uwagami obu stron) bez autoryzacji.


POWIĄZANE WPISY

Privacy Preference Center