Co ma piernik do turystyki?
Jednym z gości III Forum Promocji Turystycznej będzie Andrzej Olszewski, twórca Żywego Muzeum Piernika. Opowie o tym, jak stworzyć produkt, który sam w sobie stanowi promocję dla miasta.
Czytaj więcej...
Promocja turystyki - co poszło źle
Trudno dziś uwierzyć w to, że na początku wieku na naszych rozwiązaniach w zarządzaniu promocją turystyczną wzorowały się inne kraje. Co poszło nie tak - dowiemy się na III Forum Promocji Turystycznej
Czytaj więcej...
Wiceprezydent Wrocławia na Forum
Magdalena Piasecka, wiceprezydent Wrocławia będzie gościem III Forum Promocji Turystycznej, które odbędzie 19 kwietnia we Wrocławiu.
Czytaj więcej...
Warszawa czarterem z Radomia
Prezes PPL powiedział, że Lotnisko w Radomiu rekomendowane jako komplementarne dla Lotniska Chopina – podała PAP.
Czytaj więcej...
Naprawa zarządzania promocją
archiwum prywatne Ile wiemy o tym, na czym polega system zarządzania promocją turystyczną? Jakich reform oczekuje środowisko? I jak wyglądają propozycje zmian, opracowane przez Wojciecha Fedyka?
Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Co ma piernik do turystyki?
  • Promocja turystyki - co poszło źle
  • Wiceprezydent Wrocławia na Forum
  • Warszawa czarterem z Radomia
  • Naprawa zarządzania promocją

Reklama

Reklama

sobota, 12 kwiecień 2014 01:36

Dyrdymały olimpijskie czyli na cholerę nam Igrzyska

Napisane przez Adam Gąsior
Adam Gąsior Adam Gąsior KK

Nagle staniemy się krajem alpejskim, nagle zaczną do nas masowo przyjeżdżać turyści złaknieni naszych świetnych stacji narciarskich. Prawdopodobnie i Pan Bóg się przyłoży do organizacji i zmieni klimat, by śniegu wystarczyło choć na kilka dni zawodów.

Od pewnego czasu, najczęściej poruszanym tematem w środowisku sportowym, ale i turystycznym, jest - jakbyśmy nie mieli większych problemów - organizacja Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

I ogarnęła rządzących i działaczy sportowych oraz niektórych turystycznych, mania wielkości. Oczywiście, zrobimy sobie Igrzyska i one załatwią za nas wszystko. Nagle staniemy się krajem alpejskim, nagle zaczną do nas masowo przyjeżdżać turyści złaknieni naszych świetnych stacji narciarskich. Prawdopodobnie i Pan Bóg się przyłoży do organizacji i zmieni klimat, by śniegu wystarczyło choć na kilka dni zawodów.
Co więcej, Igrzyska mają pomóc Polsce w zwalczeniu wszystkich bolączek, a także mają pomóc turystyce. I tu zagadka? W jaki sposób mają pomóc polskiej turystyce???
Donald Tusk na spotkaniu ze słowackim premierem Robertem Fico, przekonywał: "Tym razem mamy naprawdę realne szanse. To nie tylko marzenie, to konkretny plan." Na jakiej podstawie tak powiedział? Tradycyjnie pewnie na żadnej... A za nim mantrę o "planie" powtarzają wszyscy.

Najdziwniejsze dla mnie jest to, że tak wiele osób ze środowiska turystycznego należy do zwolenników organizacji Igrzysk w Krakowie. Jako główny argument za, przytaczają rzekomy "efekt euro". A więc podobno dzięki Euro 2012 wybudowano ileś tam kilometrów autostrad i dróg szybkiego ruchu (nic to, ze żadnej z nich na czas), wzniesiono nowe hotele i stadiony (te ostatnie jakoś wciąż przynoszą straty zamiast zysków), wielce zyskał wizerunek Polski a turyści tłumnie odwiedzają nasze miasta. A więc róbmy igrzyska a turystyka zyska jak nigdy...
Gospodarza zimowych igrzysk w 2022 r. Międzynarodowy Komitet Olimpijski wskaże w lipcu 2015 r., czyli tuż przed podwójną kampanią wyborczą w Polsce. I, jak można się spodziewać, partia rządząca i jej przedstawiciele w samorządach w Małopolsce będą "grać" igrzyskami na wszystkie sposoby i obiecywać nam najbardziej absurdalne efekty i profity. Pewnie więc mieszkańcy Krakowa jeszcze przed tegorocznymi wyborami samorządowymi usłyszą o obwodnicy Krakowa, rozbudowie lotniska. Wszyscy będziemy przekonywani, że jakimś cudem przebudowana zostanie "Zakopianka".

Organizacja Igrzysk to koszt ponad dwudziestu miliardów złotych, a trzeba doliczyć sumy które trzeba wydać wcześniej na budowę, rozbudowę, rekonstrukcję, promocję. Ileż możliwości, by się obłowić, by dać zarobić rodzinie i znajomym królika. I tak naprawdę, to chyba chodzi tylko to ostatnie. Nieważne czy przyznają nam organizację czy nie, pieniądze na walkę o Igrzyska już wydajemy. Nikt chyba nie analizuje doświadczeń z innych miast-organizatorów Igrzysk. Igrzyska w Vancouver przyniosły olbrzymie straty. Soczi - to wypadek kliniczny, ale trzeba pamiętać, że bliżej nam mentalnością do Rosjan. Spokojnie można założyć, że okaże się, że wszelkie zakładane koszty budowy jakichkolwiek obiektów czy dróg, nagle wzrosną wielokrotnie (taką mamy tradycję, vide Stadion Narodowy). Na pewno powstanie sporo komitetów organizacyjnych, zespołów promocyjnych. A jak będą działać, pokazuje przykład komitetu krakowskiego, który już teraz lekką ręką wydaje pieniądze i skupił się m.in. na próbie przekupstwa (pieniędzmi publicznymi) dziennikarzy. A do decyzji MKOL jeszcze zostało 16 miesięcy, do samych Igrzysk - 8 lat. Iluż członków rodzin partyjnych, iluż znajomych można mianować na odpowiednie stanowiska; ileż publicznych pieniędzy wyprać, ileż przetargów przekręcić.

A co ma zyskać turystyka? Wybudowane zostaną nowe hotele? I tak powstaje ich dość w Małopolsce.
Będzie więcej turystów? Owszem, na Igrzyska przyjedzie spora liczba turystów, ale za to zrezygnują z wyjazdu zwykli, tradycyjni turyści. Turyści będą tłumnie zimą przyjeżdżać po Igrzyskach? A dlaczego mieliby przyjeżdżać? Cóż takiego się zmieni? Nie powstaną przecież nowe trasy zjazdowe (konkurencje alpejskie odbywać się mają na Słowacji), ma ich przyciągnąć nowy tor lodowy czy też tor bobslejowy i saneczkarski wybudowany w Myślenicach? (który trzeba będzie rozebrać i sprzedać żeby nie generował strat). Turyści będą walić stadami do Zakopanego? A cóż to, Zakopane jest z gumy, potrzebuje zimą więcej turystów? Raczej pomysłu, jak ich ściągnąć poza sezonami letnim i zimowym. Więcej turystów przyjedzie do Krakowa? A czy ktoś zrobił badania, ilu więcej ich jest stanie przyjąć Kraków?

Jeszcze jednym argumentem podnoszonym jest mityczny trochę tzw. wizerunek kraju i związany z tym zysk wizerunkowy. Chodzi o to że tysiące kibiców, którzy przyjadą na zawody, wrócą do domu rozgłaszając dobrą nowinę, jaka to Polska jest piękna i warta odwiedzin. Hm, oczywiście, jeśli przelecą na dywanach na miejsce zawodów omijając "Zakopiankę", jeśli zawody się odbędą, bo jakimś cudem będzie całą zimę śnieg (w tym roku mistrzostwa Polski juniorów w konkurencjach alpejskich rozegrano na... Słowacji).
A te miliony telewidzów, które z transmisji zobaczą piękno naszego kraju? Nie oszukujmy się, igrzyska zimowe to nie letnie, interesuje się nimi Europa, Ameryka Północna, cztery kraje azjatyckie i Jamajka. Na narty, turyści ze świata mają gdzie jeździć i nie ma takiej siły, żeby ich przekonała do naszych rachitycznych wyciągów i krótkich tras. Oczywiście na nartach jeździ się na przykład na Cyprze, ale dla większości nie kojarzymy się, podobnie jak Cypr, jako kraj narciarski. Cóż my mamy: małe Taterki, kilkadziesiąt małych stacji narciarskich, kiepską infrastrukturę narciarską, krótki sezon zimowy.

A zresztą, jeśli tak bardzo chcemy do Polski, jako kierunku zimowego, przekonać turystów - zacznijmy właśnie od budowy infrastruktury narciarskiej, spróbujmy pod tym względem dogonić choćby małą Słowację, potem to porządnie i rozumnie zapromujmy. Wyjdzie pewnie kilkadziesiąt razy taniej niż igrzyska. A i dziennikarzy nie trzeba będzie przekupywać. A że wszelkiej maści posłanki PO, radni i inni urzędnicy nie będa mogli sobie porządnie zarobić i dorobić? No cóż, tego sobie i nam wszystkim życzę. Turystyka bez nich sobie poradzi byleby nie psuli i nie przeszkadzali.

Adam Gąsior