Tajlandia stawia na bezpieczeństwo i nowe połączenia. „Polska wkrótce dołączy do krajów z bezpośrednim lotem” [WYWIAD]

Dyrektor wykonawcza TAT na Europę Suladda Sarutilavan podczas Amazing Thailand Post ITB Roadshow we Wrocławiu, 11 marca 2026

Mimo napięć na Bliskim Wschodzie Tajlandia nie notuje znaczącego odpływu turystów i szybko reaguje na ewentualne zakłócenia w podróżach. Jak podkreśla Suladda Sarutilavan z Tourism Authority of Thailand, kluczowe stają się dziś alternatywne trasy, rozwój bezpośrednich połączeń w tym planowanego lotu z Polski oraz promocja kraju jako bezpiecznego, całorocznego kierunku dla Europejczyków.

Jarosław Kałucki: Chciałbym zacząć od pytania dotyczącego sytuacji na Bliskim Wschodzie. Czy ma ona wpływ na turystykę do Tajlandii? W Polsce pojawiają się obawy wśród podróżnych lecących przez Dubaj, Dohę czy inne bliskowschodnie huby. Czy zauważacie spadek liczby turystów? Jakie są wasze prognozy?

Suladda Sarutilavan: Monitorujemy sytuację bardzo uważnie, bo dynamicznie się zmienia. Naszym pierwszym działaniem było wsparcie turystów, którzy utknęli w Tajlandii z powodu problemów z liniami lotniczymi operującymi przez Bliski Wschód. Wspólnie z rządem i branżą turystyczną wprowadziliśmy kilka rozwiązań: znieśliśmy opłaty wizowe dla poszkodowanych, przedłużyliśmy wizy o 30 dni oraz wynegocjowaliśmy specjalne stawki hotelowe dla osób, które nie mogły wrócić do domu. Oczywiście kontaktowaliśmy się z biurami TAT w Europie, w tym w Polsce, aby ustalić, ilu turystów potrzebuje pomocy. To były działania doraźne, ale konieczne.

JK: A na czym skupiają się wasze strategiczne działania?

SS: Tajlandia stawia na bezpieczeństwo i neutralność jako kierunek turystyczny, rozwój połączeń bezpośrednich, intensywną współpracę z polskimi touroperatorami i LOT-em, promocję mniej znanych regionów i turystykę doświadczeń, która zachęca do powrotów.

JK: Czy uważa Pani, że ta kryzysowa sytuacja potrwa długo?

SS: Trudno to przewidzieć. Mamy nadzieję, że nie potrwa długo, ale musimy brać pod uwagę różne scenariusze. Dlatego koncentrujemy się na tym, by pokazywać Tajlandię jako bezpieczny, neutralny kierunek dla turystów z Europy i Ameryki. Około 40% Europejczyków leci do Tajlandii przez Bliski Wschód, ale 60 proc. korzysta z innych tras — i to na nich chcemy się teraz skupić. W ostatnich latach pojawiło się wiele nowych połączeń bezpośrednich z Europy do Bangkoku i Phuket, m.in. z krajów nordyckich, Wielkiej Brytanii czy Francji. A niedługo do tych krajów dołączy Polska.

JK: To bardzo ważne, bo polscy touroperatorzy już zaczęli omijać Bliski Wschód, kierując ruch przez Paryż, Londyn czy Stambuł. Bezpośrednie połączenie Warszawa–Bangkok będzie przełomem?

SS: Połączenia bezpośrednie są kluczowe, bo pozwalają promować Tajlandię jako kierunek całoroczny. Latem w Europie mamy sezon wysoki, a w Tajlandii tzw. green season, który również ma wiele zalet. Regularne loty pomagają utrzymać stabilny ruch turystyczny przez cały rok.

JK: Polska jest dla Was rynkiem wschodzącym, ale bardzo dynamicznym. W naszych statystykach Tajlandia od lat jest w top 3 kierunków egzotycznych. Jak wyglądają Wasze dane?

SS: W ubiegłym roku odwiedziło nas 237 tysięcy Polaków, co oznacza wzrost o około 31 proc. To bardzo dobry wynik. W skali globalnej Tajlandię odwiedziło 32,9 mln turystów, z czego 8,25 mln z Europy.

JK: Co planujecie zrobić, aby zwiększyć liczbę turystów z Polski – zarówno tych z biur podróży, jak i indywidualnych? Dziesięć lat temu Dubaj zainwestował ogromne środki w promocję i dziś jest jednym z topowych kierunków zimowych Polaków. Czy Tajlandia planuje podobne działania?

SS: Współpracujemy blisko z LOT-em i polskimi touroperatorami. Organizujemy prezentacje i szkolenia produktowe, sesje B2B – w marcu w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu – wspólne kampanie marketingowe oraz wyjazdy studyjne dla agentów, mediów i influencerów. Chcemy wspierać nowe połączenia lotnicze, bo ich utrzymanie w pierwszych sezonach jest zawsze wyzwaniem. Pracujemy też z tajskimi organizacjami branżowymi, aby zapełniać samoloty w obie strony.

Nie mamy tak dużych budżetów jak Dubaj, ale stawiamy na PR i współpracę z mediami. W czerwcu organizujemy największe wydarzenie branżowe w Tajlandii – Thailand Travel Mart – na które zapraszamy media z całego świata. Organizujemy również wyjazdy studyjne, kampanie z partnerami i działania promocyjne w Europie.

JK: Dlaczego Wasze biuro mieści się w Pradze, a nie w Warszawie, stolicy kraju, który jest rynkiem pięciokrotnie większym?

SS: Gdy biuro powstawało, przepisy i możliwości organizacyjne były korzystniejsze w Czechach. Dziś sytuacja się zmienia i rozważamy otwarcie biura w Polsce. Na razie jednak, podkreślam, jesteśmy na bardzo wstępnym etapie analiz i konsultacji.

JK: Tajlandię odwiedza 30 milionów turystów rocznie. Co robicie, by wracali i nie nudzili się kolejnymi wizytami?

SS: Stawiamy na nowe, mniej znane kierunki — tzw. secondary cities. Oprócz Bangkoku, Phuket czy Chiang Mai promujemy m.in. Lampang, Lampoon, Nan i Prae. To prawdziwe „ukryte skarby”, idealne do łączenia z głównymi kierunkami, niezwykle atrakcyjne i dostępne przez cały rok. Promujemy też turystykę doświadczeń: Muay Thai, kursy gotowania, lokalne rzemiosło, kulturę regionów, kuchnię północy, południa i Isanu. Zależy nam na nowych turystach, ale równie ważni są ci, którzy już odwiedzili Tajlandię i mogą wrócić jako goście powracający.

JK: A turystyka kulinarna? Kuchnia tajska jest w Polsce niezwykle popularna a przecież każdy turysta kończy podróż… jedzeniem.

SS: Tak, to doskonały pretekst i ciekawa formuła turystyczna. Kuchnia tajska jest niezwykle różnorodna. Każdy region ma własne techniki i składniki: północ – kuchnia łagodniejsza i aromatyczna, środkowa część kraju – smaki idealne dla turystów, południe – ostre potrawy z dużą ilością mleczka kokosowego i owoców morza. Dzięki sezonowości i lokalnym produktom kulinarna podróż po Tajlandii nigdy się nie nudzi. Oferujemy też kursy gotowania i warsztaty, podczas których można przygotować potrawy pod okiem lokalnych szefów.

JK: Żyjemy w epoce mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. Jak TAT korzysta z tych narzędzi?

SS: Korzystamy z wielu kanałów: strony internetowej, Facebooka, YouTube’a, Instagrama. Dbamy, by treści były proste, dostępne i zoptymalizowane pod urządzenia mobilne. AI pomaga w planowaniu podróży, choć oczywiście nie można jej ufać w 100% – zawsze potrzebna jest wiedza i weryfikacja. Dlatego łączymy działania cyfrowe z tradycyjną współpracą z touroperatorami. Ich doświadczenie i kontakt z klientem są nie do zastąpienia.

JK: Pozostaje jeszcze, stary jak świat, marketing szeptany. W turystyce dobre doświadczenia są równie ważne jak reklama.

SS: Zgadzam się. Dlatego dbamy o jakość doświadczeń, bo zadowolony turysta jest najlepszym ambasadorem Tajlandii.