Zmiana ministerialnej filozofii – czas dopuścić branżę do głosu

Od prawej: minister Andrzej Gut-Mostowy, Adam Gąsior, Marzena Markowska/fot. Jakub Stępnik

Wprowadzenie opłaty turystycznej, która zasili kasę gmin, rok na zmianę kreowania i promowania turystyki Polski, ulgi dla touroperatorów w drugim filarze zabezpieczeń finansowych – to niektóre z zadań rządu dla turystyki. Z Andrzejem Gutem-Mostowym, wiceministrem odpowiedzialnym za turystykę w Ministerstwie Rozwoju rozmawiają Adam Gąsior i Marzena Markowska.

Adam Gąsior: Dlaczego chciał Pan być wiceministrem? Przecież zrobił Pan swoje w turystyce, zrealizował się społecznie w Małopolsce. Skąd pomysł, żeby pójść w „urzędniki”?

Andrzej Gut-Mostowy: Nie traktuję stanowiska wiceministra ds. turystyki jako kwestii urzędniczej, lecz jako możliwość zrealizowania wielu spraw ważnych dla rozwoju turystyki. Jestem monotematyczny i mogę o turystyce rozmawiać dzień i noc, jestem z nią związany przez całe życie, nie tylko jako człowiek, który prowadzi biznes turystyczny. Akurat udało się tak poustawiać moje przedsiębiorstwa, że już od kilkunastu lat nie wymagają one mojego bezpośredniego zaangażowania operacyjnego. Od dawna zajmuję się działalnością publiczną – jako radny, poseł – i jest ona dominująca.

Zapewne jestem skażony turystycznym spojrzeniem na świat w związku z tym, że ukończyłem technikum hotelarskie. Wtedy w latach 70. to były inne czasy, szkoły turystyczne były prestiżowe. W Zakopanem były trzy takie szkoły średnie – one były elitarne, dostanie się do nich nobilitowało, ale też uczyło innego spojrzenia na świat, budowało chęć poznawania innych kultur i punktów widzenia. Dowiedziałem się wtedy, jak ważne są podróże dla rozwoju człowieka.

Uczestniczyliśmy też w tzw. turystyce krajoznawczej, w naszej szkole funkcjonował zespół, który brał udział we wszystkich rajdach turystycznych. Było nas pięciu chłopaków, przez cztery lata wędrowaliśmy po Polsce. Gdy dostałem się na Akademię Ekonomiczną w Krakowie, wiedziałem, że jest to uzupełnienie mojego profilu zawodowego i siłą rzeczy poznałem wtedy gospodarczy aspekt turystyki.

W 2003 – 2004 roku, gdy powoływaliśmy Małopolską Regionalną Organizację Turystyczną, odbyliśmy kilkanaście rozmów z przedstawicielami branży, samorządu – wszyscy pytali, po co powstaje kolejna organizacja? Ale to nie była rzecz przez nikogo narzucona, w Małopolsce czuliśmy potrzebę, aby działać wspólnie, a dzięki temu lepiej wyczuwać potrzeby konsumentów, prowadzić badania.

Podobne motywacje towarzyszyły mi, gdy byłem przewodniczącym sejmowej podkomisji ds. turystyki – nota bene wcześniej taka nie istniała. Zależało mi na tym, żeby ona powstała, żeby rozmowa o turystyce odbywała się na szczeblu krajowym, z udziałem przedstawicieli organizacji branżowych.

Zawsze największym błędem było dla mnie podejście zgodnie z którym turystyką nie trzeba się specjalnie zajmować, bo sama jakoś będzie się rozwijała. A ja uważałem, że turystyką trzeba się zajmować. Chciałem, żeby znane były dane na temat tego, ile ona wnosi do rozwoju gospodarki.

Dlatego gdy teraz przed wyborami do parlamentu zapytano mnie o to, czy mogę zająć się turystyką, odpowiedziałem, że ja i tak się nią całe życie zajmowałem, ona mi leży na sercu. Nie muszę tego robić, ale skoro jest parę problemów, które mogę pomóc rozwiązać, to jestem do dyspozycji.

AG: Jakie najważniejsze zadania postawiła przed panem minister Emilewicz?
AGM: Wydaje się, że najpilniejszy jest temat opłaty turystycznej. Jest to sprawa kontrowersyjna, podnoszona przez wiele samorządów, zrzeszeń gmin i organizacji. Dlatego uważam, że w tej kwestii pilne jest przeprowadzenie szerokich konsultacji i wypracowanie modelu pobierania opłaty i jej dystrybucji.

Z pierwszych analiz wynika, że jest wstępny konsensus w środowisku, iż opłatę należy wprowadzić. Chodziłoby o opłatę funkcjonującą niezależnie od opłaty uzdrowiskowej. Uzgodniliśmy, że ta ostatnia powinna dalej funkcjonować. Co do opłaty turystycznej – damy samorządom możliwość jej pobierania. To, w jakim kształcie, jest jeszcze do ustalenia. Najpóźniej w ciągu dwóch miesięcy powinniśmy mieć to opracowane.

AG: Czyli podtrzyma Pan to, co zaznaczono w Białej Księdze, że opłata będzie dobrowolna?

AGM: Tak, będzie to dla samorządu opcja, a nie obowiązek. Musimy pamiętać, że jest wiele gmin w Polsce, w których turystyki nie ma i z różnych względów jej szeroki rozwój nie jest możliwy. Sądzę, że wprowadzenie obowiązkowej opłaty w takich miejscach byłoby błędem.

AG: Jak zatem będzie zorganizowane pobieranie tej opłaty i w jaki sposób będzie ona dystrybuowana? Skoro w różnych gminach będzie ona pobierana w różnej wysokości, to jak będzie działał algorytm dystrybucji i jaka część trafi do budżetu centralnego?

AGM: Na tę chwilę na pewno mamy zgodę co do samej intencji, że powinniśmy opłatę turystyczną wprowadzić i mamy przekonanie, że pieniądze z niej, w zasadniczej części, powinny zostać w gminie, która ją uchwaliła. Poza tym sporo będzie zależało od miejsca – w miejscowościach, gdzie mamy do czynienia z „overtourismem” – na przykład w Krakowie – podejrzewam, że będzie ona przez samorządowców przeznaczana na niwelowanie negatywnych skutków turystyki.

W niektórych miejscach nadmierny napływ turystów stanowi duży problem dla tkanki społecznej czy środowiskowo-przyrodniczej. Samorząd może wtedy przeznaczyć te pieniądze na przykład na naprawienie szlaku czy zapewnienie większej liczby koszy na śmieci. A inaczej opłata będzie wykorzystywana w miejscach, w których rozwój turystyki ma potencjał, ale potrzebuje promocji, stworzenia punktu informacji turystycznej etc.

AG: Czy nie obawia się Pan, że to będzie rodziło niebezpieczeństwo, iż te środki będą pod przykrywką turystyki wykorzystywane na inne sprawy? Na przykład przed wyborami, gdy lokalni włodarze będą chcieli przypodobać się mieszkańcom, mogą pod pretekstem rozwoju turystyki wydatkować te środki na cele służące ich interesom?

AGM: Ma Pan rację, istnieje takie ryzyko, ale takie problemy „wyjdą” podczas konsultacji z samorządami. To gminy będą wykorzystywały te pieniądze, więc najbardziej logiczne będzie wysłuchanie, na co chcą je one przeznaczyć. Jeśli się okaże, że chcą sztywnego zapisu, aby pieniądze szły wyłącznie na promocję, to zrobimy taką ustawę. Ale trzeba pamiętać, że turystyka, to nie tylko promocja – najpierw trzeba mieć co promować. Myślę, że pewna dowolność w wykorzystaniu tych pieniędzy może pobudzić aktywność.

Będę zwolennikiem rozwiązania, zgodnie z którym duża część tego finansowania będzie trafiała do gminy. Ale ważne jest też to, by trochę z tej puli dostały powiaty, które mają bardzo ograniczone budżety promocyjne.

Teraz promowanie turystyki odbywa się w ramach pewnego obszaru – to na jego atrakcyjność patrzą turyści. Bardziej skuteczne będzie więc wykorzystanie efektu synergii, skumulowanej atrakcyjności kilku miejsc, obiektów. Taka strategia będzie też przyjęta w działaniach w centrali.

Andrzej Gut Mostowy
Andrzej Gut-Mostowy / fot. Jakub Stępnik

Marzena Markowska: Zaczęliśmy rozmowę od opłaty turystycznej, a w wielu rozmowach z ekspertami i działaczami z organizacji turystycznych podkreśla się, że należałoby zacząć raczej od zaplanowania całościowej strategii rozwoju dla turystyki w Polsce. A opłata turystyczna miałaby być jednym z elementów systemu, narzędziem służącym osiągnięciu założonych celów… Czy nie obawia się Pan, że gdy zacznie się od wprowadzania samej opłaty, to gdzieś umknie ten szerszy obraz?

AGM: Ma Pani rację. Drugi temat, o którym trzeba porozmawiać, to nie tylko promocja turystyki, ale jej organizacja, bo żeby coś promować, trzeba najpierw coś stworzyć. Dlatego planujemy konsultacje w kilku strategicznych regionach Polski, z ROT-ami, które powinny skupić wokół siebie środowisko.

Chcemy to przeprowadzić w ciągu najbliższych sześciu tygodni. Ja też mam poczucie, że opłata turystyczna mogłaby się wpisać w pewną modyfikację tego systemu kreowania produktów turystycznych w Polsce i ich promocji. Jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli polski konsument otrzyma atrakcyjną ofertę krajową, to się na nią zdecyduje. I taką tendencję widzimy też w Europie.

W 2014 uczestniczyłem w kongresie w Neapolu i już wtedy na trzech ważnych turystycznych rynkach: we Francji, Włoszech i w Hiszpanii, widać było, że następuje pewne przesycenie wyjazdami zagranicznymi, a turyści zaczynają doceniać wyjazdy krajowe, jako szybsze, bardziej komfortowe i bezpieczne.

Nadal jest to wyjazd z miejsca zamieszkania, ale niekoniecznie trzeba podróżować po całym świecie. Wiąże się to z pewnym rozwojem gospodarczo-społecznym, na pewnym jego etapie następuje nasycenie wyjazdami zagranicznymi. Gdy spojrzymy na to, jak rozwija się turystyka krajowa, to można przypuszczać, że mamy do czynienia z początkiem tego zjawiska w Polsce.

AG: Wróćmy do tych zadań postawionych przez Panią minister Emilewicz. Najpierw – pochylenie się nad opłatą turystyczną, po drugie – nad systemem promocji. A co miałoby się stać, żeby za dwa lata uznał Pan, że jakieś cele zostały już zrealizowane?

Turystyka to przede wszystkim biznes prywatny. Państwo pełni rolę regulatora, ma pomagać tam, gdzie liczą się działania łączne, na przykład w promocji – bo tej nie zorganizuje jedna atrakcja turystyczna. Gdyby się okazało, że uda się skutecznie, w porozumieniu ze wszystkimi zainteresowanymi, wprowadzić opłatę turystyczną i zmienić system kreowania oraz promowania turystyki w Polsce, to będę zadowolony.

AG: Czy ma Pan przygotowany harmonogram pracy nad ustawami o hotelarstwie i usługach pilockich i przewodnickich oraz nad ustawą o promocji, która miałaby zastąpić ustawę o POT?

AGM: Nie chciałbym nazywać ustawy o POT ustawą o promocji. Nie bez powodu Polska Organizacja Turystyczna nazywa się właśnie tak, a nie na przykład Polska Agencja Informacyjna czy Polska Agencja Reklamy Turystycznej. Zapominamy, że ona powinna zajmować się wszystkimi sprawami związanymi z turystyką, także z jej organizacją. Pamiętam tworzenie tej ustawy i towarzyszące jej przesłanki. Wzorowaliśmy się na najlepszych wzorcach, między innymi francuskim, hiszpańskim i włoskim.

Tam turystyka jest bardzo ważną dziedziną gospodarki, a w systemie chodziło o to, żeby urzędnicy z departamentów, województw, wykorzystywali w bieżącej pracy wiedzę ekspertów, przedsiębiorców, czy naukowców. I taka była intencja stworzenia POT i ROT-ów, do których należą przedsiębiorcy, naukowcy, organizacje społeczne.

Wszyscy, którzy mają związek z turystyką, nie tylko urzędnicy, powinni mieć udział w podejmowaniu decyzji. Tak zresztą miała być skonstruowana Rada POT, z równym, trójdzielnym udziałem urzędników, samorządowców, przedstawicieli branży.

Uważam skądinąd, że należy znowelizować ustawę o POT, bo ma ona już 20 lat. W międzyczasie świat się zmienił, pojawiło się mnóstwo nowych czynników i okoliczności. Nie sądzę, aby należało wywracać cały system „do góry nogami”, bo sama zasada jest słuszna: angażujemy do wspólnej pracy wszystkich, którzy mają wpływ na turystykę. Natomiast wiele rzeczy wymaga poprawy.

Na podstawie wieloletniego doświadczenia na Podhalu i w Małopolsce uważam, że zasadne byłoby powołanie jeszcze jednego szczebla organizacji turystycznych – czegoś między ROT a LOT. Lokalne organizacje funkcjonują czasami jako większy obszar, kilka gmin, a czasami tylko przy jednej atrakcji turystycznej czy przyrodniczej, w promieniu kilkuset metrów.

Uważam, że nazwa LOT jest często nieprecyzyjnie rozumiana i przydałoby się stworzenie – nazwijmy to roboczo – subregionalnych organizacji turystycznych. One miałyby inny statut, inne możliwości promocyjne, byłyby na tyle silne, żeby promować się samodzielnie za granicą, wystawiać na targach, tworzyć wydawnictwa. Chodzi przede wszystkim o oderwanie od podziałów administracyjnych, które często nie pokrywają się z tym, jak funkcjonuje branża turystyczna.

MM: Czy są jakieś wzorce, gdzie to w ten sposób funkcjonuje?

AGM: Na przykład w Alpach, gdy jest potrzeba promowania konkretnego obszaru, tworzone są organizacje nieuwzględniające podziałów administracyjnych, tylko np. obszar jednej doliny.

MM: Ale z tego co wiem, już obecnie LOT-y mogą powstawać jako organizacje łączące w sobie kilka jednostek administracyjnych…

AGM: Mogą, ale tego nie robią. Np. na Podhalu funkcjonuje ich kilkanaście i mają one charakter punktowy – są bodaj dwie w Zakopanem, jest jedna w Czarnym Dunajcu, w Pieninach. Gdyby teraz powstała jedna na całe Podhale, to pozostałe musiałyby do niej przystąpić? Widziałbym tu pewną niespójność systemu.

Andrzej Gut-Mostowy
Andrzej Gut-Mostowy / fot. Jakub Stępnik

AG: A kto miałby powoływać te organizacje „sub-regionalne”? Bo w „Białej Księdze” znalazła się propozycja, aby to było inicjowane odgórnie – przez rząd, przez ROT-y – aby uniknąć dublowania się LOT-ów na danym terenie. Założono też dość dużą zależność, wręcz hierarchiczność tego systemu – sprawowanie kontroli przez ROT-y nad LOT-ami, uzależnienie również finansowe.

AGM: Nie chciałbym się odnosić do wszystkich tez zawartych w Białej Księdze. Poruszone w niej tematy są istotne, ale sposób ich rozwiązania wymaga jeszcze namysłu. Widać, że jest pewna systemowa wada – LOT może być silną, dużą organizacją, która funkcjonuje w mieście lub na dużym obszarze, a zarazem – małą lokalną strukturą, która promuje jeden obiekt. Coś tu chyba nie gra, skoro jest taka nierówność między tymi podmiotami. Ja widzę potrzebę, aby to uporządkować – może, skoro będziemy zastanawiać się nad systemem i podziałem środków, należałoby dodać jeszcze jeden szczebel w tej drabince.

LOT-y są w tym systemie fakultatywne, ich rola jest nieprecyzyjnie sformułowana. Nie są jakimś ważnym, systemowym elementem i mają bardzo różny obraz. Nawet gdyby przypisało im się jakieś środki finansowe, na przykład z opłaty turystycznej, to przecież byłaby konieczność kontroli sposobu ich wydatkowania. A przecież czasami te organizacje to pięć osób, które się promują i ciężko byłoby poddać je rygorom takiego wydatkowania.

Widzę pewien mankament umocowania i funkcjonowania LOT-ów, ale ponieważ te organizacje już działają, to ciężko byłoby przymuszać je do rozwiązania działalności, by tworzyć nowe struktury. Jest to na pewno pewien problem.

MM: Czyli, jeśli dobrze rozumiem, nie przewiduje Pan, aby LOT-y otrzymywały pieniądze z opłaty turystycznej?

AGM: Na razie nie chciałbym wypowiadać się na temat szczegółów dystrybucji tych pieniędzy. Osobiście uważam, że LOT-y nie powinny być dofinansowywane bezpośrednio ze środków z opłaty turystycznej, widzę tutaj za dużo barier merytorycznych i formalnych. Natomiast samorządy będą mogły przeznaczyć część środków z opłaty turystycznej dla LOT.

AG: A Polska Organizacja Turystyczna po nowelizacji ustawy – jaką miałaby mieć formę prawną i co ze składem Rady POT?

To oczywiście wyjdzie z konsultacji. Obecnie w skład Rady POT wchodzą przedstawiciele administracji rządowej, samorządu terytorialnego i organizacji branżowych, reprezentowane w jednej trzeciej. Osobiście miałbym sugestię, aby udział przedstawicieli urzędów został zmniejszony, ponieważ administracja i tak jest zobligowana do pracowania na rzecz turystyki. Zaprosiłbym natomiast większą reprezentację przedsiębiorców.

Jest jeszcze jedna sprawa, którą już uzgodniłem z panią minister Emilewicz. Obecnie funkcjonuje Społeczna Rada Turystyki przy ministrze. Uważam, że to ciało powinno mieć charakter bardziej ekspercki i akademicki, a nie społeczny. Wszystkie osoby, które chcą zajmować się społecznie turystyką, powinny być kierowane raczej do Rady POT. Tam serdecznie je zapraszamy. Natomiast przy ministrze powinno raczej funkcjonować ciało składające się z osób, które zajmują się naukowo turystyką, prowadzą badania ruchu turystycznego. Powinno to być uzupełnienie Rady POT – gdyby potrzebne były analizy i pogłębiona wiedza, to do dyspozycji będziemy mieli Radę Konsultacyjną.

AG: Czyli w tej radzie działającej przy ministrze nie będzie praktyków, osób z branży?

Na tę chwilę miejsce praktyków widziałbym w Radzie POT. Ale jestem po rozmowie np. z przedstawicielem Itaki i uważam, że najwięksi inwestorzy w tej branży powinni mieć osobisty kontakt z ministrem, na zasadzie gorącej linii. To są często ludzie, którzy nie mają czasu, by uczestniczyć w planowanych posiedzeniach, radach. A ich wiedza jest bezcenna, należy z niej korzystać w ramach bezpośrednich konsultacji.

Andrzej Gut-Mostowy
Andrzej Gut-Mostowy / fot. Jakub Stępnik

AG: Wróćmy na chwilę do planowanych prac legislacyjnych i ich harmonogramu. Jak Pan przewiduje, kiedy zostanie uchwalona Ustawa o usługach hotelarskich?

Wszystkie prace konsultacyjne chcielibyśmy zakończyć do połowy roku, lecz nie jest to jeszcze etap rządowego procesu legislacyjnego. Na razie chcemy się spotkać z przedstawicielami samorządów gospodarczych, środowiska naukowego, organizacjami i przedstawić koncepcję do omówienia. Trudno jest napisać ustawę, siedząc tutaj w gabinecie – w tym celu musimy jak najwięcej rozmawiać.

AG: W temacie promocji – czy mamy odpowiednie środki na nią, czy uda się znaleźć ich więcej?

Sądzę, że powinniśmy znaleźć dodatkowe pieniądze na promocję. Może nie będą one dużo większe, ale myślę, że dodatkowych kilka milionów złotych się znajdzie. Oczywiście wspólnie będziemy decydować, na jakie rynki je przeznaczymy i w jaki sposób.

Chciałbym też przeanalizować dotychczas prowadzone akcje promocyjne tak, aby w gronie ekspertów zastanowić się, które okazały się sukcesem i na jakie narzędzia należy postawić. Jestem dużym zwolennikiem promocji w internecie – charakteryzuje ją skuteczność, przy relatywnie małych kosztach.

AG: A akcja „Weekend za pół ceny”, czy nie uważa Pan, że należałoby ją podzielić na różne terminy w różnych województwach, bo nie wszędzie sezon wysoki i niski pokrywają się w czasie?

AGM: Miałem taką koncepcję, żeby spróbować zregionalizować tę akcję – czyli wspólnie z samorządami, w których turystyka funkcjonuje, wyznaczyć różne terminy. Dzięki temu moglibyśmy rozszerzyć działania, na przykład połączyć region północny i południowy i promować je jako hit na dany weekend.

Andrzej Gut-Mostowy
Andrzej Gut-Mostowy / fot. Jakub Stępnik

MM: Branża turystyczna wielokrotnie sygnalizowała temat przeciążenia touroperatorów kosztami zabezpieczeń finansowych…

AGM: Temat ten został podniesiony podczas konferencji na TT Warsaw – pojawiły się głosy sceptyczne wobec zmniejszania czy zawieszania składek na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. Większość przedstawicieli branży uważało, że można poluzować trochę rygor pierwszego filaru, czyli gwarancji ubezpieczeniowych.

Mamy to zaakceptowane przez panią minister – możemy zmodyfikować system zabezpieczeń dla klientów touroperatorów. Myślę, że dobrym kierunkiem działania jest to, że skoro mamy już pewną sumę na koncie funduszu, to należałoby ulżyć trochę przedsiębiorcom.

MM: Chodzi o zmniejszenie sum gwarancyjnych? Dowiemy się czegoś więcej?

Postaramy się zmodyfikować pierwszy filar tak, aby albo obniżyć składki, albo zmniejszyć rygor dla firm turystycznych. Musimy się spotkać z fachowcami od ubezpieczeń i przedyskutować możliwości, jak to zrobić. Być może pewna wydzielona kwota z drugiego filaru mogłaby funkcjonować jako suma gwarancyjna po to, żeby zmniejszyć obciążenia, które niesie ze sobą drugi filar.

MM: A co z systemem organizowania obsługi poszkodowanych klientów, o którym też wielokrotnie się mówiło? Obecnie nadal zaspokajaniem roszczeń, ewentualną repatriacją turystów, zajmują się urzędnicy, zaangażowani są w to ubezpieczyciele a także – w razie konieczności – TFG. A celem systemu jest to, żeby klienci prawie nie zauważali upadłości biur podróży…

AGM: Ta koncepcja pojawiała się już dawno i zawsze byłem zwolennikiem tego, by coś z tym zrobić. Sądzę, że warto przemyśleć, jak wprowadzić kolejne ułatwienia. Obecnie pewne możliwości mają już urzędy marszałkowskie, zresztą turyści zgłaszają się bezpośrednio do ubezpieczyciela.

AG: A propos ludzi turystyki – spotykamy się z konstatacją, że brakuje młodych kadr. Może należałoby pomóc w kształceniu młodych ludzi, bo obecnie mamy pewnego rodzaju kryzys w zakresie szkolenia nowych pokoleń pracowników turystyki.

AGM: Wszyscy znamy sprawę problemu kadr w turystyce, znam ją też osobiście. Widzę w hotelach wiele załóg, które są obcojęzyczne, istnieje bardzo niedobre zjawisko rotacji. Stabilność kadry przy obsłudze klienta w turystyce to połowa sukcesu – szczególnie jeśli na przykład klient gdzieś wraca i jest rozpoznawany. To jest niesamowity majątek, jeśli recepcjonistka czy kelner rozpoznają danego klienta.

Wiem, że obecnie w szkołach rolniczych powstają profile gastronomiczne i to jest jakaś nadzieja, szansa dla tych szkół. W dużej części zapełnia to jakąś lukę. Problem jest, ale wymaga stworzenia koncepcji jego rozwiązania. Gdyby była możliwość podniesienia rangi szkół turystycznych, to całym sercem bym się pod tym podpisał. Zdecydowanie w tym kierunku bym działał.

AG: Jednym z Pana sztandarowych projektów z kampanii wyborczej są bony turystyczne – czy ten temat będzie kontynuowany? Kiedy poznamy szczegóły?

Tak, minister Emilewicz obiecała, że mogę przygotować koncepcję turystyki społecznej – aby była ona dostępna również dla osób gorzej sytuowanych materialnie, albo z niepełnosprawnościami. Funkcjonuje to np. we Francji, na Węgrzech. Do końca półrocza ma być przygotowana ta koncepcja.

AG: A co z tzw. prawem śniegu – dlaczego do tej pory nie wprowadzono go w Polsce?

Rozumiem, że chodziło by o różne formy prawne, które ułatwiają inwestycje. Na pewno należałoby wprowadzić dużo przepisów likwidujących bariery w rozwoju turystyki narciarskiej. Trzeba też zauważyć, że następuje w Polsce duży rozwój stacji narciarskich. To nie jest tak, że te bariery całkowicie uniemożliwiają rozwój narciarstwa.

Były propozycje ze strony gminy Nowy Targ, aby samorząd gminny miał prawo negocjacji w celu realizacji inwestycji, gdy cała społeczność lokalna i rada gminy popiera jej powstanie.

AG: Z którymi instytucjami zamierza Pan bliżej współpracować? Czy zapoznał się Pan już z pracownikami departamentu turystyki i czy jest już kandydat na nowego dyrektora?

Będziemy ściśle współpracować z resortem finansów, jeśli chodzi o sprawy podatkowe, z resortem sportu w kwestii rozwoju turystyki społecznej, bo tam już jest przeznaczona część funduszy. Chodzi o fundusz rozwoju kultury fizycznej – część tych pieniędzy może być przeznaczona na turystykę społeczną i są do tego stosowne zapisy.

Marzena Markowska

Zastępczyni redaktora naczelnego portalu WaszaTurystyka.pl


POWIĄZANE WPISY