Neckermann otwiera sezon
Do Maso Corto we Włoszech przyjechało 200 klientów i agentów biura Neckermann Podróże. Wszyscy czekają na przyjazd Adama Małysza.
Czytaj więcej...
MSiT: dane sprzed półrocza
Publikowanie w grudniu danych za pierwsze półrocze to anachronizm
Czytaj więcej...
Maciej Nykiel odchodzi z Fly.pl
Dyrektor zarządzający agenta internetowego Fly.pl rozstaje się ze spółką.
Czytaj więcej...
ETI: będziemy nr 1 w Polsce
Cel jest oczywisty, chcemy być największym touroperatorem w Polsce pod względem turystów wysyłanych do Egiptu
Czytaj więcej...
Dubaj romantycznie
Wskażemy Ci, gdzie warto oświadczyć się, wziąć ślub czy przeżyć niezapomniany miesiąc miodowy.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Neckermann otwiera sezon
  • MSiT: dane sprzed półrocza
  • Maciej Nykiel odchodzi z Fly.pl
  • ETI: będziemy nr 1 w Polsce
  • Dubaj romantycznie

Reklama

Reklama

wtorek, 11 marzec 2014 09:34

Zapieprz ministerialnych urzędników

Napisane przez Andrzej Betlej
Andrzej Betlej Andrzej Betlej archiwum prywatne

Branża czeka na zmiany prawa w turystyce, a w szczególności na nową adekwatną do obecnej sytuacji i nowych wyzwań ustawę o usługach turystycznych. Ministerstwo szumnie zapowiadało, że jeszcze przed sezonem 2013 sprawy uporządkuje. Urzędnicy Ministerstwa Sportu i Turystyki są tak zajęci rozmaitymi ważnymi sprawami, że na sprawy poprawy prawa w turystyce po prostu nie starcza już im czasu.

Dowcipów opisujących bałagan, absurdy i Himalaje niekompetencji w czasach jedynego słusznego ustroju było co niemiara. Jeden z lepszych, a także pouczających, jest następujący:

Na wielką socjalistyczną budowę przybywa delegacja partyjno-rządowa z członkiem biura politycznego na czele. Bardzo ważni goście dostojnie przechadzają się po terenie popatrując ciekawie na to, co się wokół dzieje. Ich uwagę zwracają liczni przemieszczający się niczym wicher robotnicy, z których każdy pędzi gdzieś z pustymi taczkami. Jeden z członków szacownej delegacji usiłuje się dowiedzieć o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Po kilku nieudanych próbach udaje mu się w końcu zatrzymać jednego delikwenta. Czemu biega pan w kółko z tymi pustymi taczkami? - pyta dostojnik. Zziajany i spocony jak mysz robotnik na to: panie, taki tutaj zapieprz, że nawet nie ma czasu naładować.

Czasy niby minione, ale dawne zwyczaje niekoniecznie

Obecnie robotnicy są na ogół lepiej nadzorowani, ich zadania są sensownie zorganizowane, a markujący swoją pracę zwykle nie zagrzewają w niej na dłużej miejsca.

Niestety prawda ta nie dotyczy znacznej części urzędników. Przedstawiciele tego zawodu obrodzili nam w ostatnich latach bardzo licznie i to pomimo wielu zaleceń o ograniczeniu wzrostu ich liczby. Jak tłumaczy premier indagowany w sprawie niedotrzymania obietnic o „tanim państwie" - jest niebywałe oddolne parcie na przyjmowanie w szeregi administracji. Wnioski nasuwają się takie, że jest to profesja, w której udawanie zaangażowania w pracy jest szczególnie łatwe i dlatego zapewne urzędniczenie cieszy się aż tak dużym wzięciem.

I nie jest to chyba rozumowanie nazbyt odległe od prawdy. Przykładu możemy poszukać chociażby w turystyce. Jest to dziedzina gospodarki, o której można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest legislacyjnie wzorowo uporządkowana.
Tymczasem urzędnicy Ministerstwa Sportu i Turystyki są tak zajęci rozmaitymi ważnymi sprawami, że na sprawy poprawy prawa w turystyce po prostu nie starcza już im czasu. A jest to kwestia będąca już od dawna ważnym postulatem branży, a także nadzieją na ograniczenie wielu ryzyk i liczby zdarzeń wpływających ujemnie na rozwój turystyki.

Zburzony spokój ministerstwa

W 2012 roku mieliśmy do czynienia z bezprecedensową serią 15 niewypłacalności biur podróży. Trzeba było sprowadzić do kraju ponad 7 tysięcy osób, a prawie 30 tysięcy straciło całkowicie lub częściowo pieniądze wpłacone wcześniej na wakacje. Przy okazji okazało się jednoznacznie, że Polska całkowicie źle wdrożyła do swojego prawa unijną dyrektywę 90/314 z 1990 roku nakazującą pełne zabezpieczenie interesów klientów biur podróży, a w sprawach niewypłacalności biur podróży wypowiadał się sam premier.

Oto jego słowa: „Powiem brutalnie: ja się o wiele bardziej przejmuję losem turystów niż biur turystycznych. Biura turystyczne same w sobie to nie jest branża, od losu której zależy polska gospodarka czy losy polskiego podatnika. Ale kłopoty tej branży dotykają tysięcy zupełnie niewinnych ludzi i dlatego nasze prace będą nakierowane na to, by chronić możliwie skutecznie interesy turystów".

Wniosek ? Prawo trzeba jak najszybciej poprawić. Ministerstwo szumnie zapowiadało, że jeszcze przed sezonem 2013 sprawy uporządkuje. W roli panaceum ustawiono Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który stanowić miał drugi filar zabezpieczeń dla klientów obok już istniejących, ale jak się okazało niedostatecznych gwarancji. Być może słowo drugi filar okazało się pechowe, ale sprawy przybrały rychło formę chocholego tańca chybionych rozwiązań i urzędniczej niemocy.

Heroiczna walka urzędników o naprawę prawa w turystyce

Najpierw (sierpień 2012) przedstawiono projekt funduszu, którego jakość lepiej pominąć milczeniem. Wystarczy powiedzieć, że środowiskowe organizacje turystyczne nie zostawiły na nim suchej nitki. Potem (wrzesień 2012) ni stąd ni zowąd oświadczono, że koncepcja funduszu się zmienia i nie będzie on miał już osobowości prawnej, a będzie tylko rachunkiem bankowym w Ministerstwie. Po pewnym czasie (koniec października 2012) znów okazało się, że wrócono do koncepcji z osobowością prawną.

Ale to nie koniec zawijasów na krętej drodze do funduszu. Oto bowiem w lutym 2013 roku, Ministerstwo wróciło do poprzedniej koncepcji rachunku i szumnie zapowiedziało, że fundusz będzie już na wiosnę. Ale oto za miesiąc okazało się, że funduszu na razie jednak nie będzie, ale za to będą rozporządzenia ministra finansów drastycznie podnoszące wymogi gwarancyjne. Okazały się one bardzo przyjemnie dziurawe dla dużych biur podróży, ale za to rozsierdziły środowisko małych organizatorów.

Kwiecień 2013: kolejny zwrot akcji i powrót do koncepcji funduszu z osobowością prawną. Ministerstwo przedstawiło projekt jego założeń i odesłało do środowiskowych konsultacji.
Rezultatem było wspólne pisemne stanowisko podpisane przez Polską Izbę Turystyki, Izbę Turystyki RP, Polską Izbę Turystyki Młodzieżówek, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych i Polski Związek Organizatorów Turystyki. Wszystkie te organizacje jednym głosem opowiedziały się za odłożeniem projektu powołania funduszu, a w ich miejsce chciały pilnego rozpoczęcia prac nad nową ustawą o usługach turystycznych.

Co ciekawe postulat ten, choć w mniej radykalnej formie, zgłaszany był przez środowisko turystyczne już od dawna. Jednak Ministerstwo zawsze i z uporem trwało na stanowisku priorytetu dla funduszu, czyli myślało i postępowało dokładnie odwrotnie.

Dosyć. Najwyższa pora kończyć opisywanie meandrów sprawy funduszu i ewentualnej nowej ustawy. Projekt założeń funduszu we wrześniu złożono do komitetu stałego Rady Ministrów i od tej pory mamy to co zwykle w takich kwestiach: pisma, zapytania, odpowiedzi, spotkania. Najbliższe ma się odbyć 13 marca – dobrze przynajmniej, że jest to czwartek.

Branża czeka na nowe prawo

Tutaj jest chyba miejsce na apel do pań/panów urzędników z Ministerstwa oraz innych osób zaangażowanych w sprawę. Branża czeka na zmiany prawa w turystyce, a w szczególności na nową adekwatną do obecnej sytuacji i nowych wyzwań ustawę o usługach turystycznych.

Niestety, jak dotychczas prace nad nowymi rozwiązaniami prawnymi w turystyce to sprawa, która niemiłosiernie się ślimaczy, choć osoby w nią zaangażowane bardzo starają się sprawiać dobre wrażenie. Zupełnie jak w dowcipie z minionej epoki zamieszczonym na wstępie.