Rząd miał wyeliminować szarą strefę w najmie krótkoterminowym. Nowe przepisy mogą ją powiększyć

uokik-prawo-przepis-ustawa
Fot. succo from Pixabay

Rząd ma uporządkować najem krótkoterminowy, objąć rynek centralnym rejestrem i ograniczyć szarą strefę. Branża popiera sam kierunek zmian, ale ostrzega, że nowe przepisy mogą okazać się trudne do wyegzekwowania. Wątpliwości dotyczą nie tylko kontroli i podziału kompetencji między samorządami, ale również kosztów dla drobnych właścicieli i ryzyka, że część ofert przeniesie się poza największe platformy.

Podstawę planowanych zmian stanowi rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1028 z 11 kwietnia 2024 roku, regulujące zasady gromadzenia i udostępniania danych o najmie krótkoterminowym. Nowe rozwiązania mają zwiększyć przejrzystość rynku i umożliwić organom publicznym skuteczniejszą kontrolę nad świadczeniem tego rodzaju usług.

Unijne przepisy zaczęły być stosowane 20 maja 2026 roku, jednak Polska wciąż nie zakończyła prac nad krajowymi regulacjami. Rządowy projekt ustawy wpłynął do Sejmu 21 lipca, a na początku września uzupełniono go autopoprawką. Po pierwszym czytaniu trafił do komisji sejmowych i oczekuje na kolejne etapy procesu legislacyjnego. Ostateczny kształt nowych przepisów nie jest więc jeszcze przesądzony.

Rejestr ma dać państwu większą kontrolę

Podstawą nowego systemu ma być Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych, do którego trafią dane z ewidencji prowadzonych przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Przed rozpoczęciem działalności przedsiębiorca będzie musiał przedłożyć m.in. projekt regulaminu porządkowego, oświadczenie o spełnieniu wymaganych warunków, opinię osoby uprawnionej z zakresu ochrony przeciwpożarowej oraz potwierdzenie wniesienia opłaty. Sam wpis ma kosztować 40 zł, podobnie jak późniejsza zmiana danych.

Po rejestracji obiekt otrzyma indywidualny numer ID powiązany z informacjami zapisanymi w CWTON. Będzie on wymagany również przy sprzedaży noclegów za pośrednictwem platform internetowych – przedsiębiorca będzie musiał przekazać go platformie jeszcze przed opublikowaniem oferty. Numer znajdzie się także w regulaminie porządkowym obiektu, który ma określać m.in. godziny doby hotelowej i ciszy nocnej, zasady korzystania z lokalu oraz dane osoby odpowiedzialnej za kontakt w sytuacjach związanych z bezpieczeństwem lub porządkiem publicznym.

Hotelarze: wspólne zasady są potrzebne

Od blisko dwóch dekad hotelarze przekonują, że najem krótkoterminowy powinien zostać objęty jasno określonymi zasadami. Ich argument pozostaje niezmienny: hotele i mieszkania oferowane na krótkie pobyty konkurują o tego samego klienta, ale przez lata funkcjonowały w różnych porządkach prawnych i przy różnym poziomie obowiązków. Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego widzi więc w obecnym projekcie szansę na uporządkowanie rynku i jego dalszą profesjonalizację. Krzysztof Szadurski zwraca uwagę, że jednym z najważniejszych elementów regulacji jest potraktowanie najmu krótkoterminowego jako działalności gospodarczej w zakresie usług hotelarskich.

„To, co jednoznacznie popieramy i co odpowiada naszym postulatom, to uznanie najmu krótkoterminowego za działalność gospodarczą w zakresie usług hotelarskich. Jeżeli ktoś chce wykorzystywać mieszkanie do najmu krótkoterminowego, powinien działać jako przedsiębiorca. To jest istotny krok w stronę profesjonalizacji tego rynku, ale również bardziej równych warunków konkurencji z hotelarzami, którzy także oferują krótkotrwałe zakwaterowanie i od dawna podlegają określonym obowiązkom” – mówi Krzysztof Szadurski z IGHP.

Podobnie kierunek zmian ocenia Elżbieta Lendo, prezeska Polskich Hoteli Niezależnych. Podkreśla, że celem nie powinno być stosowanie tych samych wymogów obowiązujących hotele, ale stworzenie czytelnego standardu dla wszystkich podmiotów świadczących usługi noclegowe.

„Ta ustawa jest potrzebna przede wszystkim po to, żeby uporządkować rynek i wprowadzić jasne zasady jego funkcjonowania. Nie chodzi o to, żeby być przeciwnym najmowi krótkoterminowemu, ale żeby działalność w tym segmencie odbywała się według określonych reguł: z uwzględnieniem bezpieczeństwa turystów, interesu lokalnych społeczności i zasad prowadzenia działalności gospodarczej. Taki rynek powinien być bardziej profesjonalny” – mówi Elżbieta Lendo.

Po latach apeli branży hotelarskiej sam fakt, że regulacja wreszcie trafiła na ścieżkę legislacyjną, jest więc odbierany jako istotna zmiana. Zgoda co do potrzeby uporządkowania rynku nie oznacza jednak akceptacji wszystkich rozwiązań ani sposobu, w jaki projekt był przygotowywany. Właśnie na tym etapie zaczynają się najpoważniejsze zastrzeżenia branży.

Branża: konsultowaliśmy inny projekt

Najpoważniejsze zastrzeżenia branży dotyczą sposobu, w jaki projekt zmieniał się już po zakończeniu konsultacji. Przedstawiciele organizacji uczestniczących w rozmowach z resortem wskazują, że część rozwiązań, nad którymi wcześniej pracowano, została później zmodyfikowana albo usunięta.

Krzysztof Szadurski zwraca uwagę, że IGHP opiniowała wcześniejszą wersję regulacji, podczas gdy 2 września do Sejmu trafiła autopoprawka obejmująca istotne zmiany. Wśród nich znalazły się m.in. nowe uprawnienia wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych dotyczące możliwości ograniczania najmu krótkoterminowego.

„Konsultacje zostały przeprowadzone, jednak dotyczyły wcześniejszej wersji projektu opracowanego przez MF. Tymczasem na dalszym etapie prac pojawiły się istotne zmiany, których branża nie miała już możliwości zaopiniować. Trudno uznać za właściwy proces legislacyjny sytuację, w której o ostatecznie procedowanym rządowym projekcie ustawy dowiadujemy się na posiedzeniu Sejmu 2 września, podczas pierwszego czytania zupełnie innego, poselskiego projektu PSL-TD, promowanego przez MSiT i konsultowanego od wielu miesięcy z branżą. Oczywiście każdy projekt może być modyfikowany, ale jeżeli zmiany są tak daleko idące jak te wprowadzone po 2 września, również powinny zostać poddane konsultacjom społecznym” – ocenia Krzysztof Szadurski.

Podobnie przebieg prac opisuje Łukasz Mikosz, prezes ESPT. Jak relacjonuje, podczas wcześniejszych spotkań z Ministerstwem Sportu i Turystyki, omawiano konkretne rozwiązania i w części kwestii osiągano porozumienie. Problem pojawił się później, gdy kolejne wersje projektu zaczęły odbiegać od ustaleń wypracowanych z przedstawicielami rynku.

„Na etapie konsultacji prowadziliśmy z ministerstwem merytoryczne rozmowy o kształcie projektowanych przepisów i w wielu kwestiach udawało się zbliżyć stanowiska. Tym większe było nasze zaskoczenie, gdy na kolejnych etapach procesu legislacyjnego okazało się, że części rozwiązań, o których wcześniej rozmawialiśmy, w projekcie już nie ma. Z perspektywy branży istotne jest, aby konsultacje miały realne przełożenie na dalsze prace nad przepisami i żeby wypracowane w ich toku rozwiązania nie ginęły na kolejnych etapach procesu legislacyjnego” – mówi Łukasz Mikosz.

Wspólnoty mieszkaniowe z nowymi uprawnieniami

Jednym z najbardziej spornych propozycji projektu jest rozszerzenie uprawnień wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które miałyby zyskać możliwość odmowy zgody na prowadzenie najmu krótkoterminowego w zarządzanych przez nie budynkach. Proponowane rozwiązania budzą jednak pytania o zakres tych uprawnień i okoliczności, w których mogłyby być wykorzystywane.

IGHP wskazuje w tym kontekście na konieczność rozróżnienia dwóch sytuacji. Pierwsza dotyczy lokali, w których najem krótkoterminowy rzeczywiście powoduje uciążliwości dla mieszkańców, takie jak powtarzające się zakłócenia porządku, naruszenia zasad bezpieczeństwa czy konflikty sąsiedzkie. W takich przypadkach Izba uznaje za uzasadnione przeprowadzenie kontroli i podjęcie odpowiednich działań wobec właściciela. Znacznie więcej zastrzeżeń budzi natomiast rozwiązanie pozwalające wspólnocie z góry zakazać prowadzenia najmu krótkoterminowego w całym budynku, niezależnie od tego, czy działalność konkretnego właściciela wcześniej powodowała jakiekolwiek problemy.

„Nie kwestionujemy prawa wspólnoty do reagowania wtedy, gdy lokal rzeczywiście jest uciążliwy, dochodzi do zakłóceń porządku albo powtarzających się naruszeń. Możliwość wystąpienia o kontrolę czy podjęcia działań wobec takiego lokalu jest uzasadniona. Czym innym jest jednak przyznanie wspólnocie prawa do wprowadzenia zakazu z góry, zanim pojawią się jakiekolwiek nieprawidłowości. Naszym zdaniem jest to bardzo daleko idąca ingerencja w prawo własności i może budzić wątpliwości natury konstytucyjnej” – tłumaczy Krzysztof Szadurski.

Zgłoszenia mieszkańców wymagają weryfikacji

Projekt przewiduje, że kontrola obiektu będzie mogła zostać wszczęta na podstawie zgłoszenia osoby mieszkającej w tej samej lub sąsiedniej nieruchomości, a także wspólnoty mieszkaniowej lub organów spółdzielni. Jeżeli przedsiębiorca odmówi poddania się kontroli, wójt, burmistrz albo prezydent miasta będzie mógł zawiesić wpis obiektu do ewidencji do czasu jej przeprowadzenia. Gdy kontrola wykaże, że lokal nie spełnia wymaganych warunków, możliwe będzie jego wykreślenie z ewidencji. Osobny tryb przewidziano dla przypadków powtarzających się naruszeń związanych z bezpieczeństwem lub porządkiem publicznym. Jeżeli takie uchybienia zostaną potwierdzone przez właściwe organy lub służby, obiekt będzie mógł zostać wykreślony z ewidencji, a ponowny wpis będzie możliwy dopiero po upływie roku.

Sebastian Nasiłowski zwraca jednak uwagę, że skuteczność tego mechanizmu będzie zależała przede wszystkim od jakości weryfikacji zgłoszeń. Skargi mieszkańców mogą pomóc ujawniać rzeczywiste problemy, ale w części przypadków mogą też wynikać z napięć czy konfliktów sąsiedzkich. Dlatego samo zgłoszenie nie powinno przesądzać o dalszych konsekwencjach.

„Najem krótkoterminowy może być źródłem realnych uciążliwości dla mieszkańców i takie przypadki powinny być sprawdzane. Trzeba jednak pamiętać, że konflikt sąsiedzki może działać również w drugą stronę, dlatego samo zgłoszenie nie może automatycznie oznaczać, że przedsiębiorca naruszył przepisy. Potrzebna będzie rzetelna procedura weryfikacji, a także możliwość skutecznego zakwestionowania decyzji, jeżeli okaże się ona niezasadna” – wskazuje Sebastian Nasiłowski.

Projekt przewiduje również sankcje dla podmiotów, które pozostaną poza oficjalnym obiegiem. Za świadczenie usług hotelarskich bez wymaganego wpisu do ewidencji lub po jego zawieszeniu grozić ma administracyjna kara pieniężna do 50 tys. zł. Taka sama maksymalna sankcja została przewidziana za naruszenie obowiązków związanych z numerem ID.

Sama wysokość kary nie przesądza jednak o skuteczności systemu. Żeby sankcja mogła zostać nałożona, naruszenie musi najpierw zostać wykryte i udokumentowane. W przypadku obiektów działających legalnie administracja będzie dysponowała ich danymi w ewidencji i centralnym wykazie. Trudniejsza pozostaje sytuacja podmiotów, które w ogóle nie zgłoszą działalności albo przeniosą sprzedaż poza główne platformy.

System powinien być prosty i czytelny

Projekt rozdziela poszczególne etapy postępowania pomiędzy dwa szczeble samorządu. Gmina ma prowadzić ewidencję, pozostawać najbliżej konkretnego obiektu i inicjować działania, natomiast w określonych przypadkach decyzję o nałożeniu kary wyda marszałek województwa – na wniosek wójta, burmistrza albo prezydenta miasta. Od tej decyzji będzie można z kolei odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

Jedna sprawa ma więc przechodzić przez kilka instytucji. Sebastian Nasiłowski zwraca uwagę, że przy takim modelu szczególnego znaczenia nabiera precyzyjne rozdzielenie kompetencji i czytelność całej procedury.

„Każdy system powinien być możliwie prosty, spójny i przejrzysty. Przedsiębiorca musi wiedzieć, kto może go kontrolować, jakie ma obowiązki i jakie konsekwencje grożą za ich niewykonanie. Ma to szczególne znaczenie w przypadku mikroprzedsiębiorców posiadających jedno czy dwa mieszkania. Jeżeli do samej rejestracji dochodzą kolejne obowiązki dokumentacyjne, księgowe oraz konieczność kontaktu z kilkoma szczeblami administracji, cały system staje się coraz bardziej skomplikowany. Dlatego procedury powinny być możliwie jasne, a kompetencje poszczególnych organów wyraźnie rozdzielone” – podkreśla Sebastian Nasiłowski.

Jeszcze dalej idą zastrzeżenia Łukasza Mikosza z ESPT. W jego ocenie problemem może być przede wszystkim rozdzielenie odpowiedzialności za zebranie materiału i wydanie decyzji:

Gmina będzie prowadzić sprawę i gromadzić dokumentację, natomiast decyzję o nałożeniu kary ma wydawać urząd marszałkowski. Jeżeli pojawi się odwołanie, to właśnie marszałek będzie musiał bronić decyzji wydanej na podstawie materiału przygotowanego przez inny urząd. A jeżeli w tej dokumentacji czegoś zabraknie, trzeba będzie wracać do gminy po jej uzupełnienie. To niepotrzebnie rozdziela jedno postępowanie pomiędzy dwa szczeble samorządu i dokłada kolejny etap do całej procedury” – ocenia Łukasz Mikosz.

Taki podział kompetencji prowadzi więc do kolejnego pytania: czy samorządy dysponują wystarczającymi kadrami i środkami, aby sprawnie realizować nowe obowiązki?

40 złotych za wpis, obowiązki na lata

Jednorazowa opłata za wpis do ewidencji ma wynosić 40 zł. Na tym jednak udział gminy w obsłudze systemu się nie kończy. Po zarejestrowaniu obiektu samorząd będzie musiał aktualizować dane, przyjmować zgłoszenia, prowadzić czynności kontrolne i przygotowywać dokumentację w sprawach dotyczących naruszeń. Przy większej liczbie lokali oznacza to stałe zaangażowanie pracowników, a nie jednorazową czynność administracyjną.

„Jeżeli gmina ma tysiąc takich lokali, to przy opłacie 40 zł otrzyma 40 tys. zł za ich rejestrację. Tyle że później przez kolejne lata będzie musiała prowadzić ewidencję, aktualizować dane, obsługiwać zgłoszenia i przygotowywać postępowania. To są konkretne roboczogodziny pracowników, a jednorazowa opłata nie rozwiązuje problemu finansowania tych obowiązków – zwraca uwagę Łukasz Mikosz.

Wątpliwości dotyczą również urzędów marszałkowskich, które mają uczestniczyć w dalszym etapie postępowań. Łukasz Mikosz wskazuje, że już dziś prowadzą one liczne sprawy administracyjne związane z działalnością turystyczną, a dołożenie kolejnej kategorii obowiązków bez dodatkowych zasobów może przełożyć się na dłuższy czas ich rozpatrywania. Ten aspekt wymaga jednak potwierdzenia bezpośrednio w samych urzędach marszałkowskich.

Na ten sam problem zwraca także uwagę Krzysztof Szadurski. Jego zdaniem technologia może ułatwić wyszukiwanie ofert funkcjonujących poza największymi platformami, ale samo wykrycie ogłoszenia nie kończy sprawy. Informację trzeba jeszcze zweryfikować, ustalić podmiot odpowiedzialny i przeprowadzić dalsze czynności.

„Można stworzyć system, nałożyć obowiązki i przewidzieć wysokie kary, ale ktoś musi później te przepisy egzekwować. Dzisiejsze narzędzia pozwalają wyszukiwać w internecie także oferty publikowane w mediach społecznościowych, jednak samo znalezienie ogłoszenia nie wystarcza. Trzeba je zweryfikować, przeprowadzić kontrolę i poprowadzić sprawę do końca. Do tego potrzebni są ludzie, odpowiednie narzędzia i środki” – podkreśla Krzysztof Szadurski.

Drobni właściciele mogą odczuć zmiany najmocniej

Nowe obowiązki nie będą rozkładały się równomiernie na wszystkich przedsiębiorców. Dużym operatorom, którzy zarządzają wieloma lokalami i dysponują własnym zapleczem administracyjnym, łatwiej będzie dostosować procedury do nowych wymagań. Znacznie bardziej odczują je właściciele jednego lub dwóch mieszkań, dla których każdy dodatkowy dokument czy wymóg techniczny obciąża bezpośrednio rentowność konkretnej nieruchomości.

„Te przepisy nie dotkną w takim samym stopniu dużych operatorów, którzy mają całe budynki przygotowane pod działalność noclegową. Najbardziej odczują je indywidualni właściciele mieszkań. Dużemu graczowi jest znacznie łatwiej dostosować się do nowych wymagań niż komuś, kto ma jedno mieszkanie w bloku i traktuje je jako dodatkowe źródło dochodu albo zabezpieczenie na przyszłość” – mówi Paulina Benda prezes zarządu firmy Superapart, zajmującej się najmem krótkoterminowym.

Jeżeli prowadzenie takiej działalności stanie się bardziej kosztowne lub organizacyjnie trudniejsze, część właścicieli może zacząć rozważać zmianę modelu i przejście na najem długoterminowy. Nie jest to jednak prosta alternatywa. Długoterminowy najem podlega innym regulacjom, w tym przepisom chroniącym lokatorów, które w określonych sytuacjach ograniczają swobodę rozwiązania umowy i odzyskania mieszkania.

„Część właścicieli pewnie będzie rozważała przejście na najem długoterminowy, ale trzeba pamiętać, że on również wiąże się z ryzykiem. Przepisy dotyczące ochrony praw lokatorów bardzo mocno ograniczają właściciela w zakresie rozwiązania umowy czy odzyskania mieszkania. Dlatego nie jest tak, że ktoś po prostu zrezygnuje z najmu krótkoterminowego i bez żadnych konsekwencji przejdzie na długi termin” – dodaje Paulina Benda.

Dodatkową niewiadomą pozostają koszty dostosowania lokali do nowych wymagań. Paulina Benda zaznacza, że na obecnym etapie nie wszystkie obowiązki są jeszcze na tyle precyzyjne, aby właściciel pojedynczego mieszkania mógł rzetelnie oszacować skalę przyszłych wydatków.

„Dzisiaj nie jesteśmy w stanie rzetelnie oszacować, ile będzie kosztowało dostosowanie pojedynczego mieszkania, bo nie znamy jeszcze wszystkich szczegółowych wymagań. Wiemy, że pojawiają się kwestie związane chociażby z bezpieczeństwem przeciwpożarowym, ale bez przepisów wykonawczych nie wiadomo, jakie konkretnie obowiązki będą musieli spełnić właściciele. Tak naprawdę nie wiemy jeszcze, do czego trzeba będzie się dostosować” – podsumowała Paulina Benda.

Regulacja nie powinna ograniczać wyboru klienta

Planowane zmiany obejmą znacznie szerszą grupę podmiotów niż tylko właścicieli mieszkań oferowanych na platformach rezerwacyjnych. Ich skutki odczują również przedsiębiorcy turystyczni – w tym touroperatorzy, którzy mają w swojej ofercie pobyty w domach, apartamentach i prywatnych obiektach noclegowych. Nowe wymagania mogą zatem wpłynąć nie tylko na działalność wynajmujących, a także na dostępność i różnorodność oferty turystycznej. Zwraca na to uwagę Maciej Nykiel, prezes biura podróży Nekera, oferującego m.in. pobyty w domach, mieszkaniach i apartamentach.

„Jako przedsiębiorca od siedmiu lat oferujący polskie produkty turystyczne, w tym domy, mieszkania, apartamenty i prywatne obiekty nieskategoryzowane, jestem za tym, żeby rynek był możliwie szeroki, dostępny i otwarty. Im większa dostępność oferty, tym lepiej odpowiada ona na realny popyt, który już dziś rośnie i będzie się zwiększał” – mówi Maciej Nykiel.

Jak podkreśla, prywatne mieszkania i apartamenty nie są wyłącznie tańszą alternatywą dla hotelu. Dla części podróżnych stanowią odrębny produkt, wybierany ze względu na większą niezależność, bardziej kameralny charakter pobytu czy warunki zbliżone do domowych. Z takich lokali korzystają również osoby przyjeżdżające na rehabilitację, czasowe kontrakty, szkolenia czy do pracy. Przy dłuższym pobycie mieszkanie z kuchnią, możliwością prania i większą przestrzenią może lepiej odpowiadać ich potrzebom niż standardowy pokój hotelowy.

„Z roku na rok rośnie zarówno liczba mieszkań oferowanych na wynajem, jak i liczba osób zainteresowanych takim noclegiem. Dotyczy to również turystów zagranicznych. Nie każdy Hiszpan czy Włoch chce zatrzymać się w hotelu. Część podróżnych wybiera prywatne mieszkania czy kwatery, bo taki bardziej kameralny charakter pobytu odpowiada ich preferencjom” – podkreśla Nykiel.

Operator ma odpowiadać za lokal. A kto odpowie za gościa?

W dyskusji o nowych obowiązkach właścicieli mieszkań znacznie mniej miejsca poświęca się odpowiedzialności samych gości. Tymczasem możliwość skutecznej reakcji na zakłócenia porządku czy szkody zależy nie tylko od procedur po stronie operatora, ale również od tego, czy da się jednoznacznie ustalić, kto faktycznie korzystał z lokalu.

Duże firmy zajmujące się najmem krótkoterminowym stosują karty meldunkowe i zbierają od klientów dane. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy gość odmawia przekazania części informacji albo podaje takie, których operator nie jest w stanie skutecznie zweryfikować. W takiej sytuacji możliwość późniejszego przypisania odpowiedzialności konkretnej osobie staje się ograniczona.

„Z punktu widzenia operatorów i właścicieli bardzo ważne jest, żebyśmy mieli narzędzia pozwalające identyfikować gości i w razie potrzeby zwrócić się o wsparcie do odpowiednich służb. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale kiedy już dochodzi do poważnego naruszenia zasad, operator powinien wiedzieć, kto rzeczywiście przebywał w lokalu i mieć możliwość skutecznego działania. Dziś nie zawsze mamy wystarczające instrumenty, żeby takie dane zweryfikować” – mówi Paulina Benda.

Na podobny problem zwraca uwagę Krzysztof Szadurski. IGHP odwołuje się przy tym do rozwiązań funkcjonujących w innych krajach, m.in. do chorwackiego systemu eVisitor, w którym pobyt gościa rejestruje państwowa baza.

„Od dawna postulujemy rozwiązanie, które pozwalałoby rzeczywiście identyfikować osoby korzystające z noclegu. Dobrym przykładem jest chorwacki system eVisitor, gdzie pobyt gościa jest rejestrowany w państwowym systemie. Jeżeli chcemy skutecznie reagować na naruszenia porządku czy bezpieczeństwa, musimy wiedzieć, kto faktycznie przebywał w lokalu. Sama informacja o tym, kto zapłacił za rezerwację, nie przesądza przecież, kto później korzystał z mieszkania i odpowiada za konkretne zachowanie” – tłumaczy Krzysztof Szadurski.

Część rynku może zejść jeszcze głębiej do szarej strefy

Jednym z podstawowych celów nowych regulacji jest ograniczenie działalności prowadzonej poza oficjalnym systemem czyli tzw. szarej strefy. Obowiązkowa rejestracja i numer ID mają przede wszystkim zwiększyć przejrzystość sprzedaży prowadzonej przez największe platformy.

Nie oznacza to jednak, że podmioty, które nie będą chciały wejść do systemu, znikną z rynku. Część ofert prawdopodobnie przeniesie się do kanałów trudniejszych do monitorowania: mediów społecznościowych, zamkniętych grup, drobnych ogłoszeń czy sprzedaży bezpośredniej.

„Jeżeli ktoś będzie chciał działać poza systemem, po prostu nie wystawi mieszkania na dużej platformie, na której trzeba będzie podać numer rejestracyjny. Przeniesie ofertę do mediów społecznościowych, grup internetowych albo do sprzedaży bezpośredniej. Dokładnie taki mechanizm obserwujemy już w przypadku szarej strefy w działalności organizatorów turystyki: znaczna część nielegalnych ofert przeniosła się do mediów społecznościowych, gdzie pozostaje zdecydowanie trudniejsza do wykrycia i kontroli. Przy najmie krótkoterminowym może wystąpić dokładnie to samo zjawisko. Sam obowiązek podania numeru rejestracyjnego na dużych platformach nie spowoduje, że działalność poza systemem zniknie” – wskazuje Łukasz Mikosz.

„Każda nowa regulacja może na początku podzielić rynek. Część przedsiębiorców dostosuje działalność do nowych wymagań, natomiast część będzie próbowała jeszcze bardziej przesunąć się do szarej strefy. Możemy więc zobaczyć więcej ofert pojawiających się poza głównymi platformami – na grupach internetowych, w drobnych ogłoszeniach czy w sprzedaży opartej na poleceniach” – podsumował Sebastian Nasiłowski.