Słaby sezon zimowy w turystyce krajowej. Polacy coraz częściej wyjeżdżają za granicę [WYWIAD]

fot. Marzena Markowska

Sezon zimowy w polskiej turystyce przyniósł wiele niespodzianek, zwłaszcza w regionach górskich. Rosnące koszty pobytu w krajowych ośrodkach wpływają na decyzje turystów, którzy coraz chętniej wybierają wyjazdy zagraniczne. O tym, jak te zmiany kształtują rynek, w rozmowie z Waszą Turystyką opowiada Agata Szulc, prezeska portalu rezerwacyjnego Travelist.pl.

Marzena Markowska: Jak kształtuje się bieżący sezon zimowy w turystyce krajowej?

Agata Szulc: Całościowo okres ferii okazał się trudny, szczególnie dla regionów górskich. Natomiast cceniając sytuację z perspektywy całego sezonu zimowego, uwzględniając też grudzień, obraz jest zdecydowanie bardziej pozytywny. Duże znaczenie miała udana przerwa świąteczna połączona ze Świętem Trzech Króli, w trakcie której odnotowano wyraźny wzrost sprzedaży na wielu rynkach. Według naszych danych, największym zwycięzcą tego okresu było wybrzeże, które było intensywnie promowane.

Jednak analiza pełnych danych za zimowy okres pokazuje, że w regionach takich jak Podhale, Dolny Śląsk czy Małopolska, wiele hoteli odnotowało obłożenie na poziomie 40-50 proc., co należy uznać za wynik poniżej oczekiwań.

Sytuacja różniła się oczywiście w zależności od tygodnia. Najtrudniejszy był początek stycznia, natomiast podczas ferii mazowieckich (19 stycznia – 1 lutego) nastąpiła częściowa poprawa. Ponieważ ferie nadal trwają, pełne dane dotyczące zamknięcia sezonu nie są jeszcze dostępne.

Marzena Markowska: Co wpłynęło na takie wyniki?

 Agata Szulc: Na pewno duże znaczenie miało przesunięcie popytu na okres Święta Trzech Króli. Zmieniła się też struktura planowania ferii – wcześniej były cztery turnusy, które się zazębiały, a teraz były trzy, które następowały jeden po drugim. Hotelarze twierdzą, że to właśnie brak przenikających się rezerwacji z różnych województw miał istotny wpływ. Jeśli chodzi o ceny, wzrosły one zgodnie z inflacją, o blisko 5 proc. Nie ma więc podstaw, by sądzić, że miały aż tak kluczowe znaczenie.

Równolegle obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania wyjazdami zagranicznymi. Zimą relatywnie taniej wychodzi wyjazd za granicę niż pobyt w Polsce, a rosnące koszty infrastruktury narciarskiej i skipassów w naszym kraju sprawiają, że polskie ośrodki stają się mniej atrakcyjne cenowo.

Marzena Markowska: Chodzi o turystykę zagraniczną narciarską, czy także wypoczynkową na plaży?

Agata Szulc: Oba segmenty odnotowują znaczący wzrost. Turystyka narciarska obejmuje m.in. Włochy, które były w tym roku szczególnie popularne w związku z Igrzyskami Olimpijskimi. Austria i Francja także przyciągały polskich turystów. Równocześnie bardzo dynamicznie rośnie rynek turystyki egzotycznej, m.in. Tajlandia pojawia się w notowaniach biur turystycznych jako topowy kierunek egzotyczny. Porównanie cen pokazuje, że rodzinny wyjazd egzotyczny na tydzień może być tańszy niż pobyt narciarski w Polsce.

Marzena Markowska: Rosną koszty, ale czy idzie za tym dynamiczny rozwój infrastruktury?

Agata Szulc: Rozwój infrastruktury oczywiście postępuje, ale w tym roku wyglądało to inaczej niż w poprzednich latach. Przykładowo rok temu w Szczyrku ośrodki narciarskie były tak bardzo przepełnione, że większość czasu turyści spędzali w kolejce na wyciąg. Z kolei korki na drogach powodowały, że przejazd kilku kilometrów zajmował nawet powyżej godziny. To znacząco wpływa na komfort wypoczynku i sprawia, że niektórzy goście wybierają wyjazdy zagraniczne, mimo że standard polskich hoteli jest wysoki.

Mimo większych inwestycji i ambicji, w tym sezonie prognozujemy zbliżoną liczbętransakcji do zeszłego roku. Z danych rynkowych wynika natomiast, że potencjał zapełnienia pokoi w hotelach, który miał wynosić 70-80 proc., został zrealizowany w ok. 40-50 proc.

Marzena Markowska: A czy są regiony, które zimą się rozwijają?

Agata Szulc: Zaskakująco dużo rezerwacji miały hotele nad Bałtykiem, szczególnie w okresie świąt, sylwestra i Trzech Króli. Widoczny jest także rozwój oferty narciarskiej w nieoczywistych regionach, np. w Kazimierzu Dolnym otwarto nowy ośrodek. To alternatywa dla mieszkańców centralnej Polski, którzy chcą jednodniowej wycieczki bez spędzania 5-6 godzin w samochodzie. Takich ośrodków pojawia się coraz więcej.

Marzena Markowska: Jak wyglądała promocja kurortów nadmorskich? Było to samoorganizowanie się obiektów, czy wsparcie systemowe?

Agata Szulc: My sami czujemy się ważnym kanałem, który wspiera promocję tych regionów. Wynika to również z modelu współpracy, w którym oferujemy użytkownikom atrakcyjne ceny. Destynacje nad polskim morzem nie zawsze kojarzą się z pierwszym wyborem w sezonie zimowym, dlatego obiekty oferują elastyczne i atrakcyjne pakiety.

Istotne było również rozłożenie ruchu turystycznego w sezonie zimowym. Kluczowe znaczenie miały okres świąteczny, sylwester oraz walentynki – momenty, w których oczekiwania gości różnią się od standardowego sezonu. W tym czasie rośnie zainteresowanie kompleksowymi pakietami obejmującymi dodatkowe atrakcje. Hotelarze odpowiednio dostosowują zarówno ceny, jak i zawartość ofert, a klienci chętnie wybierają gotowe rozwiązania, co przekłada się na wyniki sprzedaży.

Jeśli chodzi o wsparcie systemowe, część nadmorskich destynacji korzysta z aktywnej promocji prowadzonej przez organizacje lokalne. Przykładami są Świnoujście i Międzyzdroje, które w ostatnich latach intensywnie inwestowały w infrastrukturę turystyczną i były szeroko obecne w mediach. W efekcie umocniły swoją pozycję jako silne ośrodki turystyczne, obok tradycyjnie popularnego Kołobrzegu.

Marzena Markowska: Jaki jest profil klienta nad Bałtykiem?

Agata Szulc: To zależy od sezonu. W szczycie wakacyjnym kluczowym czynnikiem pozostaje lokalizacja, przede wszystkim bezpośrednia bliskość plaży. Rynek rozwija się nie tylko w segmencie hoteli o wysokim standardzie, a także w kategorii apartamentów oraz obiektów oferujących noclegi z wyżywieniem.

Zimą pobyt nad morzem również cieszy się zainteresowaniem, jednak o wyborze obiektu w większym stopniu decydują udogodnienia dostępne na miejscu. Największym powodzeniem cieszą się duże hotele oferujące rozbudowaną strefę SPA, baseny oraz programy animacyjne. Sam trend animacji wyraźnie ewoluował – dziś obejmuje on nie tylko zajęcia dla dzieci, ale również koncerty, atrakcje dla dorosłych i starszych dzieci, sale zabaw, czy strefy z grami planszowymi. Co istotne, zimowy pobyt nad Bałtykiem jest wyraźnie tańszy niż w szczycie sezonu letniego, a różnice cenowe sięgają średnio około 30 proc.

Marzena Markowska: Jacy turyści zagraniczni chętnie przyjeżdżają zimą do Polski?

Agata Szulc: Trend przyjazdów turystów zagranicznych do Polski jest wyraźnie rosnący i ma kilka istotnych źródeł. Przede wszystkim Polska oferuje bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Infrastruktura hotelowa jest w dużej mierze nowa, nowoczesna i dobrze wyposażona, co z perspektywy gości zagranicznych stanowi atrakcyjną alternatywę wobec droższych rynków Europy Zachodniej.

Jeśli chodzi o strukturę przyjazdów zimowych, dużą grupę stanowią turyści z krajów ościennych. Szczególnie widoczny jest wzrost liczby Czechów – zarówno w południowej Polsce, jak i nad Bałtykiem. Bliskość geograficzna oraz dobra dostępność komunikacyjna sprzyjają krótkim wyjazdom. Dodatkowym czynnikiem jest zmiana preferencji wyjazdowych, ponieważ część turystów rezygnuje z tradycyjnych kierunków, takich jak Chorwacja, gdzie infrastruktura jest starsza, a ceny wyższe.

Jeśli spojrzymy szerzej na dane, w ubiegłym roku Polskę odwiedziło ponad 22 mln turystów zagranicznych. To wzrost o około 10 proc., czyli tempo dwukrotnie wyższe niż średnia rynkowa na poziomie ok. 5 proc. W strukturze dominują Czesi i Niemcy, silna jest także Wielka Brytania oraz inne kraje europejskie.

Coraz wyraźniej zaznacza się również napływ gości z rynków bardziej odległych – USA, Chin czy krajów arabskich. Z punktu widzenia rynku hotelowego i gospodarki to bardzo pozytywny sygnał. Dla pośredników sprzedaży oznacza to jednak większą złożoność operacyjną, włącznie z obsługą różnych języków, walut i dostosowaniem się do odmiennych oczekiwań klientów.

Marzena Markowska: Na ile spadek obłożenia może wynikać z dynamicznego rozwoju bazy hotelowej? Rynek się powiększa, pojawiają się nowe obiekty – czy może to wpływać na niższe wyniki?

Agata Szulc: Na podstawie jednego sezonu trudno wyciągać wnioski, bo okres jest zbyt krótki. Patrząc na ostatnie 12 miesięcy, hotelarze raczej nie mieli takich wyzwań, a popyt ze strony klientów lokalnych oraz napływ turystów zagranicznych wciąż wypełnia nowe hotele.

Zimowy okres był więc pewnym odstępstwem od dotychczasowych tendencji. Z perspektywy hotelarzy coraz większym wyzwaniem staje się zwiększony ruch polskich turystów za granicę. Jeśli ten kierunek wyjazdów utrzyma się w dłuższym czasie, popyt krajowy na usługi hotelowe w Polsce może stopniowo słabnąć.

Jednocześnie trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy rosnąca liczba gości z zagranicy w pełni zrekompensuje ewentualny spadek zainteresowania ze strony Polaków. Możliwa jest zmiana struktury klientów, w której będziemy obserwować mniejszy udział gości krajowych i większy udział turystów zagranicznych. Na ten moment nie widać jednak zagrożenia trwałym niedoborem popytu.

Warto też uwzględnić wpływ regulacji dotyczących najmu krótkoterminowego. Zaostrzenie przepisów mogłoby ograniczyć liczbę dostępnych miejsc w tym segmencie i częściowo skierować gości do hoteli, co w dłuższej perspektywie mogłoby działać stabilizująco na cały rynek.

Marzena Markowska: Jak hotelarze oceniają projektowane regulacje najmu krótkoterminowego?

Agata Szulc: Proces poprzedzony był wielomiesięcznymi negocjacjami. Fundamenty ustawy europejskiej i prawa lokalnego tworzą kompromis, na który wszyscy się zgodzili. Największą wątpliwością jest odroczenie egzekucji, gdyż wdrożenie ustawy w maju dotyczy głównie rejestracji obiektów. Wszystkie pozostałe wytyczne dotyczące regulacji sanitarnych, przeciwpożarowych i podatkowych są odroczone, co daje właścicielom czas na dostosowanie się. Kiedy zmiany zaczną realnie wpływać na rynek? Ocenę będziemy mogli przeprowadzić później w tym roku.

Marzena Markowska: Jakie wnioski płyną dla promocji Polski na rynkach zagranicznych?

Agata Szulc: Po pierwsze, działania promocyjne Polski przynoszą efekty, a dynamika napływu turystów zagranicznych do naszego kraju jest imponująca. Szeroko zakrojone kampanie, takie jak np. działania Polskiej Organizacji Turystycznej we Włoszech podczas Igrzysk Olimpijskich, skutkowały pojawieniem się turystów włoskich w raportach sprzedażowych. Choć na małą skalę, pokazuje to skuteczność lokalnych działań i warto je kontynuować. Jednak na razie wyzwaniem pozostają budżety promocyjne, bo pieniędzy często brakuje.

Marzena Markowską: W przeliczeniu na jednego obywatela mamy w Europie najmniejszy budżet promocyjny.

Agata Szulc: Chodzi przede wszystkim o to, jaki wpływ mają te działania na PKB i jak państwowe fundusze mogłyby być lepiej wykorzystywane, żeby finansować projekty przynoszące realne korzyści. Wiemy jednak, że polityczna sytuacja jest trudna, a przy decyzjach uczestniczy wielu interesariuszy, co utrudnia sprawę.

Mimo wszystko osiągnęliśmy już znaczący postęp, a polskie kampanie promocyjne wyglądają profesjonalnie i nie odbiegają od działań w krajach Europy Zachodniej. Gdyby udało się przeznaczyć na nie większe środki, moglibyśmy lepiej ocenić ich wpływ na PKB, a możliwości wzrostu byłyby jeszcze większe.

Marzena Markowska: Na które rynki warto teraz postawić?

 Agata Szulc: Bardzo obiecujące są rynki dalsze od Polski, takie jak Stany Zjednoczone, Chiny i Indie. Turystyka w tych krajach rozwija się bardzo dynamicznie, dlatego warto tam zwiększyć obecność, aby wykorzystać rosnący potencjał.