Ahmed Meddeb: szczepionka pozwoli na powrót turystów do Tunezji już wiosną

Ahmed Meddeb/fot. Marzena Markowska

Dwa poważne kryzysy powodujące całkowite załamanie rynku zamykają klamrą kadencję Ahmeda Meddeba jako dyrektora Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki w Polsce. Pomiędzy fatalnymi latami 2015 a 2020 udało się jednak zmienić wizerunek Tunezji, dotrzeć do nowych klientów. Odchodząc, z optymizmem patrzy na zbliżający się sezon letni, licząc na to, że program szczepień pozwoli na rozpoczęcie sezonu już w kwietniu.

Marzena Markowska: Mija sześć lat, odkąd zostałeś dyrektorem ONTT w Polsce i kończy się Twoja kadencja. Co dalej?

Ahmed Meddeb: Ja wracam do Tunisu i będę pracował w centrali ONTT. Za polski rynek tymczasowo będzie odpowiadała dyrektorka urzędu w Budapeszcie, Raja Ammar. Potem, za jakiś czas, wyznaczony zostanie mój następca w Warszawie.

MM: Co było Twoim najgorszym, a co najlepszym doświadczeniem w ciągu tych sześciu lat?

AM: Zawodowo najgorsze były oczywiście sytuacje kryzysowe: obecna – jak dla wszystkich – i zamachy w Tunezji w roku 2015. To, co działo się pięć lat temu, było wyzwaniem, ale też zmieniło nasz sposób pracy i myślenia. Wcześniej byliśmy w strefie komfortu, myśleliśmy, że wszystko idzie dobrze. Potem to się zmieniło i pchnęło nas na nowe tory. Lata 2016 i 2017 były wyzwaniem – żeby wrócić do gry. I to doświadczenie było z kolei najlepsze.

MM: Porównując oba kryzysy – który był dla Was gorszy? Dziś cierpią jednak wszyscy, a wtedy ucierpiała tylko Tunezja. Była w mediach przedstawiana jako turystyczny „czarny charakter”.

AM: To prawda, rok 2015 był właściwie gorszy. Tunezja wypadła wtedy z rozwijającego się rynku turystycznego, mieliśmy też bardzo czarny PR.

MM: A osobiście, jakim doświadczeniem było tych sześć lat spędzonych w obcym kraju?

AM: Podobało mi się w Polsce. Gdy przyjechałem, moje małe dzieci (bliźniaki) miały po 2,5 roku. Zostały przyjęte do polskiego przedszkola, w którym nikt nie mówił po angielsku i francusku. Nie mogli się z nimi porozumieć, pamiętam, że posługiwaliśmy się tłumaczonymi przez moich kolegów z biura karteczkami. Były oczywiście różnice kulturowe i językowe. Ale po miesiącu dzieci zaczęły się komunikować, dziś mówią płynnie po polsku. W Tunezji będą się dalej uczyły polskiego w szkole polonijnej, z czego bardzo się cieszę. Znalazłem tu swoistą drugą rodzinę i zintegrowałem się. Na szczęście mamy social media, co pozwala utrzymywać kontakt z ludźmi na odległość.

MM: A czego się nauczyłeś przez ten czas?

AM: Bardzo dużo się nauczyłem, przede wszystkim komunikacji z ludźmi, z różnymi kulturami. Spotkałem mnóstwo świetnych ludzi, bardzo pomocnych, doświadczonych. Bez ich pomocy wiele naszych przedsięwzięć nie byłoby możliwych do zrealizowania. Gdy wspominam, ile dużych eventów udało się zrobić z małym, kilkuosobowym zespołem i bez dużych inwestycji – wiem, że to ludzie są najważniejsi.

20. rocznica ONTT w Polsce w 2016 – to było bardzo duże i chyba najbardziej udane zorganizowane przez nas wydarzenie. Zgromadziło mnóstwo osób, ludzi z branży, którzy nigdy przedtem nie spotkali się w jednym miejscu. Nie sądziłem wtedy, że czas zleci tak szybko. Dziś zastanawiamy się nad organizacją 25. urodzin biura. To przecież już w tym roku.

MM: Co jeszcze uważasz za najważniejsze swoje osiągnięcie?

AM: Myślałem, że liczba turystów podróżujących z Polski do Tunezji w 2020 będzie tym największym osiągnięciem. Widzieliśmy przecież, że rynek się odradza.

Ale też udało się osiągnąć zmianę wizerunkową produktu, co wiązało się z ewolucją polskiego klienta. Wraz z upływem czasu Polacy zaczęli mieć więcej pieniędzy i więcej doświadczeń. Zaczęli wymagać wyższej jakości, chcieli mieć dostęp do nowych rodzajów aktywności.

Musieliśmy dostosować komunikację do zachodzących zmian. Tunezja jest pierwszym historycznie kierunkiem masowych zagranicznych podróży Polaków. Dlatego klienci mieli nadal w głowie „stary” wizerunek naszego kraju. Przez to traciliśmy młodsze pokolenie, które przecież miało tyle możliwości podróżowania, cały świat na wyciągnięcie ręki. Było ciężko ich przekonać, że Tunezja też się zmienia. Stąd nasza strategia w mediach nowoczesnych i współpraca z influencerami. Chodziło o to, by pokazać inną stronę naszego kraju młodym ludziom. To jest jedno z osiągnięć.

Drugim jest wzrost popularności Dżerby, przed rokiem 2017 nie była wcale takim oczywistym kierunkiem podróży jak dziś.

MM: Jak oceniasz efekty swojej dość intensywnej współpracy z influencerami?

AM: Przede wszystkim jest to bardzo szeroka obecność marki „Tunezja” w social media. Hasztag #tunisia i #discovertunisia ma ogromny zasięg na Instagramie. Zawsze chcieliśmy, żeby Tunezja była oficjalnie pokazywana w realizowanych przy naszej współpracy materiałach. Gdybyśmy chcieli osiągnąć te same zasięgi w reklamach wyświetlanych np. w telewizji, to musielibyśmy na to wydać pięć do sześciu naszych rocznych budżetów. Koszty wielomilionowego dotarcia za pomocą akcji w social media były niewspółmiernie mniejsze.

To się przełożyło na konkretny efekt sprzedażowy. Tunezja była zawsze popularna wśród rodzin z dziećmi, ale ten klient jest ograniczony terminem wakacji. Chcieliśmy przedłużyć sezon turystyczny i to się udało: po zakończeniu wakacji szkolnych przyjeżdżają do nas młodzi ludzie, młode pary. Mamy nową generację osób przyjeżdżających do Tunezji. Mamy też potwierdzenie od touroperatorów, że taka zmiana zaszła.

W październiku 2014 w pierwszym wywiadzie w polskich mediach (dla redakcji Waszaturystyka.pl), powiedziałeś: „Planujemy zarówno liczne działania marketingowe i wzmacnianie marki Tunezja na polskim rynku, jak też uatrakcyjnianie produktu. Polski rynek jest dla nas niezwykle istotny. Celem krótkoterminowym jest dla nas przywrócenie ruchu turystycznego z 2008 roku.”

Wyniki z roku 2008, czyli ponad 200 tys. turystów z Polski, nadal jest naszym celem. Każdego roku chcieliśmy osiągnąć przebicie tego rekordu i ciągle napotykaliśmy na przeszkody. Planowaliśmy wspomagać wzrosty, choćby zaczynając loty do Tunezji z kolejnych polskich lotnisk, jak np. Rzeszów. Powtórzenie tego wyniku zaczęło to być w zasięgu. Ale sytuacja się zmieniła nawet jeszcze przed pandemią – świat stał się bliższy, było mnóstwo możliwości podróżowania do wielu krajów, duża konkurencja wśród kierunków podróży. Cel zatem pozostaje aktualny.

Jeśli chodzi o ustabilizowanie rynku – to się udało mimo kryzysu w 2015. Nie ma dziś już w Tunezji dużej wojny cenowej, są stali partnerzy wśród touroperatorów.

MM: Jak ostatecznie wyglądał rok 2020, jeśli chodzi o przyloty do Tunezji? Gdy rozmawialiśmy ostatnio, spodziewałeś się 15 tys. turystów z Polski…

AM: Ostateczny wynik był nieco lepszy – ponad 18 tys. Polaków.

MM: A jak wygląda sytuacja obecnie?

AM: Teraz nie ma ruchu turystycznego – skończył się 7 stycznia. Wtedy odbył się ostatni lot z Polski. Niestety, w Tunezji wprowadzono obowiązek okazywania negatywnego wyniku testu PCR, a w Polsce – kwarantannę w Polsce. Ale są plany, żeby wznowić loty na Dżerbę gdy tylko będzie to możliwe.

W ostatniej naszej rozmowie mówiłeś, że są trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w roku 2021 – ten optymistyczny, czyli start sezonu pod koniec kwietnia, ten „średni” i ten pesymistyczny. Czy coś się pod tym względem zmieniło?

Tak, gdyż teraz mamy nową sytuację – na rynku pojawiły się szczepionki na SARS-COV2 i zaczęły się już szczepienna. Mogą być więc dwa scenariusze. Szczepienia mogą przebiegać zgodnie z planem i szybko, albo potrwać dłużej. Sądzę, że w tym pierwszym wariancie początek sezonu turystycznego nastąpi na przełomie kwietnia i maja. Drugi scenariusz – to start sezonu pod koniec czerwca albo w lipcu. Trzeba ufać nauce: jeśli program szczepień pójdzie w zakładanym tempie, to pod koniec maja pewna część populacji będzie już zaszczepiona.

Trzeba jednak brać pod uwagę kolejny aspekt: bardzo istotna będzie sytuacja ekonomiczna Polaków. Jeśli na skutek kryzysu nastąpi wzrost bezrobocia oraz spadek siły nabywczej, ucierpi na tym również turystyka.

Jeśli jednak sytuacja będzie w miarę dobra, to mam nadzieję na osiągnięcie ok. 70 / 80 proc. wyniku z roku 2019. Dużo zależy też od podaży. Touroperatorzy boją się ryzyka związanego zarówno ze zbyt dużą, jak i zbyt małą dostępnością produktu.

MM: Na czym będą się opierały w tym roku działania promocyjne ONTT?

Ciężko powiedzieć na tą chwilę, niekoniecznie trzeba będzie stawiać na bezpieczeństwo, skoro mamy już szczepionkę. Ci, którzy pojadą zaszczepieni nie będą się musieli obawiać COVID-19, zaś ci, którzy szczepić się nie chcą raczej się choroby nie obawiają. Jednak protokół sanitarny to dobry zwyczaj i myślę, że będzie utrzymany na stałe. Szczególnie w usługach typu hospitality trzeba wdrażać standardy higieniczne. Ale ponieważ zaufanie do podróży po szczepionce wzrośnie, to obawy powinny zniknąć.

Najważniejsze będzie, aby wsiąść w pierwszy samolot, polecieć do Tunezji i kontynuować promocję kierunku. Jeśli będzie mniej restrykcji, powrócą wydarzenia promocyjne, spotkania. Ludzie chcą się spotykać, taka jest nasza natura. W marcu powinny powrócić eventy, mam nadzieję, że odbędą się wydarzenia, które mieliśmy zaplanowane, a musieliśmy odwołać. To będą prezentacje dla agentów i touroperatorów, powrót do normalnej pracy. Kwiecień – będzie czasem na study toury i fam tripy dla branży. Nastąpi przywrócenie radości z podróżowania, przeżywanie jej od nowa.

Gdy tylko pójdzie impuls z rynku, chęć do wyjeżdżania powróci. Marzec i kwiecień będą kluczowe dla promocji i wzbudzania chęci do podróży.

MM: Czego życzyłbyś swojemu następcy?

AM: Przede wszystkim pracy bez kryzysu i oczywiście wielu sukcesów. Wyzwanie będzie zawsze podobne – powtórzyłbym i dziś moje słowa z roku 2014, że polski rynek jest dla Tunezji bardzo ważny. Musimy poświęcić mu cała swoją uwagę. Jeśli wystąpiłby kolejny kryzys, a kryzysy zdarzają się ciągle, to zespół pracujący w ONTT w Warszawie ma już doświadczenie w takich sytuacjach. Tworzą go ludzie, którzy bardzo kochają Tunezję i w swoich działaniach na rzecz jej promowania dają z siebie wszystko. Wiem, że dla Pawła Kuleszy i innych osób, które z nami pracowały i pracują, to co robimy, jest nie tylko pracą, ale i pasją.